
… czyli porywająca opowieść o RPA w czasach schyłku apartheidu
REKLAMA
Peter Harris – „Słuszny opór. Konstruktorzy bomb, rebelianci i legendarny proces o zdradę stanu.”
Pierwsze zdanie: „Człowiek pochylający się nad stołem jest skoncentrowany na pracy – to istna kwintesencja skupienia, co zrozumiałe, gdy buduje się bombę.”
Prolog. RPA. Schyłek apartheidu.
Jabu Masina, Ting Ting Masango, Neo Potsane i Joseph Makhura. Czterech młodych mężczyzn tworzących szwadron śmierci. Wykonywali wyroki, ba, egzekucje na policjantach i żołnierzach. Zabijali bez mrugnięcia okiem. Przygotowywali zamachy bombowe, w których ginęli niewinni cywile - „Wszędzie widać było krew i kawałki nóg.” Wspierani przez stronę radziecką, szkoleni w specjalnych, tajnych obozach Angoli, Zambii i NRD. Członkowie tzw. Włóczni Narodu (Umkhonto we Sizwe) – zbrojnego skrzydła Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC). To główne ugrupowanie narodowowyzwoleńcze w RPA, które postanowiło prowadzić działalność zbrojną wymierzoną przeciw armii i policji reżimu apartheidu. Twórcą i przywódcą „Włóczni Narodu” był Nelson Mandela, laureat pokojowej nagrody Nobla.
Wyżej wymieniona czwórka w końcu wpadła i stanęła przed sądem.
Wyżej wymieniona czwórka w końcu wpadła i stanęła przed sądem.
Dirk Coetzee. Wysoko postawiony członek innego szwadronu śmierci. Zwolennik segregacji rasowej. Policjant z Vlakplaas. Przedstawiciel wybitnie bezwzględnego oddziału Afrykanerów, którzy mając pełne przyzwolenie rządu Białych (często również działający na jego zlecenie) zabijał afrykańskich aktywistów oraz Bogu ducha winnych cywili. Sposoby eliminacji? Porwania, wyjątkowo brutalne tortury, morderstwa popełniane z zimną krwią. Zamachy bombowe, mniej lub bardziej udane próby zabijania przy pomocy trucizn. Totalna znieczulica i zwyrodnienie. Na przykład niejaki Justice Mbizana – wywieziony na odludną farmę i poddany torturom polegającym na wielogodzinnym biciu i znęcaniu, a także przypalaniu genitaliów i wpychaniu rozżarzonej szczapy drewna w odbyt. Coetzee i członkowie jego oddziału potrafili także w jednym ognisku palić ciało uprzednio skatowanego, a nad drugim obok smażyć sobie kiełbaski.
Peter Harris. Potomek osadników burskich. Młody adwokat. Mocno zaangażowany w problem apartheidu. Obrońca praw człowieka i więźniów politycznych. „Mam łatwą robotę. Zostają oskarżeni, ja ich bronię, a potem idą do więzienia, zwykle z długimi wyrokami. Następnie ich odwiedzam.” Ten krótki cytat idealnie oddaje specyfikę pracy każdego prawnika broniącego „politycznych” w latach osiemdziesiątych w RPA, kraju bezprawia. Harris zostanie adwokatem Masina, Masango, Potsane i Machura, choć jak sam mówi w jednym fragmencie: „Popieram organizacje ruchu oporu, ale zabijanie cywili to coś innego, niezależnie od prowokacji.” Będzie głównym „rozgrywającym” podczas tytułowego legendarnego procesu w Delmas. Doprowadzi do bezprecedensowej sytuacji, w której oskarżeni zrezygnowali z uczestnictwa w procesie, a on wystąpił o uznanie ich za żołnierzy i jeńców wojennych. Przełomem w całym procesie okaże się z kolei upublicznienie zeznań skruszonego Coetzee’go, które ten złoży najpierw Harrisowi.
Książka. Bardzo dokładnie jeżeli chodzi o faktografię, sprawnie literacko, a w wielu fragmentach wręcz z polotem napisana rzecz. Pozycja, która wydaje się być jednym wielkim misz-maszem, występują tu bowiem elementy: reportażu, wspomnień, eseju historycznego, dramatu sądowego, thrillera politycznego, klasycznej powieści sensacyjnej i moralitetu. A wszystko to świetnie trzyma się kupy i tworzy niesamowicie absorbującą i porywającą całość, pomimo nagromadzenia wielu faktów, postaci i wątków polityczno-historycznych. Ponieważ autor książki występuje w niej jako jeden z bohaterów, ale także obserwator i komentator jednocześnie - ma ona także interesującą narrację. Umiejętne stopniowanie napięcia i zmyślna konstrukcja sprawiają, że „Słusznego oporu” się nie czyta, a się go wprost pochłania. Poza tym jest to raczej gotowy materiał na scenariusz filmowy, z którego dobry reżyser mógłby zrobić kapitalny film. Rzecz mistrzowska.
Kontekst. W którym momencie żołnierze walczący o wolność swojego kraju stają się terrorystami i mordercami? Czy należy bronić ludzi, przez których ginęli i byli okaleczani niewinni cywile? Gdzie i jak szukać granicy między zabijaniem a aktem odwagi? Czy da się zupełnie rozgrzeszyć kogoś kto odbierał życie innym? Czy można czuć do niego sympatię? W jaki sposób ocenić ciężar zbrodni? Czy zbrodnia jest zbrodnią, czy może da się je podzielić na te mniejsze lub większe? Czym jest moralność? Czym sprawiedliwość? Czym wina, a czym kara?
Bomba. Jej budowa opisywana jest przez całą książkę, w króciutkich mini-rozdziałach. Kapitalny zabieg konstukcyjno-fabularny, który doprowadza do mocnego finału.
Epilog. „Słyszałem kiedyś, że w okolicach zamieszkanych przez białych psy szczekają na czarnych, a w townshipach – na białych. Nawet jeśli zdołalibyśmy zmienić postawę ludzi, to nie wiem, co zrobimy ze zwierzętami, skoro w ich żyłach od pokoleń płynie wściekły rasizm.”
Wnioski. Czytać, czytać i jeszcze raz czytać.
Aktualnie czytam:
