... czyli o piłce nożnej w Brazylii

REKLAMA
Alex Bellos – „Futebol. Brazylijski styl życia”
logo
Pierwsze zdanie: „Futbol przybył do Brazylii w 1894 roku.”
Brazylijski Mundial, który wkroczy niebawem w decydującą fazę pucharową, póki co, pod względem czysto sportowym (no może poza sędziowaniem), jest imprezą niezwykle udaną – emocjonujące mecze, zaskakujące wyniki, prawdziwy grad bramek. Gorzej jest z drugą stroną przedsięwzięcia, które od dawna budzi wiele kontrowersji – kraj pogrążony w kryzysie, silnie rozwarstwiony społecznie z wielką grupą biednych mieszkańców faweli na czele, który zamiast chleba dostaje igrzyska. Ciężkie publiczne środki wyłożone na budowę stadionów, przesiedlenia biedoty związane z rozwojem mundialowej infrastruktury i związane z tym wszystkim strajki i demonstracje, notabene brutalnie pacyfikowane przez policję. To druga, ciemna strona tego wielkiego piłkarskiego święta. Idealnie wpisuje się w nią reportażowa książka brytyjskiego dziennikarza Alexa Bellosa. Co prawda jest to pozycja, która ukazuje się w Polsce z dużym, bo dwunastoletnim opóźnieniem (została nieco uaktualniona poprzez specjalne przypisy na koniec każdego rozdziału), ale okazuje się, że problemy których dotyka są niestety wciąż bardzo aktualne, a porównując pewne wydarzenia z przeszłości do tych aktualnych, snuć można również celne analogie.
Bellos, jako korespondent „Guardiana” przez rok jeździł wzdłuż i wszerz Brazylii badając - wpływ futbolu na ten kraj. A ten jest przeogromny, niespotykany gdzie indziej na świecie. Tak jak napisano na okładce książki – „Piłka nożna i Brazylia to synonimy. Brazylia jest piłką.” A jeśli ktoś ma choćby cień wątpliwości czy tak jest, to pozycja ta skutecznie je rozwieje. To także kompletnie inny rodzaj literatury sportowej od tej, którą już dobrze znamy z półek księgarni. Siła nacisku została tu bowiem położona przede wszystkim na kwestie społeczne, a dyscyplinę tą przedstawiono w niespotykanie szerokim kontekście. Materiał, który zebrał autor jest imponujący. Od historii jak to się wszystko zaczęło, po interesujące podsumowanie czemu jest jak jest, i jak jeszcze może być - dokonane przez piłkarskiego intelektualistę jakim był niewątpliwie Socrates, kapitan reprezentacji Brazylii na mistrzostwach świata w 1982 r. (pierwszy z Mundiali, który pamiętam!). To właśnie o nim Pele powiedział, że grał lepiej tyłem niż większość piłkarzy przodem.
logo
Alex Bellos
Dowiemy się jak wygląda los brazylijskich piłkarzy grających w lidze... Wysp Owczych. Poznamy słynnego kibica kanarków zwanego Wacikiem czy fanatycznych kibiców Corinthians zwanych Jastrzębiami, którzy z jednej strony potrafią terroryzować piłkarzy, a z drugiej przygotowują efektowną mega paradę podczas karnawału, w której udział bierze prawie 5 tys. osób przebranych w fantazyjne stroje. Zagłębimy niebywały wprost związek religii i futbolu (począwszy od uwielbienia dla Jezusa Chrystusa, a skończywszy na głębokiej wierze w tajemną moc żaby zakopanej w murawie boiska) - w końcu jak powiedział urugwajski pisarz Eduardo Gaelano: "W Ameryce Południowej piłka nożna jest wielką, pogańską mszą."
Za sprawą pióra Bellosa poczujemy klimat niesamowitego Peladao:
„(...) to turniej piłkarski brazylijskiego lasu deszczowego, który oddaje jego rozmiar, egzotykę i mistykę. Turniej odbywa się w Manaus, nieprawdopodobnej metropolii znajdującej się 1600 kilometrów w górę Amazonki, w sercu jednego z ostatnich dzikich terenów na świecie. Kiedy tu przybywam w 2000 roku, udział biorą 522 drużyny (...) najbardziej gargantuicznym ekscentryzmem Peladao jest fakt, że to tak naprawdę dwa turnieje: rywalizacja na boisku i konkurs piękności.”
Nie mówiąc już nawet o tych wszystkich odmianach futbolu, które wymyślili i z wielką pasją uprawiają Brazylijczycy: od znanego wszystkim futsalu, piłki plażowej i siatkonogi, poprzez piłkę błotną oraz guzikową, aż po samochodową, futbol ślepych czy też transwestytów. Znajdują się tu też co najmniej dwa reportaże, które są w tym kapitalnym, równym zbiorze prawdziwymi perełkami. Perełkami jeżeli chodzi o całokształt - od sposobu poprowadzenia samych historii, po styl w jakim je przedstawiono i ewidentną pasję i erudycję autora. Pierwszy z nich dotyczy przegranego przez Brazylię finału z 1950 r. (zwyciężył Urugwaj), który to mecz stał się prawdziwą narodową traumą i na dekady naznaczył tamtejsze społeczeństwo, a niektórym jego uczestnikom, jak choćby bramkarzowi Barbosie, zniszczył życie. Drugi, to absolutnie przejmująca historia Garrinchy, uważanego przez Brazylijczyków za najlepszego piłkarza wszechczasów (Pele jest dopiero drugi) i jego drogi od cudownego dziecka z krzywymi nogami, poprzez lata sławy, aż po bolesny i tragiczny upadek.
Oczywiście podczas lektury „Futebolu” da się poczuć piękno tego sportu i totalne zakręcenie nim dokładnie całej Brazylii – to tu np. powołano sejmową komisję śledczą mającą wyjaśnić przyczyny przegranego z Francuzami finału w 1998 roku, przed którą przesłuchiwany był m.in. trener Zagallo i ówczesna gwiazda reprezentacji, Ronaldo. Ba, jest tu też sporo dobrego humoru i fajnych anegdot - jak choćby ta o Zerao czyli Wielkim Zerze, stadionie wybudowanym w odludnej dżungli, na którym równik wyznacza linię środkową boiska, a sędzia po rzucie monetą pyta kapitanów drużyn „Na której półkuli chcecie zaczynać?” Niezliczona ilość ciekawostek i mało bądź zupełnie nieznanych faktów. Jednak w przytłaczającej części książka ta dotyka kwestii wstydliwych, trudnych oraz ciemnych stron tego sportu. Mówi o związku futbolu z tamtejszą chaotyczną polityką. O chuligaństwie i przemocy na stadionach i poza nimi. O zaskakującej przede wszystkim skalą korupcji i związanymi z nią oszustwami. Ogromnej biedzie i niesprawiedliwości. Wewnętrznych kryzysach piłkarskich, które miały i wciąż mają wpływ na problemy i tamtejsze nastroje społeczne. Świetnie napisana, fascynująca lektura, która pozwala patrzeć na trwający właśnie Mundial nie tylko przez pryzmat składnych akcji, pięknych bramek i zaskakujących wyników.

Aktualnie czytam:
logo