W tej części tylko kryminały

REKLAMA
Wielu może wydawać się to dziwne czy niezrozumiałe, ale jak wakacje, urlop i plaża, to na pewno z kryminałem w ręku. Tak już mam. Nie znaczy to oczywiście, że w inne pory roku omijam książki z tego gatunku szerokim łukiem, o nie. Po prostu jakoś w wakacje kryminały wchodzą mi bardziej. Na ten sezon przygotowałem sobie, a częściowo już nawet przeczytałem, taki oto zestaw:
logo
Foto: MM
Zacznijmy może od tych, które już mam za sobą. „Ofiara” Pierre Lemaitre, to ostatnia część tryptyku z inspektorem Camille Verhoevenem w roli głównej – poprzednią był opisywany tu genialny thriller pt. „Alex” (pierwszej części w Polsce jeszcze nie wydano). Ten francuski autor słabych kryminałów nie pisze i „Ofiara” jest tego kolejnym dowodem, a książkę można z czystym sumieniem polecić. Jednak muszę również nadmienić, że do wzorcowego poziomu „Alex”, tej ostatniej części zbliżyć się nie udało.
Nieco podobnie sytuacja ma się z Peterem Mayem. Drugi tom jego cyklu pt. „Wyspa” - zapoczątkowany znakomitym „Czarnym domem” – czyli „Człowiek z wyspy Lewis”, co prawda trzyma zbliżony, bardzo wysoki poziom, nie jest jednak aż tak fantastyczny jak tom pierwszy. Szkocki autor nadal czaruje formą i stylem opowiadania dwóch przenikających się historii – współczesnej i tej sprzed kilkudziesięciu lat. Znowu jest to powieść (z detektywem Finem Mcleodem, jako głównym bohaterem) oparta na silnym wątku kryminalnym, z pięknie opisanym surowym krajobrazem wysp Hebrydów Zewnętrznych. I choć połknąłem ją błyskawicznie z wielkim zainteresowaniem, to nie wzbudziła już we mnie, aż tak silnych emocji jak „Czarny Dom”. Co nie zmienia faktu, że polecam gorąco!
Teraz o tym co jeszcze przede mną. Czeka mnie trzecie spotkanie z inspektorem Janem Fablem czyli hamburski cykl Craiga Russella i książka pt. „Mistrz Karnawału”. Tym razem akcja dzieje się nie w Hamburgu lecz w Kolonii, a rzecz dotyczy seryjnego mordercy i w dodatku kanibala. Russell może nie jest aż tak ujmującym mnie autorem jak jego rodacy, Rankin czy May, ale to na pewno wybitny spec w tym gatunku, który pisze dobrym stylem i potrafi budować napięcie do samego końca.
Jeszcze lepsze zdanie mam o uznawanym za mistrza skandynawskiego kryminału Leifie GW Perssonie – jego trylogia dotycząca nierozwikłanego zabójstwa premiera Szwecji Olofa Palme, to dla mnie majstersztyk. „Ten, kto zabije smoka” to druga część cyklu, w którym głównym bohaterem, a raczej antybohatyerem jest inspektor Evert Backstrom – cynik, cham, seksista, narcyz itd. Persson zna się na swoim fachu jak mało kto, był przecież kryminologiem i komisarzem policji, pisze fajnym, takim nieco leniwym stylem (pędzącej na łeb na szyję akcji u niego nie uświadczysz), a w tym cyklu opiera wszystko na postaci, której nie sposób polubić. Ciekawy zabieg.
Czas na czytelniczy coming out – nie znam ani jednej książki Jo Nesbo. Serio. Wynika to z takiego a nie innego układu gwiazd ale m.in. także z faktu, że jak się cały świat podnieca jakimś autorem, to ja raczej staram się go omijać i spokojnie dłubać sobie dalej w swoich np. szkockich niszach. Nie jestem jednak totalnym literackim talibem i jak już swoje taki mainstreamowy autor odczeka, to i za niego się zabiorę. Teraz nadszedł czas Nesbo – na początek „Syn”. Jak mi się spodoba, to ruszę z otwartą przyłbicą na serię o Harrym Hole, których kilka tomów (a jakże!) czeka już od dawna na regale.
Znam już za to poprzednie dwa tomy projektu, w którym różni autorzy mierzą się w opowiadaniach z mroczną stroną danego miasta – mowa o zbiorach kryminalno-sensacyjnych „Moskwa Noir” i „Meksyk Noir”, które ukazały się w Polsce dzięki wydawnictwu Claroscuro. Po Rosji i Meksyku przyszedł czas na Hiszpanię i „Barcelona Noir”. Poprzednie części cyklu były bardzo dobre (zwłaszcza ta o Moskwie), lubię Barcelonę jako miasto, a przede wszystkim uwielbiam opowiadania – wszystko to do kupy sprawia, że lektura tego zbioru musi być satysfakcjonująca.
A na koniec moja miłość absolutna czyli Ian Rankin i seria o inspektorze Rebusie. „Stojąc w cudzym grobie”, to swoisty come back tego inspektora, z którym rozstaliśmy się już w siedemnastej części cyklu pt. ”Pożegnalny Blues”. John co prawda nie pracuje już w policji i jest na emeryturze, ale ponieważ ciągnie wilka do lasu, prowadzi prywatne śledztwo w sprawie tajemniczych zaginięć przy drodze A9. Z zapowiedzi wynika, że ma być to powrót starego dobrego Rebusa, jednak z wyeksponowaną dodatkowo postacią Malcolma Foxa (znanego z innego cyklu tego autora i książki „Sprawy wewnętrzne”). Trochę się obawiam czy ta współzależność bohaterów będzie "żarła", ale już nie mogę się doczekać lektury.
Tyle.