
…a w nich opowiadania o Rosji w konwencji science-fiction, szczegółowa relacja z głośnej sprawy Edwarda Snowdena oraz arcyciekawy reportaż o dziennikarstwie śledczym w Japonii
REKLAMA
Dmitry Glukhovsky – „Witajcie w Rosji”
Pierwsze zdanie: „Michale Siemionowiczu!”
To moja pierwsza przeczytana książka Glukhovskyego. O jego apokaliptycznym „Metrze 2033”, które okazało się wielkim sukcesem wydawniczym na świecie, tylko co nieco słyszałem, bo raczej nie czytam fantastyki. Po „Witajcie w Rosji” sięgnąłem, ponieważ to zbiór opowiadań, a poza tym Rosja niezmiennie mnie pasjonuje. Mówi się, że to nie kraj tylko stan umysłu i powiedzenie to znajduje swe odzwierciedlenie w tekstach Glukhovskyego. Autor bierze bowiem na tapetę wszystkie bolączki, stereotypy i absurdy, w których co raz bardziej pogrąża się jego ojczyzna. Skorumpowani urzędnicy, obrzydliwie bogaci oligarchowie, wszechpotężne władze, skłóceni politycy oraz biedne, ciemne, zacofane i nieustannie zginające kark społeczeństwo, ogłupiane przez żałosne media.
Przykłady? W „Deus ex machina” niejaki Czistiakow, który nie może jak zawsze sfałszować wyborów, jedzie do Moskwy unicestwić nowoczesny system GAS „Wybory” do automatycznego liczenia głosów, który okazuje się być… zwykłą tabelką w Excelu. W „Nim ucichnie wiatr” – w telewizyjnym show pt. „Mordobicie” na ringu walczy Władimir Żyrynowski z Borysem Niemcowem, a w „Objawieniu” – w niewielkim miasteczku Kozłowka, samotne kobiety pracujące w jednym z zakładów mają dzieci z Narodowym Liderem Rosji.
Przykłady? W „Deus ex machina” niejaki Czistiakow, który nie może jak zawsze sfałszować wyborów, jedzie do Moskwy unicestwić nowoczesny system GAS „Wybory” do automatycznego liczenia głosów, który okazuje się być… zwykłą tabelką w Excelu. W „Nim ucichnie wiatr” – w telewizyjnym show pt. „Mordobicie” na ringu walczy Władimir Żyrynowski z Borysem Niemcowem, a w „Objawieniu” – w niewielkim miasteczku Kozłowka, samotne kobiety pracujące w jednym z zakładów mają dzieci z Narodowym Liderem Rosji.
„O proszę! – Tańka podniosła ze stołu „Konsomolską Prawdę”. – Zrobili badanie! Według sondażu aż dwóm trzecim kobiet w kraju co najmniej raz śniło się, że uprawiają z nim seks!”
Kapitalne jest również otwierające zbiór „From Hell”, w którym okazuje się, że rząd rosyjski handluje gazem z Piekłem, które przypadkowo odkrywa we wnętrzu ziemi, jeden z uczonych.
Właśnie, Ghulkovsky wykorzystuje w każdym z tych tekstów konwencje science-fiction i trzeba przyznać, że robi to wyśmienicie. Mimo, że należę do zwolenników raczej twardych realiów w literaturze, w ogóle mi się te fantastyczne wstawki nie gryzą z resztą. Zwłaszcza, że w tych lekkich, sprawnie skonstruowanych, prostych opowiadaniach z niezłymi puentami, autor stawia również mocno na ironię i groteskę. Można się więc przy lekturze szczerze pośmiać, ale i przyłapać na jakiejś głębszej refleksji, dotyczącej na przykład rosyjskiego patriotyzmu. Nie jest to jakaś wielka literatura, ale fajnie się ten zbiór czyta. Dobra rzecz.
Właśnie, Ghulkovsky wykorzystuje w każdym z tych tekstów konwencje science-fiction i trzeba przyznać, że robi to wyśmienicie. Mimo, że należę do zwolenników raczej twardych realiów w literaturze, w ogóle mi się te fantastyczne wstawki nie gryzą z resztą. Zwłaszcza, że w tych lekkich, sprawnie skonstruowanych, prostych opowiadaniach z niezłymi puentami, autor stawia również mocno na ironię i groteskę. Można się więc przy lekturze szczerze pośmiać, ale i przyłapać na jakiejś głębszej refleksji, dotyczącej na przykład rosyjskiego patriotyzmu. Nie jest to jakaś wielka literatura, ale fajnie się ten zbiór czyta. Dobra rzecz.
Luke Harding – „ Polowanie na Snowdena”
Pierwsze zdanie: „Na początku był e-mail.”
O co chodzi w tzw. sprawie Snowdena? Gdyby komuś jakimś dziwnym trafem nie obiło się jeszcze o uszy to nazwisko, to napiszę w dużym skrócie, że jest to człowiek, który pracował dla amerykańskiej agencji wywiadu wojskowego (DIA), agencji bezpieczeństwa krajowego (NSA) oraz CIA i ujawnił tysiące ściśle tajnych dokumentów dotyczących faktu, iż bez mała cały świat znajduje się na podsłuchu i jest wnikliwie szpiegowany przez amerykańskie oraz brytyjskie służby, które potrafią przechwycić wprost nie mieszczące się w głowie ilość przeróżnych informacji. Taka GCHQ, brytyjska centrala łączności rządowej „…potrafiła zebrać trzydzieści dziewięć miliardów informacji podczas zaledwie jednego dnia.” Firmy technologiczne jak Microsoft, Yahoo, Google, Facebook, YouTube, Skype – wszystkie podpisały zgodę i zostały oficjalnymi partnerami agencji szpiegowskiej. A możliwości operacyjne samego Snowdena były takie:
„Siedząc przy swoim biurku, miałem przyznane uprawnienia, które pozwalały mi założyć podsłuch każdemu – od ciebie, przez twojego księgowego po sędziego federalnego, a nawet samego prezydenta – wystarczyło, że miałem adres e-mail tej osoby.”
Książka Hardinga, to reportaż, który bardzo szczegółowo (niezliczone wydarzenia, fakty, nazwiska, instytucje itd.) prezentuje biografię Edwarda Snowdena, całą operację związaną z przekazaniem ściśle tajnych dokumentów mediom, jej następstwa, aż po ucieczkę Snowdena z Hong Kongu i jego pobyt w Rosji. Trzeba przyznać, że Harding poza chorobliwą dokładnością w przekazywaniu faktów, fajnym obrazowaniem (np. świetnie opisane niszczenie sprzętu informatycznego w redakcji „Guardiana”), jest też bezstronnym komentatorem całej tej historii. W żadnej mierze nie ocenia postępowania bohatera swojej książki. Prezentuje zarówno jego pozytywne, jak i negatywne cechy charakteru. To czytelnik sam, po zapoznaniu się z tym szczegółowym materiałem, ma wyrobić sobie własne zdanie i zadecydować czy Snowden to bohater czy zdrajca? Obrońca wolności czy rosyjski szpieg? A może jeszcze ktoś inny? To dziennikarskie śledztwo czyta się wyśmienicie i z niesłabnącym zainteresowaniem - miejscami niczym powieść kryminalno-sensacyjną, a momentami jak pogłębioną analizę czy też mroczną orwellowską opowieść o dziwnych czasach w jakich przyszło nam żyć.
„Być może najbardziej nieoczekiwanym następstwem afery Snowdena był powrót maszyny do pisania.” - do starych technologii wrócił m.in. rząd indyjski czy super tajny wydział FSB na Kremlu.
„Być może najbardziej nieoczekiwanym następstwem afery Snowdena był powrót maszyny do pisania.” - do starych technologii wrócił m.in. rząd indyjski czy super tajny wydział FSB na Kremlu.
Jake Adelstein – „Zemsta yakuzy. Mroczne kulisy japońskiego półświatka”
Pierwsze zdanie: „Skasuj ten tekst albo skasujemy ciebie.”
Zaskakująca książka. Zaskakująca, bo po takim tytule można przecież spodziewać się historii typowo sensacyjnej - jakiś brutalnych gangsterskich porachunków, krwawych strzelanek i innych tego typu atrakcji. Tu natomiast wszystko zaczyna się od historii młodego chłopaka, amerykańskiego Żyda, który po studiach w Tokio planuje zostać pierwszym białym dziennikarzem w jednym z najpopularniejszych japońskich dzienników - „Yomiuri”. Spora część tego lekko podbeletryzowanego reportażu dotyczy soli typowo dziennikarskiej pracy w ciekawych japońskich realiach (mamy nawet podanych osiem przykazań dobrego reportera!). Od szukania jakichkolwiek newsów na ulicy po grubsze, mocno skomplikowane sprawy. Śledzimy więc rozwój kariery Adelsteina, który z początkującego, nie mogącego się do końca odnaleźć w tamtejszych realiach, nieco nierozgarniętego adepta dziennikarstwa, staje się z czasem reporterem z krwi i kości oraz profesjonalistą pełną gębą, który coraz bardziej poznaje i zanurza się w świat japońskiego półświatka. A ten jest niesamowicie interesujący. Z jednej strony ta specyficzna koegzystencja dziennikarzy, policji i Yakuzy. W Japonii na przykład policyjne naloty robi się tak, że wiedzą o nich z wyprzedzeniem wszyscy ze wspomnianej trójcy. Wszyscy ze sobą współpracują przekazując sobie wzajemnie rożne informacje i prowadząc rodzaj niebezpiecznej gry, w której trzeba być niebywale czujnym i znać najdrobniejsze niuanse, żeby się "nie wyłożyć" i źle skończyć. Kolejna kwestia to specyfika działalności samej Yakuzy.
„Według oficjalnych źródeł w Japonii działają dwadzieścia dwie grupy yakuzy. (...) największa – Yamaguchigumi, ma pod swoimi skrzydłami czterdzieści tysięcy ludzi i ponad setkę podgrup.” A „Problem z japońską przestępczością zorganizowaną polega między innymi na tym, że jest tak diabelnie dobrze... zorganizowana, zupełnie jak korporacja.”
Korupcja, wyłudzenia, oszustwa podatkowe, nielegalne przejmowanie firm, ale także hazard, prostytucja, handel ludźmi i morderstwa – to właśnie chleb powszedni Yakuzy. Autor bardzo mocno wszedł w ten świat i nieźle go spenetrował. W 2008 r. policja i FBI objęła go ochroną przed szefem mafii o imieniu Goto, który robił sobie przeszczep wątroby w USA, a który to zabieg wyśledził Adelstein. W kolejnych rozdziałach książki autor opisuje różne sprawy, którymi się zajmował - niektóre z nich wywołują ciarki na plecach. Ale poza typową pracą dziennikarza śledczego, dzieli się również interesującymi spostrzeżeniami natury społeczno-kulturowej i przybliża wiele ciekawych zjawisk występujących w Japonii. Z jednej strony opisuje na przykład jak został hostem – czyli męskim odpowiednikiem kobiety do towarzystwa a z drugiej przybliża arcysmutną historię swojej koleżanki Hamayi, świetnej dziennikarki, która popełniła samobójstwo, bo odstawiono ją od pracy reportera. Zresztą sytuacja kobiet w Japonii przedstawiona przez niego jest zatrważająca „Funkcjonariusze lekceważą przestępstwa popełnianie nie tylko na cudzoziemkach, ale w ogóle na wszystkich kobietach.” Kara za gwałt jest bardzo niska – do dwóch lat więzienia. Choć tematyka jest mroczna i trudna, to dodatkowymi atutami książki jest specyficzny czarny humor autora i lekkość narracji, która sprawia, że od jego kolejnych „przygód” nie sposób się oderwać. Polecam.
Aktualnie czytam:
