Wstrząsający reportaż o najbrutalniejszej wojnie współczesnych czasów!

REKLAMA
Ed Vulliamy – „Ameksyka. Wojna wzdłuż granicy.”
logo
Pierwsze zdanie: „Nad ogromną pustynią powoli wstaje świt, wydobywając z mroku ciało zawieszone nad betonowym wiaduktem zwanym Mostem Marzeń.”
3169 km ma granica między Meksykiem a USA. Ed Vulliamy, brytyjski dziennikarz i pisarz, znany z zajmowania się niesprawiedliwościami społecznymi (w 1996 roku jaki pierwszy dziennikarz w historii zeznawał w Międzynarodowym Trybunale Karnym dla byłej Jugosławii) przejechał jej linią od Pacyfiku po Zatokę Meksykańską. Opisał bardzo dokładnie i szeroko, to co zobaczył i o czym usłyszał po drodze. O meksykańskich kartelach narkotykowych, o przemytnikach i handlarzach broni, gangach bezwzględnych morderców, prawdziwej rzeszy nielegalnych emigrantów, wyrzutkach społeczeństwa, kierowcach ciężarówek, wyzyskiwanych robotnicach, skorumpowanej policji i urzędnikach, opuszczonych i oszukanych Indianach, masowo mordowanych młodych kobietach, sterroryzowanej ludności i zachłannych gringos. O prawdziwej wojnie domowej - przynoszącej dziesiątki tysięcy zabitych - jaka toczy się wzdłuż granicy. O piekle z jednej strony (Meksyk) i rzekomym raju z drugiej (USA). O miejscu na ziemi, w którym Bóg nie ma raczej nic do powiedzenia, bo rządzi w nim Santisima Muerte – Przenajświętsza Śmierć – której wystawia się kapliczki, a w ofierze składa się alkohol i papierosy. To przerażając miejsce, to właśnie tytułowa Ameksyka.
Urodzić się w Ameksyce czyli gdzieś na amerykańsko-meksykańskim pograniczu, to już lekki niefart. Urodzić się np. w takiej Tijuanie, to już spory pech. Ale urodzić się w takim Ciudad Juarez i być np. dziewczyną z biednego domu, no to już normalnie umarł w butach. Gorzej już być nie może. Kto czytał „Miasto – morderca kobiet” Jeana-Christofa Rampala oraz Marca Fernandeza, albo chociaż oglądał film „Miasto śmierci” z Jennifer Lopez, ten już dobrze wie o co chodzi. Ciudad Juarez, to najniebezpieczniejsze miasto na świecie. Miejsce, w którym od lat systematycznie gwałci się i niezwykle brutalnie morduje kobiety, a miejscowa i centralna władza bagatelizuję całe to „zjawisko” zwane femincidio, a najczęściej robi wszystko, żeby zamieść je pod dywan. Ciudad Juarez, to jedno z miast i jedna z najbardziej drastycznych relacji na tej mrocznej trasie Vulliamy’ego.
Poza nim jest też np. Reynosa, znajdująca się pod rządami narkotykowego kartelu Los Zetas, który w 2009 dwukrotnie dokonał prezentacji swej siły, całkowicie blokując i paraliżując miasto niejako tuż pod nosem policji i wojska. Albo odosobnione miejsce na pustyni gdzie niejaki El Pozolero (dosłownie „robiący zupę”) - „Przyznał się do unicestwienia około trzystu zwłok, które rozpuszczał w kadziach z ługiem lub kwasem solnym.” Przykłady podobnych niewyobrażalnych zdarzeń i okrucieństw można by mnożyć w nieskończoność. Vulliamy przytacza na przykład takie szokujące wydarzenie: „Wyróżnikiem tej wojny jest wyjątkowe bestialstwo (...) znaleziono tu białego SUV-a, w nim zaś krwawą miazgę złożoną z kilku okaleczonych ciał – posiekanych, porąbanych, wykastrowanych, pozbawionych głów. Odcięte części ciała zostały ze sobą przemieszane i upchnięte w samochodzie (...) to scena z piekła rodem, której nie umiałby sobie wyobrazić sam Hieronim Bosch w chwilach największego nawet natchnienia.” Czytając tą pięciuset stronicową cegłę i takie historie jak ta, skóra cierpnie dosłownie co kilkanaście stron.
logo
Ed Vulliamy gdzieś na pograniczu.
Całkowita wartość wymiany handlowej pomiędzy oba krajami w 2008 roku wyniosła 367,4 miliarda dolarów. I o te miliardy się tu niestety głównie rozchodzi. Pod przykrywką legalnej NAFTY (Północnoamerykański Układ Wolnego Handlu) Meksyk dostarcza Stanom przez granicę towary i narkotyki, dokładnie tymi samymi ciężarówkami. A zależność jest taka, że im więcej towarów tym więcej narkotyków. W drugą stronę przemyca się za to na masową skalę broń potrzebną meksykańskim gangom do prowadzenia regularnej wojny między sobą. W miastach położonych tuż przy granicy, aż roi się od fabryk zwanych maquiladoras, w których amerykańskie firmy wykorzystując meksykańską tanią siłę roboczą (głównie kobiety, późniejsze ofiary femincidio) i redukują koszty poprzez zwolnienia z podatków i omijanie cła. Narkotykowe kartele działają niczym wielkie korporacje – same nie wykonują już większości zadań tylko korzystają z firm zewnętrznych (outsourcing), ogłaszają przetargi czy udzielają koncesji. Podwykonawcy robią wszystko: od zdobywania broni, poprzez mordowanie na zlecenie, po pozbywanie się ciał. Prawdziwy wolny rynek i krwiożerczy, mega brutalny kapitalizm.
Choć tematyka ta jest trudna, przerażająca i momentami wprost nieprawdopodobna, „Ameksykę” czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem i dosłownie jednym tchem. No dobra, biorąc pod uwagę rozmiar, nie jednym a kilkoma tchnieniami. Co ciekawe Vulliamy nie skupił się jedynie na tych wszystkich około narkotykowych okropieństwach, ale postarał się również przybliżyć życie normalnych ludzi, zmuszonych do egzystowania w piekle. Poza tym bardzo rzetelnie przygotował cały materiał – dostajemy potężną dawkę niezwykle ciekawych faktów i informacji. Co tu więcej pisać – wciągająca i świetnie napisana rzecz. Reportaż co się zowie!
Literackie tropy: „El Narco” Ioan Grillo, „Miasto – morderca kobiet” Jean-Christof Rampala, Marc Fernandez.
Inne tropy: Posłuchajcie piosenki barda pogranicza, Toma Russella, której to tekst Ed Vulliamy przywołuje w „Ameksyce”: