Czyli jak sfilmować wojnę od środka i jak przygotować zamach stanu!
REKLAMA
James Brabazon – „Mój przyjaciel najemnik”
Pierwsze zdanie: „Meżczyzna wisi, nagi, na rzeźnickim haku umieszczonym w suficie.”
Tytuł tej książki brzmi niczym wycięty z tanich sensacyjnych czytadeł. Tylko z okładką coś tu nie gra, bo zamiast na przykład - przypakowanego kolesia w pełnym rynsztunku i ciemnych okularach, trzymającego niedbale M-16 - widzimy spoconego, lekko wystraszonego faceta, siedzącego pod murem i ściskającego leżącą na kolanach kamerę. Ten facet z okładki, to sam autor. Brytyjski dziennikarz, twórca filmów dokumentalnych i fotograf. Miłośnik samych niebezpiecznych miejsc. Afganistan, Palestyna, Kosowo, Kaszmir, Sierra Leone, tam między innymi pracował James Brabazon, człowiek chory na wojnę. Jego wspomnienia otwiera mocny prolog przedstawiający tortury w najstraszliwszym więzieniu Afryki – Playa Negra w Gwinei. Zaczyna się więc wszystko zgodnie ze wskazaniem mistrza Hitchcocka, od trzęsienia ziemi. I choć później może napięcie już tak systematycznie nie rośnie (choć momenty są i to srogie), to trzeba przyznać, że to wciągająca, a przede wszystkim pioruńsko ciekawa pozycja.
Tytuł tej książki brzmi niczym wycięty z tanich sensacyjnych czytadeł. Tylko z okładką coś tu nie gra, bo zamiast na przykład - przypakowanego kolesia w pełnym rynsztunku i ciemnych okularach, trzymającego niedbale M-16 - widzimy spoconego, lekko wystraszonego faceta, siedzącego pod murem i ściskającego leżącą na kolanach kamerę. Ten facet z okładki, to sam autor. Brytyjski dziennikarz, twórca filmów dokumentalnych i fotograf. Miłośnik samych niebezpiecznych miejsc. Afganistan, Palestyna, Kosowo, Kaszmir, Sierra Leone, tam między innymi pracował James Brabazon, człowiek chory na wojnę. Jego wspomnienia otwiera mocny prolog przedstawiający tortury w najstraszliwszym więzieniu Afryki – Playa Negra w Gwinei. Zaczyna się więc wszystko zgodnie ze wskazaniem mistrza Hitchcocka, od trzęsienia ziemi. I choć później może napięcie już tak systematycznie nie rośnie (choć momenty są i to srogie), to trzeba przyznać, że to wciągająca, a przede wszystkim pioruńsko ciekawa pozycja.
Książka, choć podzielona na trzy części, tak naprawdę opowiada dwie główne historie. W pierwszej Brabazon postanawia, wykorzystując szemrane znajomości z Sierra Leone, dostać się do Liberii, w której trwa właśnie wojna domowa. Jest kwiecień 2002 roku, partyzanci LURD (Liberyjczycy Zjednoczeni na rzecz Pojednania i Demokracji) chcą obalić Charlesa Taylora – okrutnego dyktatora. Brabazon otrzymuje szansę sfilmowania tego konfliktu od środka. W tej super niebezpiecznej wyprawie do prawdziwego jądra ciemności, towarzyszy mu jako przewodnik i ochroniarz niejaki Nick du Toit. Nick to słynny najemnik z RPA. Gość, który z niejednego pieca chleb spożywał – m.in. służył w siłach specjalnych swego kraju, walczył jako najemnik w Angoli czy handlował bronią. Druga część to relacja, a także dziennikarskie śledztwo, dotyczące planowanego zamachu stanu w Gwinei Równikowej, w którym to przewrocie jedne z pierwszych skrzypiec grał właśnie wspomniany Nick du Toit.
Panowie poznają się na początku książki przy zimnym piwie w eleganckim hotelu w Johanesburgu, by już nie długo po tym, przedzierać się przez dżunglę razem z liberyjskimi rebeliantami i brać udział w brutalnej wojnie. James początkowo nie ufa Nickowi, traktuje go podejrzliwie i z rezerwą, jednak wspólne doświadczenia i przeżycia powodują zbliżenie obu panów, budowę wzajemnego zaufania („Powierzyłem Nickowi własne życie” pisze Brabazon), a w efekcie prawdziwą męską przyjaźń. Gdy później już po powrocie z Liberii, Nick zajmuje się przygotowaniami do zamachu w Gwinei, a w wyniku zdrady i poniekąd zwykłej głupoty trafia do piekielnego więzienia z prologu – Brabazon stara się zrobić co może, żeby pomóc w uwolnieniu przyjaciela. Niestety nadaremnie.
Książka ta posiada kilka płaszczyzn fabularnych. Z jednej strony jest to zapis niebezpiecznej „przygody”, podczas której codzienna śmierć to bułka z masłem, bo przytrafiają się też tak mroczne i okropne momenty, jak dosłowne patroszenie żołnierza sił rządowych przez partyzantów LURD. Z drugiej tej zupełnie najprostszej i sugerowanej przez sam tytuł, to opowieść o prawdziwej męskiej przyjaźni, z którą przegrywają wszelkie zasady etyczno-moralne, a nawet najbliższa rodzina schodzi na drugi plan. Bardzo ciekawie przedstawione są również rozterki i przemyślenia Brabazona dotyczące etyki dziennikarskiej, czyli tego jak ma się zachowywać dziennikarz w samym centrum walk, filmować barbarzyńskie zabijanie? Pomagać ofiarom? Przekazywać prawdę za wszelką cenę? Po której stanąć stronie? Jak walczyć ze strachem? itd. A także jakie są później skutki uboczne tego „chorowania na wojnę” (niesamowity stres, problemy z psychiką, alkoholizm). Ale to co mnie osobiście zafascynowało w tej książce najbardziej, to opis przygotowań nieudanego zamachu w Gwinei Równikowej. Niejako od kuchni dowiadujemy się bowiem bardzo dokładnie, jak szykuje się takie akcje od a do z. Skąd biorą się na nie pieniądze. Kto za nimi stoi. Jak przy okazji takich numerów, ściera się ze sobą świat polityki najwyższego szczebla i zwykły biznes. Jak pracują tajne służby. Jak sprzedaje się informacje i ludzi. Jaka paskudnie brudna jest to gra.
„Mój przyjaciel najemnik”, to ponura ale niezwykle zajmująca i całkiem nieźle napisana książka. Jedyny mały zarzut jaki do niej mam, to fakt, iż są tu momenty, w których autor zbyt dużo miejsca poświęca samemu sobie. Poza tym bardzo solidna robota. Dlatego nie ma co kręcić nosem na jej przerażającą objętość (500 stron) – trzeba czytać!
Literackie tropy: każdy dobry reportaż napisany wprost z centrum konfliktu, tam gdzie leją się krew, pot i łzy.
Inne tropy: Ciekawy dokument o wojnie w Liberii, który wyreżyserował (również w nim występuje!) James Brabazon do spółki z Jonathanem Stackiem:
A jak ktoś zarobiony i nie ma czasu, to proponuję zobaczyć chociaż zajawkę tego, co przeżyli razem James z Nickiem:
