Foto: mm

… czyli podsumowania część ostatnia.

REKLAMA
W finałowym zestawieniu podsumowującym książkowy 2015 r. mam raptem skromne cztery pozycje, choć tych złych i nieudanych było pewnie dużo więcej. Tak się jednak złożyło, że miałem dobre przeczucia i nie zaprzątałem sobie nimi głowy. I tak na przykład ominęły mnie szeroko komentowane jako babole - dzienniki panów Dehnela i Twardocha, kryminał „Mgła” Kai Malanowskiej czy mocno reklamowane jako wydarzenie „Idź, postaw wartownika” Harper Lee.
Tak naprawdę srogie rozczarowanie przeżyłem w 2015 r. tylko jedno. Pozostałe trzy były do przełknięcia. Zanim zacznę je przytaczać proszę pamiętać, że literackie rozczarowania to nie wyłącznie książki nieudane czy źle napisane, ale również takie, które nie sprostały oczekiwaniom albo czegoś im zabrakło oraz to, że poniższe zestawienie jest subiektywne.
Jedziemy!
logo
Foto: mm
Michel Houellebecq – „Uległość”
logo
Żeby była jasność – uwielbiam Houellebecq’a a ta książka nie jest zła, ba, jest nawet całkiem niezła. Problem w tym, że po takich pisarzach jak on oczekuję czegoś więcej niż poprawności i wstrzelanie się w temat. Ta ostatnia kwestia udała mu się idealnie, natomiast jeśli chodzi o wartość literacką to Houellebecq pisał już dużo lepsze książki (np. „Możliwość wyspy”, a zwłaszcza moje ukochane „Cząstki elementarne”). Poza tym autor zaczyna już powoli zjadać własny ogon, bo pisze w zasadzie ciągle o tym samym i co najgorsze, niczym już nie zaskakuje – mniej więcej od połowy wiedziałem już jak ta historia się skończy.
Juan Gabriel Vasquez – „Reputacje”
logo
Podobna historia co wyżej. Po autorze którego Mario Vargas Llosa określił następcą Gabriela Garcia Marqueza i twórcy bardzo dobrej powieści „Hałas spadających rzeczy” oczekiwałem czegoś dużo lepszego niż zaledwie średnich „Reputacji”. Ciekawa tematyka, wciąż bardzo dobre pióro, ale jednak całość trochę miałka, jakby niedokończona, a przez to nieprzekonywująca.
Małgorzata Halber – „Najgorszy człowiek na świecie”
logo
Głośny i zachwalany debiut, przy którym wynudziłem się jak mops. Ta książka ma jedynie kilka dobrych momentów, niestety, w przytłaczającej większości jest przegadana, źle skonstruowana i napisana słabiutkim językiem. Totalnie przereklamowana rzecz.
Jerzy Pilch – „Zuza albo czas oddalenia”
logo
Rozczarowanie roku, a poza tym, dla mnie - wielbiciela prozy mistrza z Wisły - coś na kształt literackiego ciosu w plecy. Książka, która zdecydowanie nie powinna się ukazać. Okropna. Chce o niej jak najszybciej zapomnieć.