Przerażające, często nieprawdopodobne acz prawdziwe historie, czyli piętnaście ryjących mózg opowiadań słynnego niemieckiego prawnika.

REKLAMA
Ferdinand von Schirach – “Wina”
logo
Pierwsze zdanie: “Pierwszy sierpnia nawet jak na tę porę roku był zbyt upalny.”
Alexandra była ładna i koniecznie chciała wyrwać się ze wsi do miasta. Wyrwała się, ale kiepsko trafiła - wyszła za mąż za lubiącego wypić sprzedawcę samochodów, który „ Kiedyś trenował boks i wiedział jak uderzać żeby zabolało.” Bił, gwałcił, znęcał się na nią. Do czasu.
Polak jadący do Berlina zostaje zatrzymany podczas zwykłej kontroli dokumentów – w bagażniku ma aktówkę, a w niej osiemnaście kolorowych zdjęć: „(...) martwi, jedenastu mężczyzn i siedem kobiet, zostali sfotografowani w tej samej, nienaturalnej pozycji na plecach i wyglądali zaskakująco podobnie: byli nadzy, a z brzucha każdego z nich sterczał gruby drewniany kołek.”
Frank i Atris robią takie szemrane interesy, obfitujące w tak nieprawdopodobne wręcz zwroty akcji, że problemy z wymyśleniem ich mieli by nawet Quentin Tarantino do spółki z Guyem Ritchie!
To losowo wybrani bohaterowie opowiadań Ferdinanda von Schiracha. To bohaterowie historii, które rzeczywiście miały miejsce.
Niemiec Von Schirach, to od jakiegoś czasu pisarz, ale głównie adwokat specjalizujący się w prawie karnym. Słynny stał się po głośnym procesie enerdowskiego polityka Güntera Schabowskiego – był jego obrońcą. Facet pisze o przestępstwach-sprawach, które trafiły do sądu i w których on sam brał udział. Przedstawia kulisy tych spraw, ich zawiłości prawne, powikłane ludzkie losy, a przede wszystkim zmaga się z tak delikatnymi jak się okazuje materiami jakimi są – sprawiedliwość, kara i wina. W zeszłym roku w Polsce ukazał się debiutancki zbiór jego opowiadań pt. „Przestępstwo”, który pisząc kolokwialnie dosłownie „wyrywał z butów”. „Wina” zbudowana na dokładnie tym samym koncepcie, jest równie dobra co wspomniane „Przestępstwo”. Jeżeli nie lepsza.
Tworzą ją krótkie, czasem nawet bardzo krótkie teksty, na przykład opowiadanie „Tajemnice” zamykające ten zbiorek (swoją drogą świetna puenta!) ma niewiele ponad dwie strony. Napisano je przy pomocy, krótkich, prostych zdań. Takie na wskroś minimalistyczno-lapidarne historie. Opowiedziane kompletnie bez jakichkolwiek emocji. Wręcz lakonicznie. Ale jakaż w nich drzemie siła! Jakże one ryją mózg podczas lektury! I nie ważne czy przerażają, odrzucają, wzruszają, zanurzają na chwilę w opary absurdu, czy nawet śmieszą – zawsze pozostawiają czytelnika z pewnym, mniejszym lub większym niedowierzaniem i powątpiewaniem – nieee, to chyba nie mogło wydarzyć się naprawdę? Do tego jeszcze powodują, że człowiek raz dochodzi do wniosku iż – kompletnie nie ma sprawiedliwości na tym świecie, bo winny nie zostaje skazany. By w innym przypadku bez mrugnięcia okiem pozwalać nam w duchu spokojnie rozgrzeszyć mordercę. W opowieściach przedstawionych przez von Schiracha nic nie jest do końca oczywiste, proste, czarne i białe. Prawo potrafi przeszkadzać, być kompletnie niedopracowanym. Adwokaci muszą sztywno się go trzymać, innym razem kombinować jak koń pod górę. Bywa, że czasem lepiej jest wiedzieć jak najmniej, a czasem znowu wszystko zależy od zwykłego przypadku.
logo
Ferdinand Von Schirach
Opowiadania te stawiają również przed czytelnikiem, trudne acz ważne pytania – co ja zrobiłbym w takim przypadku? Jak daleko mógłbym się posunąć? Do czego jestem zdolny? W którym miejscu ustawiłbym sobie granicę? Von Schirach dowodzi przecież w tych historiach, że nie ma ludzi jednoznacznie dobrych i jednoznacznie złych, nic nie jest proste i łatwe, a życie potrafi spłatać nie lada figle. Przerażająca, mroczna i miejscami bolesna to lektura, ale również kawał mądrego, niezwykle wartościowego i zmuszającego do myślenia pisania. Trzeba znać. Doskonałe.
Literackie tropy: Von Schirach, to dla mnie trochę takie skrzyżowanie Raymonda Carvera z Jamesem Ellroyem.
Inne tropy: Żadne tam inne tropy – po prostu koniecznie trzeba wrócić się do “Przestępstwa” tegoż autora, jeśli się go jeszcze nie czytało.
logo