
… czyli zaskakujący romans w barbarzyńskich okolicznościach
REKLAMA
Katja Kettu – „Akuszerka”
Pierwsze zdanie: „Kochana Córko, mam nadzieję, że mi wybaczysz.”
Literaturę fińską znam słabo, wciąż jest dla mnie pewną egzotyką. Kojarzy mi się jednak bardzo pozytywnie i z ciekawymi autorami – Tove Jansson, Arto Paasilinna, Sofi Oksanen czy Antti Tuomainen. Teraz do tej króciutkiej listy będę mógł dopisać kolejne nazwisko, Katji Kettu. Jej „Akuszerka” jest jedną z bardziej oryginalnych książek, jaką czytałem w ostatnimi czasie. Rzecz to co prawda niełatwa w lekturze i dość kontrowersyjna, ale także mocno intrygująca - zwłaszcza jeżeli chodzi o język. Jednocześnie niezwykle silnie oddziałująca na czytelnika. Z tego co rzuciło mi się w oczy tu i ówdzie, postrzegana jest przez recenzentów i blogerów wyłącznie zero-jedynkowo. Pisze się o niej albo bardzo dobrze, albo bardzo źle. Nie wyłamię się z tego nurtu, ja będę chwalił.
II wojna światowa, rok 1944. Laponia, odludne miejsce niedaleko granicy Finlandii z ZSRR. Z jednej strony stacjonują Niemcy, z drugiej napierają Rosjanie, a na Morzu Arktycznym inicjatywę przejmują alianci. Za chwilę Finlandia podpisze z ZSRR zawieszenie broni i tymczasowy pokój, a Niemcy zaczną się wycofywać - najpierw spokojnie, później w popłochu. W tych burzliwych okolicznościach wojennych wybucha zaskakujący romans. Miejscowa akuszerka i znachorka, zwana Krzywym Okiem - niezbyt atrakcyjna kobieta o opinii wiedźmy, będąca na marginesie społeczności ze względu na ojca komunistę, zakochuje się od pierwszego wyjrzenia w przystojnym niemieckim oficerze SS, fotografie – Johannesie Angelhurstcie.
„… przez chwilę miałeś spojrzenie psa, spojrzenie renifera, który wywąchał łanie. To spojrzenie nie zniknęło natychmiast, ale ja już zdążyłam stopnieć, rozpuścić się, opaść gdzieś głęboko w odwieczne morze, w którym psy morskie liżą pięty, a ognista gwiazda przypieka ciało.”
Pomyli się jednak ten, kto pomyśli – kolejne romansidło z wojną w tle. Nic z tych rzeczy. Kettu szyje ekstremalnie mocną prozę, w której, przy zaburzonej chronologii fabuły, poznajemy dramatyczne los Krzywego Oka. Jej wręcz zwierzęca, przesiąknięta zaślepiającym pożądaniem miłość do Johannesa, przeplata się tu z brutalną rzeczywistością wojenną. Główna bohaterka rusza bowiem za swoim wybrankiem do obozu w Titowce, gdzie „na więźniach testowana jest szczepionka przeciwko cholerze i gzom. W Operacji Obora obowiązuje system wynagradzania wartowników i zaufanych jeńców. Kobiety są gwałcone i traktuje się je jak zwierzęta doświadczalne.”
Spędzony tam czas wypełnią jej wykonywane co rusz akuszerskie usługi, amputacje kończyn dokonywane na więźniach oraz inne tego typu makabryczne „rozrywki” opisywane przez autorkę bardzo realistycznie. Jej ukochany będzie natomiast nieustannie się narkotyzował próbując zapomnieć o tym, co tak naprawdę robił przed przybyciem do Finlandii, w Babim Jarze na Ukrainie, gdzie wymordowano tamtejszych Żydów. Dodatkowo dookoła nich krążyć będą różne tajemnicze i dziwne postaci, bo: „Tutaj, na końcu świata, ma się często wrażenie, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Że wszyscy kłamią i wszyscy wierzą w te kłamstwa.” Coraz bardziej będzie się też nakręcać opętańcza spirala wojennej pożogi, przemocy i bestialstwa. Narastała będzie groza i świadomość, że wszystko wymyka się spod choćby namiastki kontroli.
„Wprawdzie ludzie w czasie wojny często przesadzają, to jednak nic nie jest tak pewne jak niepewność.”
Osobna sprawa to specyficzny język jakim Kettu napisała „Akuszerkę”. Podobnie do pokręconej fabuły, mielą się tu poetyckie fragmenty, stosowane zwłaszcza przy opisach surowej lapońskiej przyrody, z prymitywną składnią okraszoną licznymi wulgaryzmami, które jeszcze bardziej podkręcają i tak już ostre fragmenty dotyczące seksu i jego atawistycznej natury.
„One próbowały wszystkiego, te kobiety. Smakowały jędrny ogon niemieckiego oficera SS, spijały krople potu z brudnego fińskiego kutasa, z zaślinionego, śmierdzącego machorką wyrostka ruskiego więźnia. Bezwstydnice. Suki.”
Powyższy cytat to jedynie preludium do tego, co może Was spotkać w tej powieści. Osoby szczególnie wrażliwe, tudzież akceptujące jedynie obraz miłości niczym nieskalanej, lojalnie o tym uprzedzam. Mnie w ogóle to nie przeszkadzało. Ba, jest to nawet, w tym konkretnym wypadku jak najbardziej zrozumiałe. Skoro mamy tu wojnę przedstawioną od podszewki, z całym jej przynależnym inwentarzem okropieństw i barbarzyństwa, nie spodziewajmy się nagle kwiatuszków i romantycznych uniesień. Choć muszę też od razu zaznaczyć, że nie jest to bynajmniej książka kompletnie pozbawiona uczuć, o nie! One tu są i to, jak na sposób prezentowanych okoliczności, w dużej dawce.
Wydawca porównuje „Akuszerkę” do „Oczyszczenia” Sofi Oksanen i jest to porównanie uzasadnione. Ze swojej strony dodałbym do tego jeszcze jeden tytuł, mianowicie „Strefę interesów” Martina Amisa. Owszem, język obu tych powieści jest diametralnie różny. Także pedał intensywności w prezentowaniu realiów wojny, inaczej niż jej brytyjski kolega po piórze, Kettu dociska do samej podłogi, ale jednak okoliczności, a więc trudna miłość w obozie koncentracyjnym, są bardzo zbliżone.
Powieść fińskiej pisarki jest bardzo emocjonalna, momentami wręcz demolująca czy nawet bolesna w odbiorze, a przez to mocno zapadająca w pamięć. To książka zdecydowanie nie dla wszystkich… i bardzo dobrze. Ja tam lubię jak mnie literatura konkretnie przeciągnie za flaki po ściernisku.
Ps.1 Na koniec ważna informacja - książkę świetnie przetłumaczyła Bożena Kojro. Znana tłumaczka z języka fińskiego i wydawczyni, dzięki której poznałem kapitalne książki Arto Paasilinny.
Ps.2 I jeszcze jedno – na podstawie książki Kettu nakręcono film. Jeszcze go nie widziałem, ale sprawdzone źródła podają, że całkiem niezły.
Aktualnie czytam:
