Jak wyglądał konflikt Bońka z Deyną? O co chodziło w sprawie Lenczyka, Iwana i jego córki? Po co Gmochowi dyktafon? Dlaczego Józef Wandzik miał ksywę Piterek? Kto miał w dupie Piechniczka? Oraz, a może przede wszystkim, jak można zaprzepaścić karierę sportową i zmarnować sobie życie.
REKLAMA
Andrzej Iwan – „Spalony”
Pierwsze zdanie: „W mundialach w 1978 i 1982 roku uczestniczyłem jako piłkarz reprezentacji Polski, z turnieju w 1986 wyeliminowała mnie kontuzja.”
Do przeczytania tej autobiografii zachęciły mnie trzy rzeczy: po pierwsze miłość do piłki nożnej, po drugie przeczytany wcześniej gdzieś w Internecie fragment o tym jak Józef Młynarczyk (świetny bramkarz), pijąc, paląc i grając w pokera z głównym bohaterem tej książki, powiedział do Antoniego Piechniczka (trener reprezentacji Polski), żeby spierdalał, bo on nie ma czasu na trening, on teraz gra w karty! A po trzecie fakt, iż współautorem tej autobiografii jest Krzysztof Stanowski (Iwan opowiadał - Stanowski spisywał). Ów Stanowski jest bowiem również współautorem autobiografii innego niepokornego polskiego piłkarza – Wojtka Kowalczyka pt. „Kowal – prawdziwa historia”, a ja tą książkę czytałem i bawiłem się przednio.
Przy lekturze pierwszej połowy „Spalonego” czytelnik też bawi się przednio. Jeszcze lepiej niż przy „Kowalu”. Bo to nie jest autobiografia w stylu: urodziłem się tu, jako dziecko byłem chorowity i nie rokowałem, moja wielka przygoda z futbolem zaczęła się od…, niczego w życiu nie osiągnąłbym gdyby nie ciężka praca na treningach… i podobne tego typu nudne farmazony. W „Spalonym” od razu jest „akcja” i od razu jest wesoło. I to bardzo wesoło. Ubawiłem się przy tej części książki jak mała norka. Kapitalnymi anegdotami, które zostały tu przytoczone można by obdzielić ze trzy inne piłkarskie autobiografie. Poza nimi mamy jeszcze wiele interesujących ciekawostek, nieznanych faktów i historii, zarówno z boiska, z szatni jak i z życia pomeczowego czy potreningowego. A w tych opowieściach same gwiazdy: Deyna, Boniek, Młynarczyk, Gmoch, Lenczyk, Piechniczek itd. I takie akcje, że czasami mózg staje w poprzek. Mieli panowie fantazję, oj mieli. Po prostu Polska piłka nożna lat 70 i 80 w pigułce. A raczej w kieliszku. To mnie właśnie zastanawiało najbardziej podczas lektury – jak oni to robili, że przy tak intensywnym chlaniu i takich ekscesach, mieli takie wyniki – rzecz doprawdy niebywała!
I tu dochodzimy do clou tej książki. Jej druga część, to ukazanie dramatu Andrzeja Iwana. Otóż ten piłkarz, który miał niesamowity talent i potencjał (mówi się nawet, że w polskiej piłce nożnej tamtych czasów, dwa najbardziej zmarnowane talenty to właśnie Iwan i Stanisław Terlecki), szansę na wielką karierę, duże pieniądze, które mogły mu pozwolić ustawić się w życiu – wszystko zaprzepaścił i stracił. „Ajwen” miał bowiem dwa nałogi, które nim całkowicie zawładnęły – alkohol i hazard. Oba doprowadziły go do depresji i prawdziwego upadku, zarówno jako sportowca, tak i człowieka. Ta część autobiografii poraża brutalnie szczerym, wręcz ekschibicjonistycznym i odważnym rozliczenie się piłkarza ze swoim życiem. Niewiele osób miałoby odwagę przecież przyznać się do dwóch nieudanych prób samobójczych. Za super szczerość - szacun.
Mimo, że to historia życia byłego piłkarza i piłka nożna wydaje się w niej najważniejsza, a sama pozycja, w sumie przecież lekka i nie aspirująca do jakiejś wielkiej literatury, wydaje się być skierowana głównie do fanów futbolu, to ta wesoło-wstrząsająca opowieść „Ajwena” jest tak naprawdę bardzo uniwersalna i mądra. Dotyczy bowiem słabości człowieka, jago wad, życiowych błędów, bezsilności i można ją traktować zarówno jako rodzaj przestrogi jak i nauki. Poza tym, to książka pełna emocji i to głównie właśnie tych życiowych, a niekoniecznie sportowych. Bawi, wzrusza, uczy i przestrzega, dlatego swobodnie można ją polecić wszystkim, nie tylko fanom szmacianki.
A na sam koniec łyżka dziegciu – wywiady zamieszczone na koniec są raczej słabawe i sprawiają wrażenie „doklejonych” na siłę. Reszta bez zarzutu.
A na sam koniec łyżka dziegciu – wywiady zamieszczone na koniec są raczej słabawe i sprawiają wrażenie „doklejonych” na siłę. Reszta bez zarzutu.
Literackie tropy: „Kowal – prawdziwa historia” Wojciech Kowalczyk, Krzysztof Stanowski
Inne tropy: Dokument o Ajwenie:
