A w nich o: poszukiwaniach osobistego Boga, granicach ludzkiej wytrzymałości i zbiorowym samobójstwie!
REKLAMA
Eric Weiner – „Poznam sympatycznego Boga”
Pierwsze zdanie: „Zmierzałem na północ, w kierunku Mendocino, zapuszczając się głęboko w kalifornijskie zagłębie marihuany.”
Eric Weiner to amerykański dziennikarz, autor podróżniczo-reporterskiej książki „Geografia szczęścia”, w której opisywał poszukiwania ludzi szczęśliwych oraz najszczęśliwszego kraju na świecie. W „Poznam sympatycznego Boga” wykorzystał podobny patent – ruszył w podróż po świecie żeby odnaleźć i poznać swojego osobistego Boga. Wybrał się w tą wędrówkę przede wszystkim ze względu na swoją córkę, która zaczęła mu zadawać „trudne” pytania, a poza tym ze względu na samego siebie – nie praktykujący, ateista, Żyd z pochodzenia. Swój krąg poszukiwań zawęził do ośmiu wytypowanych religii: sufizm, buddyzm, franciszkanizm, realianizm, taoizm, neopoganizm (wicca), szamanizm i kabała. Żeby poznać je lepiej, niejako u źródła, odwiedził m.in. Chiny, Turcję, Nepal, Izrael czy Las Vegas. I testował. W efekcie powstała książka lekka, zabawna, pełna anegdot (Weiner ma duże poczucie humoru), ale i naprawdę mądra. Powinien ją przeczytać każdy kto ma sam jakiekolwiek wątpliwości w wyżej wymienionym temacie. „Poznam sympatycznego Boga” otwiera głowę, powoduje że zadajemy sobie pytania jak to z nami jest? Przynosi również dość proste odpowiedzi dotyczące skomplikowany zdawałoby się kwestii. Oczywiście nie rozwiewa wszystkich wątpliwości, bo sam autor wciąż wątpi, ale na pewno poszerza horyzonty i skłania do zastanowienia. To bardzo dobry przykład na to, że na temat religii i Boga nie trzeba jedynie dąć w trąby i poruszać najwyższe struny, ale da się również podejść do tematu lekko i wesoło acz mądrze. Po prostu fajna książka.
Ilja Mitrofanow – „Świadek”
Pierwsze zdanie: „Piętnaście lat miałem, istny gówniarz, gdy zacząłem zarabiać na chleb.”
Zanim o treści, jedno zdanie o samej książce, a raczej o jej interesującym wydaniu. Otóż stylizowana jest na stary, poplamiony, zwykły jasnoniebieski kajecik w grubą linię, zapisany niestandardową czcionką. Świetny pomysł, brawa dla wydawcy – niedużej acz prężnej oficyny Claroscuro. Teraz konkrety. Książka niewielka objętościowo, ale jeżeli chodzi o ciężar gatunkowy, to rzecz sroga. I to bardzo. Historia oparta jest bowiem na faktach, a dotyczy dramatycznych losów Besarabii (krainy historycznej będącej aktualnie częścią Ukrainy i Mołdawii), która to będąc w 1940 roku częścią Rumunii została zajęta przez Armię Czerwoną i włączona do ZSRR. Tytułowym świadkiem jest fryzjer Fiodor Pietrowicz Pokora, który relacjonuje tragiczne wydarzenia albowiem tuż za Rosjanami, przyszła nowa socjalistyczna rzeczywistość, a zaraz za nią głód. Głód straszliwy. Opisy Mitrofanowa tego co się tam działo, sprawiają że cierpnie skóra. Strach, nędza, cierpienie i okrucieństwo. Dramat, makabra i odczłowieczenie. Współczesna i dosłowna masakra. Wstrząsająca rzecz o granicach ludzkiej wytrzymałości. Dlatego ciężko się tą książkę czyta. Dlatego nie jest to lektura dla wszystkich. Ale warto się z nią zmierzyć. Ciekawy jest również styl, a zwłaszcza język jakim „Świadek” został napisany. Narracja jest banalnie prosta, a dość mocno sugestywna i taka napisałbym filmowa (czytam i w wyobraźni widzę). Natomiast język dość odjechany, dziwny - zresztą zanim zagłębimy się w treść, przeczytamy wyjaśnienie tłumacza książki, który zaznacza, że aby oddać specyfikę oryginału musiał niejako stworzyć jego własną autorską wersję.
Arto Paasilinna – „Fantastyczne samobójstwo zbiorowe”
Pierwsze zdanie: „Największym wrogiem Finów jest przygnębienie, smutny nastrój, bezdenna apatia.”
A na koniec pozycja starsza, bo wydana w 2007 roku. „Fantastyczne samobójstwo zbiorowe”, to druga książka tego fińskiego pisarza (po „Wyjącym młynarzu”) którą przeczytałem i jak „Młynarz” zwyczajnie mi się podobał, to „Fantastycznym samobójstwem” jestem wręcz zachwycony! Paasilinna ma przede wszystkim swój styl. Czytasz pół strony i już wiesz, że tego nie mógł napisać nikt inny. Robi to prosto, wręcz surowo, jakoś tak nawet nieco naiwnie, jakby pisał bajkę dla dzieci. Dużo jest u niego tego specyficznego fińskiego poczucia humoru, który jest delikatny, ale stale podszyty ironią i groteską. O rzeczach trudnych i bolesnych potrafi opowiadać niezwykle lekko, po prostu zwyczajnie, ale przekonywująco i dokładnie trafiając w punkt. Niby ta książka to dramat, ale nie dramat, niby komedia, ale żadna tam komedia. Coś takiego zupełnie innego. Coś niebywale przystępnego i interesującego. Bardzo dobra proza. A rzecz jest o tym jak to dwóch panów chce się zabić, przypadkowo wpadają na siebie, zaczynają rozmawiać, zaprzyjaźniają się, dają ogłoszenie do prasy w poszukiwaniu innych samobójców z Finlandii, zostają zasypani ofertami i zwołują kongres samobójców. W końcu wyselekcjonowaną grupą wyruszają luksusowym autobusem w podróż po Europie, żeby tam dokonać tytułowego zbiorowego samobójstwa. A po drodze zabawne i tragiczne przygody, perypetie, niespodzianki i smutne ludzkie historie opowiedziane w ten specyficzny „paasilinnowy” sposób. Kapitalnie się to czyta, gorąco polecam.
W ramach ciekawostki dodam jeszcze, że całkiem niedawno miałem przyjemność rozmawiać z panią Bożeną Kojro (tłumaczką i wydawcą Paasilinny), która zapowiedziała, że w przyszłym roku wyda kolejną książkę tego pisarza. Jeśli dobrze zapamiętałem ma to być „Szczęśliwy człowiek”. Już zacieram ręce!
W ramach ciekawostki dodam jeszcze, że całkiem niedawno miałem przyjemność rozmawiać z panią Bożeną Kojro (tłumaczką i wydawcą Paasilinny), która zapowiedziała, że w przyszłym roku wyda kolejną książkę tego pisarza. Jeśli dobrze zapamiętałem ma to być „Szczęśliwy człowiek”. Już zacieram ręce!
