Sezon ogórkowy w pełni, czas więc zarzucić kilka lżejszych lektur. A ponieważ na wakacjach podobno nic nie sprawdza się lepiej niż kryminały, zatem na ich drugą połowę proponuję pięć dobrych pozycji z tego gatunku.
REKLAMA
Jussi Adler-Olsen – „Kobieta w klatce”
Pierwsze zdanie: „Palce miała całe we krwi od drapania w gładkie ściany, a od walenia pięściami w grube szyby straciła czucie w dłoniach.”
W zeszłym roku na wielu blogach poświęconych książkom pojawiały się entuzjastyczne opinie na temat dwóch kryminałów duńskiego pisarza Jussi Adler-Olsena. Chodziło o „Kobietę w klatce” właśnie i „Zabójcę bażantów”. Wtedy jakoś nie uległem tej „jussimani”, ale za to w tym roku, na targach książki, po niskiej cenie oba tomy zakupiłem. Niedawno przeczytałem pierwszy i nie żałuję. Faktycznie porządny i rasowy to kryminał. Co prawda sylwetka głównego bohatera, zgorzkniałego policjanta, samotnika, któremu nie wyszło w życiu, jest już nieco zgrana, ale jeżeli chodzi o fabułę, to ta jest naprawdę przednia. Otóż Carl Morck zostaje jednoosobowym departamentem Q, który ma się zająć nierozwiązanymi sprawami. Po początkowym okresie migania się od jakiejkolwiek pracy dostaje współpracownika, Syryjczyka o imieniu Assad (bardzo fajna i zabawna postać) i pierwszą sprawę do rozwiązania - pięć lat temu na promie z Danii do Niemiec zaginęła piękna parlamentarzystka Merete Lynggard. Książka dzieli się na dwie równoległe płaszczyzny narracyjne: pierwsza dotyczy Merete, a druga prowadzonego pięć lat później śledztwa. Pomimo tego, że szybko dowiadujemy się co się stało z zaginioną, akcja jest wartka, całość trzyma w napięciu i dobrze się ten kryminał czyta. Teraz czas na „Zabójcę bażantów”.
Thomas Enger – „Bóle fantomowe”
Pierwsze zdanie: „Harley Jockego już tu stoi.”
Największa świeżynka w tym zestawie, to druga część wydanego w Polsce cyklu, którego bohaterem jest lubiący i potrafiący rozwiązywać kryminalne zagadki, dziennikarz informacyjny Henning Juul. W pierwszej części pt. „Letarg” głównego bohatera spotkał wielki dramat – w pożarze stracił synka. Rozpadło mu się małżeństwo. Teraz ma nocne koszmary, lekką depresję i kolejną zagadkę do rozwiązania – kto wrobił w morderstwo byłego egzekutora długów Tore Pulliego. Juul podejmuje się rozwikłać tą sprawę ponieważ Pulli przekazuje mu informacje, że zna pewne fakty dotyczące tego tragicznego pożaru i że rzekomo nie był on przypadkowy. Akcja początkowo toczy się dość leniwie, ale jak już ruszy na dobre, to nie chce się zatrzymać, a i trup ściele się gęsto. Może to trochę naiwne, że taki zwykły internetowy zbieracz newsów jak Juul, jest zawsze o kilka kroków przed policją, ale biorąc pod uwagę fakt, że norwescy stróże prawa rzeczywiście nie mają zbyt dobrej opinii, można na to spokojnie przymknąć oko. Grunt, że sama historia wciąga, jak to u Skandynawów jest bardzo sprawnie napisana, ma solidny fundament w postaci rzetelnie oddanej norweskiej rzeczywistości i po prostu dobrze się ją czyta. Cykl z Juulem zaplanowany jest ponoć na sześć części – trzeba będzie wypatrywać pozostałych.
Mariusz Czubaj – „Zanim znowu zabiję”
Pierwsze zdanie: „Usłyszał kroki, ocknął się z letargu.”
Mariusz Czubaj, od strony teoretycznej zna się na kryminałach jak mało kto, jest w końcu literaturoznawcą, antropologiem kultury, badaczem kultury popularnej i autorem (wraz z Wojciechem J. Bursztą „Krwawej setki. 100 najważniejszych powieści kryminalnych”). Co do praktyki, to bywało różnie – jego dwa kryminały napisane do spółki z Markiem Krajewskim (tym od Mocka), były pisząc delikatnie mało udane, ale od kiedy Czubaj zaczął tworzyć na własny rachunek, szło mu coraz lepiej. „Zanim znowu zabiję” czyli trzecia już część serii o policyjnym profilerze z Katowic, Rudolfie Heinzu jest zdecydowanie najlepszą jego książką. Wzorowo napisana rzecz – jest dobra intryga, chandlerowski klimat, jest kilka rzekomo odrębnych, a jednak splatających się wątków, może nieco sztampowy (znowu cyniczny, samotnik z nieudanym życiem osobistym) ale dający się lubić główny bohater (miłośnik piwa i Led Zeppelin), jest solidne oddanie krajowej rzeczywistości, jest w końcu napięcie i żywa narracja. Dodatkowy plus za tematykę, bo główna sprawa, którą prowadzi Heinz dotyczy krajowego piłkarskiego podwórka – a ja futbol lubię równie mocno co kryminały.
Dennis Lehane – „Modlitwy o deszcz”
Pierwsze zdanie: „Kiedy po raz pierwszy spotkałem Karen Nichols, zrobiła na mnie wrażenie kobiety, która prasuje sobie skarpetki.”
Nie ukrywam, że jestem fanem Dennisa Lehane i staram się systematycznie odhaczać, to co wychodzi w Polsce jego autorstwa. Przeczytałem już dobrych kilka książek i nigdy się nie naciąłem. Jego pisaniu bliżej jest raczej do thrillera niż klasycznego kryminału, ale zawsze jest to bardzo solidna robota, która trzyma w napięciu do samego końca. Zresztą już trzy jego książki wziął na warsztat Hollywood i każda adaptacja była udana („Rzeka tajemnic”, „Gdzie jesteś Amando?” i „Wyspa skazańców”). Tym razem znana już z poprzednich książek para prywatnych detektywów Patrick Kenzie-Angie Genaro, rozwiązują sprawę śmierci byłej klientki Kenziego, niejakiej Karen Nicholas, która skoczyła nago z wieżowca. Od samego początku akcja zasuwa jak Usain Bolt na setkę, co powoduje, że od książki naprawdę ciężko się oderwać. Poza tym: trzymająca się kupy i logiki fabuła, precyzyjna i dynamiczna akcja, lekkie wątki romansowo-uczuciowe, dobre poczucie humoru. Niby dokładnie to wszystko, co już dobrze znamy z poprzednich książek Lehane’a ale znowu podane tak, że nic a nic nie nudzi. Rozrywka, ale na dobrym poziomie. Aha! Zapomniałbym o moim drugoplanowym ulubieńcu – Bubba Rogowski ma tu więcej „wejść” niż w poprzednich częściach cyklu. „Bubba robił na ludziach duże wrażenie. Ma twarz obłąkanego dwulatka – jakby jego rysy złagodniały i przestały dojrzewać jednocześnie z mózgiem i sumieniem – i ciało, które przypomina wagon towarowy z kończynami.” – uwielbiam tego typu fragmenty!
Leif GW Persson – „Umierający detektyw”
Pierwsze zdanie: „Na Karlbergsvagen 66 w Sztokholmie stoi Gunters, budka z najlepszymi w Szwecji kiełbaskami”
Po „Umierającego detektywa” sięgnąłem bez zastanowienia, zachwycony wcześniejszą lekturą tzw. Trylogii Policyjnej („Między tęsknotą lata a chłodem zimy”, „W innym czasie w innym życiu”, „Swobodny upadek jak we śnie”) tegoż autora, a dotyczącej niewyjaśnionego zabójstwa premiera Szwecji Olofa Palme. I nie zawiodłem się. Jest to zupełnie inny rodzaj kryminału od tych opisywanych powyżej. Akcja jest w nim raczej szczątkowa, no ale jakże może być inaczej jeśli za rozwiązanie sprawy morderstwa młodej dziewczyny sprzed 25 lat (która to sprawa dodatkowo uległa właśnie przedawnieniu), bierze się były szef szwedzkiej policji, który na samym wstępie książki dostaje wylewu, a śledztwo prowadzi początkowo ze szpitalnego łóżka?! Intryga kryminalna jest tu owszem bardzo ważna i naprawdę świetnie się czyta jak stopniowo ta beznadziejna wydawało by się sprawa zostaje rozwikłana, ale to także zajmująca powieść obyczajowa portretująca szwedzkie społeczeństwo i jego bolączki. Do tego mamy ciekawe postaci z krwi i kości, zarówno pierwszoplanowe, jak i te z drugiego planu (zwłaszcza młody Rosjanin Maxim Makarow), fajne wątki fabularne, sporo logicznego główkowania, oryginalną narrację i przede wszystkim zaskakujący i niesztampowy finał. Czego chcieć więcej?
