O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Podsumowanie 2018 r. cz. IV – literatura polska

…czyli słaby rok



W 2018 r. przeczytałem 49 książek polskich autorów - pięć więcej niż w roku ubiegłym. O najciekawszych rodzimych pozycjach jeśli chodzi o kryminały, opowiadania i non-fiction, pisałem już w poprzednich częściach podsumowania. Teraz pozostali.

Najpierw o niewypałach i zawodach. Podobnie jak w 2017 r. odpowiadali za nie głównie starzy mistrzowie i pisarki oraz pisarze mainstreamowi. Byli to: Jerzy Pilch (Żywego ducha), Eustachy Rylski (Blask), Wiesław Myśliwski (Ucho igielne), Dorota Masłowska (Inni ludzie), Agnieszka Wolny-Hamkało (Moja córka komunistka) czy Jakub Małecki (Nikt nie idzie). Każda z wymienionych wyżej książek rozczarowała mnie w mniejszym lub większym stopniu. Pisałem o nich głównie na moim profilu na Facebooku.


Co poza tym? Przyzwoitą książkę napisała Anna Fryczkowska (Równonoc). Niezły powrót po latach zaliczyła Marta Dzido (Frajda). Jako ciekawy autor, już nie wyłącznie reporter, ale także prozaik, zaprezentował się Marcin Kołodziejczyk (Prymityw). Obiecujące, acz pozbawione błysku debiuty napisali: Marta Handschke (Brzuch Matki Boskiej) i Wojsław Brydak (Poste resante).


Dla polskiej literatury był to więc kolejny słaby rok (mistrzowie przynudzają, poważnych następców jakoś nie widać, króluje głównie konfekcja). Mimo tego postanowiłem wyróżnić dziewięć książek. Przede wszystkim po to aby zwrócić Waszą uwagę na fakt, iż to co ciekawsze w rodzimej literaturze dzieje się obecnie raczej poza jej głównym nurtem - ton nadaje tu głównie jednoosobowe wydawnictwo Nisza. Poza tym, abyście pamiętali, że warto sięgać także po nieznane czy niezbyt głośne nazwiska, bo dobre lektury nie kończą się wyłącznie na „znanych i lubianych” oraz tych, których często nachalnie promuje rynek.


Poniżej wyróżnieni w kolejności alfabetycznej.



Joanna Bartoń – Drzazgi



Wydawnictwo Janka, 171 str.

Pierwsze zdanie: O kotach w altanie przypomniała sobie dopiero po dwóch tygodniach.

Poplątana nieco i dość kontrowersyjna powieść psychologiczna poruszająca głównie problem odpowiedzialności za dziecko, ale opisująca m.in. także konsekwencje rodzinnych traum.


Dariusz Bitner – Fikcja



Państwowy Instytut Wydawniczy, 672 str.

Pierwsze zdanie: Widziano cię, jak szedłeś środkiem peronu, w rozpiętym płaszczu, z mokrym od potu czołem.

https://mikolajmarszycki.natemat.pl/254153,wymagajaca-powiesc-w-powiesci


Konrad Oprzędek – Łaskoci



Wydawnictwo Świat Książki, 205 str.

Pierwsze zdanie: Siada obok szwagra pod sklepem.

Mroczna polska wieś sportretowana przy pomocy kapitalnego, oryginalnego i poetyckiego języka – niepokojąca i klimatyczna proza.


Wojciech Pieniążek – To, co zostaje



Wydawnictwo Janka, 241 str.

Pierwsze zdanie: To, co się dzieje – musiało się wydarzyć.

https://mikolajmarszycki.natemat.pl/247339,niebanalne-historie-milosne


Katarzyna Pochmara-Balcer – Lekcje kwitnienia



Wydawnictwo Nisza, 112 str.

Pierwsze zdanie: Czy modlimy się o wieczny odpoczynek dla zmarłych, bo sami jesteśmy śmiertelnie zmęczeni?

Debiutancka, cieniutka mini-powieść o sekcie, w której spotyka się grupka zagubionych i nieszczęśliwych współczesnych normalsów – świetnie napisana rzecz, nie tylko o manipulacji.


Zyta Rudzka – Krótka wymiana ognia



Wydawnictwo WAB, 199 str.

Pierwsze zdanie: Tymczasem zrobiłam się stara i stoję na przystanku, głośno mówię do siebie: Czy to tak trudno uwierzyć, że mamy nigdy nie było, czy to tak trudno?

Rudzka przy pomocy przemyślanego, dopracowanego i rytmicznego języka (pełnego kapitalnych zdań) popełniła odważną oraz dosadną powieść o starości, samotności, przemijaniu, niespełnieniach i kobiecości.


Juliusz Strachota – Turysta polski w ZSRR



Korporacja Ha!art, 222 str.

Pierwsze zdanie: Kłamię o Algierii, kiedy gruby Damian pyta, czy byłem za granicą.

Na Facebooku napisałem o tej książce tak: Moim skromnym zdaniem dwóch najbardziej niedocenianych, współczesnych pisarzy polskich to Wit Szostak i Juliusz Strachota.
Ten ostatni, po świetnym Relaksie amerykańskim, w którym brawurowo przedstawił swoje uzależnienie od xanaxu i innych leków, napisał kolejną bardzo dobrą książkę. To z jednej strony migawki z krótkich podróży zainspirowanych starym przewodnikiem po ZSRR, a z drugiej, nieco melancholijne, bezpretensjonalne pisanie o życiu. Po prostu. Ciepła, szczera i mądra książka. Taka mała-wielka rzecz.


Krzysztof Varga – Sonnenberg



Wydawnictwo Czarne, 479 str.

Pierwsze zdanie: Po seksie zawsze czułem bezbrzeżny smutek.

Po słabszej Masakrze Varga wrócił do wysokiej formy tworząc niespieszną, hipnotyzującą, melancholijną i oczywiście smutną, powieść-dygresję z Węgrami i wspaniałym Budapesztem w tle.


Katarzyna Wiśniewska – Tłuczki



Wydawnictwo Nisza, 239 str.

Pierwsze zdanie: W sopel lodu, dorodny, mocno osadzony, wpatrywał się dobre trzy minuty.

Na Facebooku napisałem o tej książce tak: Na pierwszy rzut oka zwykła, normalna rodzina jakich w Polsce tysiące. Ale to tylko pozory, bowiem trzy pokolenia umęczonych i stłamszonych kobiet są tu terroryzowane i bez skrupułów wykorzystywane przez "świętobliwych" mężczyzn. Prym w tej codziennej tyranii wiedzie nestor rodu, dziadek Wincenty - miłośnik tatara i górskich wędrówek. Jest także wyjątkowo obślizgły typ - ojczym - były ksiądz, specjalizujący się w filozofii i molestowaniu.
Zmyślnie przeplatając kilka wątków, Wiśniewska opisuje przede wszystkim specyfikę patriarchalnego rodzinnego piekła, ale także obłudę tzw. prawdziwych Polaków-katolików i przedstawicieli Kościoła. Mimo wykorzystania czarnego humoru i subtelnej ironii, autorce udało się także wytworzyć intrygujący i niepokojący, duszny klimacik. Bywało więc, że przy lekturze chichotałem w głos, mdliło mnie od tego zakłamania, ale momentami także cierpła mi skóra na karku.
Książka dobrze napisana. Ciekawa i dotkliwa. Udany debiut.

Obecnie czytam: