Wciągająca i trzymająca w napięciu książka. I choć napisał ją Norweg, to nie jest żaden kolejny skandynawski kryminał – to potężny i świetny reportaż z elementami eseistyki!

REKLAMA
Kjetil Stensvik Ostli - „Policjanci i złodzieje”
logo
Pierwsze zdanie: „Umówiliśmy się na spotkanie między dwiema stacjami benzynowymi w Ostfold.”

Kolejne pozycje z cyklu reportaży ukazujących się w Wydawnictwie Czarne można spokojnie kupować w ciemno. Nie martwiąc się kompletnie o zasadność zainwestowanych pieniędzy. To nie Amber Gold. Tutaj zysk jest jak najbardziej pewny. Na bank (a nie żaden parabank!) dostaniemy porządną i interesującą lekturę, bo logo Czarnego to gwarancja najwyższej jakości. Nie tak dawno pisałem tutaj o wydanej przez to wydawnictwo, świetnej „Ameksyce” Eda Vulliamy - teraz przyszedł czas na kolejną zacną cegłę (500 stron tekstu!), z równie zajmującą tematyką i napisaną w fantastyczny sposób.
„Policjanci i złodzieje”, to nie jest do końca klasyczny reportaż. Owszem, reportaż przede wszystkim, ale również w jakiejś części esej i w swym najmniejszym wycinku również kryminał. Albo coś takiego nienazwanego, co czyta się jak kryminał. Ta znamienita rzecz dotyczy rozwoju przestępczości zorganizowanej w spokojnej jakby się wydawało, miodem i mlekiem płynącej Norwegii lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku. To również interesująca panorama norweskiego społeczeństwa, które po okresie wielkiego prosperity gospodarczo-ekonomicznego oraz naiwnym przekonaniu o super bezpieczeństwie, musiało nagle odnaleźć się w nowej, niebezpiecznej, a czasem nawet brutalnej rzeczywistości. W 2004 roku krajem tym wstrząsnęły dwa wydarzenia: napad na bank w Stavanger, podczas którego zginął policjant oraz zuchwała choć nieco surrealistyczna kradzież z bronią w ręku, największego norweskiego narodowego dobra - dwóch obrazów Edvarda Muncha ("Krzyku" i "Madonny"). To studium tłumaczące jak do tego doszło. To także swoisty wyciąg z teorii kryminalistyki w połączeniu z filozofią. psychologią i socjologią (wspomniana część eseistyczna), ale przede wszystkim pokazanie od podszewki dwóch głównych stron odpowiedzialnych, za rozwój wypadków i taki, a nie inny stan rzeczy – tytułowych policjantów i złodziei. Prezentacja dokonana na podstawie historii dwóch konkretnych przykładów.
Czas więc ich poznać, głównych bohaterów tej książki. Jest ich dwóch. Dwóch głównych i w bonusie jeden ukryty. Ci główni, to Johnny Brenna i Petter R. Hansen. Pierwszy to były policjant, w latach 80 i 90 zajmujący się przestępstwami zorganizowanymi. Ambitny twardziel z niesamowitym nosem do tej roboty. Praktyk wyznający zasadę, że policjant powinien przede wszystkim działać na ulicy, a nie główkować za biurkiem. Długo traktujący swoją pracę niczym misję. Ten drugi, Hansen, to złodziej i przestępca. Specjalizacja: wysadzanie bankomatów. Miłośnik samochodów, wszelakiej broni i środków wybuchowych. Samotnik. Wyznawca specyficznych zasad moralnych i honorowego kodeksu złodzieja (np. nie okradać biednych, nie krzywdzić nikogo w sposób cielesny). Obaj panowie rywalizują ze sobą, prowadzą specyficzną grę, ale i szanują się, a w pewnym stopniu nawet podziwiają siebie nawzajem. Są niczym bohaterowie ich ulubionego filmu („Gorączki”) grani przez Ala Pacino i Roberta De Niro. Z czasem zawierają między sobą pewien układ, który przeradza się… w przyjaźń!
Ostli przedstawia nam szczegółowo ich historię (dowiemy się nawet jakimi byli dziećmi), przytacza wiele rozmów jakie z nimi przeprowadził. Opisuje jak się do nich zbliżył, w jaki sposób spędzał z nimi czas (fragment o wspólnej przejażdżce samochodem z Hansenem wymiata!). Przybliża jak rodziła się przestępczość zorganizowana, jak działali złodzieje i bandyci, jak bezradna była policja. Przytacza bardzo dokładnie przebieg kilkunastu skoków i napadów (te fragmenty czyta się niczym rasowy kryminał). Przy pomocy wspomniany już czterech nauk: kryminalistyki, filozofii, psychologii i socjologii rozkłada na czynniki pierwsze samych przestępców, przestępstwa, których dokonują i w ogóle fenomen zła. Jajogłowy inteligent w okularkach, Ostli - jak w sympatyczny sposób drwią z niego zarówno Hansen jak i Brenna - to dla mnie właśnie trzeci, bonusowy i ukryty bohater tej książki. Bez jego dociekań, małych acz ważnych spostrzeżeń, ciekawych, wyrażanych „na głos” przemyśleń i komentarzy, wreszcie kapitalnej ironii, ta książka nie była by tak fantastyczna. Pomysł i materiał miał bowiem pierwszorzędny, ale trzeba to było jeszcze umieć zebrać do kupy i zajmująco napisać. Jemu się to udało. Chapeau bas!
logo
Kjetil Stensvik Ostli Foto: Monica Stromdahl
A na samo zakończenie ważny cytat. W jednej z wielu rozmów przeprowadzonych miedzy autorem a Johnny Brenną, ten ostatnio mówi coś takiego:
- (...) Tacy ludzie stają się łatwym łupem.
- Dla kogo? Przecież żyjemy w bezpiecznej Norwegii.
- Szaleńców nie brakuje także w Norwegii. Gdyby coś zaczęło się dziać, jesteśmy bez szans.
Przypomnijmy sobie - 22 lipca 2011 roku. Anders Breivik udaje się na wyspę Utoya i tam przez półtorej godziny zabija 69 osób (wcześniej 8 ginie w Oslo, w wyniku eksplozji bomby), dokonując największego masowego morderstwa na świecie wykonanego przez jedną osobę. Johnny Brenna kilka lat wcześniej niestety miał rację, byli bez szans…

Literackie tropy: „Klub koneserów zbrodni” Michaela Capuzzo, „Profil mordercy” Paula Brittona, czy recenzowana tu już "Wina" Ferdinanda Von Schiracha – co prawda, to zupełnie inne rodzaje książek - choćby tylko gatunkowo - ale posiadające po części zbieżną tematykę i opisują prawdziwe wydarzenia.
Inne tropy: Bardzo dobry dokument na temat masakry Breivika, ale nie tylko…