O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Literackie rozczarowania

... czyli zaczynam podsumowanie I półrocza 2019



Dziś krótko o siedmiu książkach, które mnie rozczarowały w minionym półroczu. Wśród nich znajdują się pozycje nie tylko słabe i nieudane czy przereklamowane, ale także te, które są przyzwoite, a nawet całkiem niezłe, ale nie sprostały moim oczekiwaniom, czegoś im zabrakło lub miały jakiś feler. Poniższą siódemkę wybrałem spośród 67 książek przeczytanych przez ostatnie sześć miesięcy.


Filip Zawada „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek” - zaznaczam od razu, że jestem fanem tego co robi/robił Filip Zawada nie tylko na niwie literackiej, ale także muzycznej i fotograficznej. Jego poprzednia książka „Pod słońce było” podobała mi się bardzo. Ta jest fajna – jak to u tego autora dowcipno-smutna, składająca się z udanych zdań i bon motów, momentami błyskotliwa i mądra. Problem w tym, że jest dla mnie pusta w środku. Nie ruszyła mnie też emocjonalnie. Przeczytałem, początkowo było nawet całkiem, całkiem, ale im bliżej końca tym pojawiało się większe znużenie powtarzalnością i małą wiarygodnością wymyślonego patentu. Nic nie poradzę, ale nie wzięła mnie ta historia, momentami przeszkadzała mi jej pewna sztuczność i nie przekonał do końca chłopiec, który myśli i mówi jak dorosły. O.


Matteo Righetto „Dusza granicy” - po zapowiedziach dotyczących tej książki spodziewałem się czegoś lepszego i głębszego niż tylko przyzwoitej, dość lakonicznej - zarówno fabularnie jak i emocjonalnie - przygodówki. Szkoda, bo potencjał był.

Edward St. Aubyn „Dunbar” - to co wyżej – przyzwoita powieść, po której spodziewałem się czegoś więcej. W porównaniu do cyklu o Patricku Melrose, który był po prostu rewelacyjny, nawiązujący do szekspirowskiego Króla Leara „Dunbar”, jawi się trochę jako książka napisana na kolanie. Niedopracowana. Nieprzekonująca.


Dionisos Sturis, Ewa Winnicka „Głosy” - cenię zarówno Winnicką jak i Sturisa. Ich solowe książki reporterskie są dobre lub bardzo dobre. Niestety, „Głosy” to dla mnie ledwie reportaż poprawny. Podczas lektury odnosiłem wrażenie, że żaden z poruszanych w nim problemów i tematów nie został potraktowany wyczerpująco.

Antonio Munoz Molina „Beltenebros” - „Przyjechałem do Madrytu, żeby zabić człowieka, którego nigdy w życiu nie widziałem” – kapitalne pierwsze zdanie. Bardzo dobre zawiązanie całej akcji, a później... nuda. Prozę Moliny cechuje gęsto tkana materia literacka, która w innych jego dziełach jest jednym z atutów, tu niestety coś poszło nie tak, bo jest ona niestrawna. Umęczyła mnie ta książka strasznie.

Tadeusz Bartoś „Mnich” - określenie tej książki jako powieści jest nadużyciem. „Mnich” to trochę esej, szkic filozoficzny, rodzaj notatek do powieści czy też zbiór luźnych myśli. Sama forma jest więc dyskusyjna. Podobnie rzecz ma się z jakością tej literatury. Osobna kwestia to sam sposób wydania - irytujące rozciąganie tekstu, poprzez potężne odstępy, sposób łamania itd. Nie znoszę tego. Od dawna natomiast cenię Tadeusza Bartosia za jego poglądy i odwagę w ich głoszeniu. Dlatego też w ogóle zdecydowałem się przeczytać tę książkę. Szkoda, że zwyczajnie mu ona nie wyszła.

Tomasz Organek „Teoria opanowywania trwogi” - sporo krytyków i recenzentów wypowiedziało się już dość krytycznie na temat debiutanckiej powieści rodzimej gwiazdy rocka. Napiszę tylko, że potwierdzam ich zdanie i żałuję czasu straconego na tę lekturę.