... czyli przedstawiciel wagi superciężkiej wśród thrillerów psychologicznych

REKLAMA
Ayelet Gundar-Goshen – Budząc lwy
logo
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, tłumaczyła Marta Dudzik-Rudkowska, 350 str.
Pierwsze zdanie: I akurat pomyślał sobie, że jest to najpiękniejszy księżyc, jaki w życiu widział, kiedy uderzył w tego człowieka.
Zawiązanie akcji proste jak drut – facet potrąca drugiego samochodem, zostawia ofiarę i ucieka z miejsca wypadku. Ta jedna, błędna decyzja stopniowo zmieni życie jego, najbliższych i jeszcze kogoś. Wywróci je do góry nogami. Brzmi banalnie prawda? Jak zapowiedź taniej sensacyjki klasy B. Ale "Budząc lwy" to nie jakieś marne, lekkie czytadło tylko przedstawiciel wagi superciężkiej wśród thrillerów psychologicznych. Z naciskiem na ten ostatni wyraz. „Winna” temu jest autorka, która skończyła psychologię kliniczną i wykorzystała swoją wiedzę w stworzeniu tej gęstej i przygnębiającej powieści.
Akcji jak na thriller jest tu niewiele - choć i tak będziemy kilka razy zaskoczeni jak ta historia się potoczy. Miast zawrotnego tempa i kolejnych zaskakujących wydarzeń, przede wszystkim zaglądamy w umysły trójki bohaterów - neurochirurga Ejtana Grina, jego żony Liat i imigrantki Sikrit. Gundar-Goshen drobiazgowo analizuje o czym wspomniani myślą, co czują, jakie mają refleksje, strapienia i rozterki. Jak walczą z ukrytymi emocjami. Jak z czasem zmienia się ich podejście do pewnych spraw i problemów. W jaki sposób podejmują decyzje. Co się dzieje, że kłamią.
Czasami zdarzało mi się pisać, że dany kryminał czy thriller jest dobry także z tego powodu, iż mamy w nim pogłębioną warstwę psychologiczną postaci. Ten jest bardzo dobry, bo głównie na tym zabiegu oparty. To wnikliwe studium ludzkiej natury jest. I to przekonujące. Nieprzerysowane i nienudne. I choć nie jest to łatwa w odbiorze książka (a tego m.in. oczekujemy od thrillerów) to ją się po prostu chce czytać.
Także dlatego, że jest tu ciekawie zarysowane tło społeczne. Współczesny Izrael. Wykształcona, bogata i syta część społeczeństwa, która chcąc nie chcąc musi stykać się z imigrantami z Afryki. Ci owszem, dobrze wypełniają swoją funkcję uległej i taniej siły roboczej, ale poza tym związane są z nimi także mniej pożądane zjawiska. Bieda, choroby, przemoc czy handel narkotykami. I będą się one w tej książce przewijać. Tak jak inny ważki temat - napięcia na tle etnicznym, wzajemna niechęć „lepszych” i „gorszych”. Sposób pisania o tych sprawach kojarzył mi się trochę z przerażającym „Jeszcze” Hakana Gundaya. Choć zaznaczam od razu, że to dwie zupełnie inne książki.
Dobrze jest to także napisane. Autorka umiejętnie miesza prosty, naturalistyczny i dynamiczny język z tym bardziej dopracowanym, niestroniącym od udanych metafor czy porównań. Także kilka scen z tej powieści zapada na dłużej w pamięć. Nie przytoczę nawet jednej, bo to taki rodzaj książki, o której treści im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie. Napiszę za to – oby więcej takich niebanalnych i ambitnych thrillerów na naszym rynku.
Obecnie czytam:
logo