O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Potęga straty

... czyli relacja z pewnych poszukiwań



Bernardo Kucinski – K. Relacja z pewnych poszukiwań



Wydawnictwo Claroscuro, przełożyła Zofia Stanisławska, 209 str.

Pierwsze zdanie: Tragedia wisiała w powietrzu.

Pierwsza połowa lat 70. Brazylia. Czasy dyktatury wojskowej. Bohater powieści, tytułowy K. (nawiązanie do Kafki celowe), człowiek już leciwy, uchodźca z Polski z lat 30., wcześniej więziony, lewicowy syjonista - szuka zaginionej córki. Stop. To konieczny moment na zasygnalizowanie tła historyczno-politycznego tej książki.


W 1964 r. w Brazylii dochodzi do zamachu stanu. Powody? Trudna sytuacja wewnętrzna (m.in. inflacja i korupcja), ale głównie obawa przed zdobywającym coraz więcej zwolenników komunizmem. W wyniku zamachu władzę przejmuje wojsko, które szybko ustanawia dyktaturę. Tamtejszy reżim bez pardonu porywa, więzi, torturuje i morduje wszelkiej maści przeciwników politycznych. W makabryczny sposób pozbywa się ich ciał (przecinanie na kawałki, rozpuszczanie w kwasie). Ci desaperecidos (zaginieni), a było ich blisko pół tysiąca, to głównie lewicowi aktywiści, sympatycy ideologii komunistycznej, intelektualiści czy studenci. Represje wobec nich nasilają się właśnie w pierwszej połowie lat 70.


Wracamy do K. Mężczyzna dowiaduje się - ku swojemu zdumieniu - że córka, pracująca na uniwersytecie w Sao Paulo jako wykładowczyni chemii, w pewnym sensie poszła w jego ślady. Też zaangażowała się w podziemną działalność opozycyjną. Im bardziej K. zagłębia się w desperackie poszukiwania, tym więcej się o niej dowiaduje. Pierwszą i główną „warstwą” książki są właśnie te poruszające zmagania ojca. Z tragiczną sytuacją jaka go dotknęła czyli przeraźliwą nieobecnością ukochanej córki, ale i z samym sobą. Poznajemy więc jego niepewności i lęki. Czujemy tęsknotę, rosnący ból, rozpacz oraz cierpienie. A w końcu i poczucie winy, które K. przytłacza oraz zwyczajnie niszczy.


Żeby jednak, trwające przecież długie lata poszukiwania (które i tak są bezcelowe - wiemy o tym od samego początku) czasem zbytnio nie udręczyły czy też nie znużyły czytelnika - autor stosuje pewien przewrotny chwyt. Szatkuje narrację, przeplatając historię K. opowieściami innych osób, listami czy raportami. W ten sposób fabułę ubogaca nam np. monolog szefa szwadronów śmierci Sergio Fleury, jego kochanki, tłumaczącej się dlaczego się z nim spotykała albo opozycjonisty, który pod wpływem tortur przeszedł na złą stronę i został informatorem. To jeszcze nic. Pomysłowość Kucinskiego doprawdy nie zna granic, i tak obok wstrząsającego zeznania sprzątaczki pracującej w tzw. Domu Śmierci; zapoznamy się z zapisem zebrania rady Instytutu Chemii, w którym pracowała córka K., dotyczącym zwolnienia jej z kuriozalnego powodu... „opuszczenia stanowiska pracy” oraz wysłuchamy jednego z siepaczy denerwującego się co zrobić z suczką, która została po parze desaperecidos, a przełożony nie pozwala jej zabić:

„Najgorzej było wczoraj, kiedy powiedziałem, że psa trzeba odstrzelić. Dostałem taką burę jak nigdy. Krzyczał, że nie mam uczuć, jestem tchórzem, że kto źle traktuje zwierzęta, ten jest gnidą. Już chciałem spytać, kim wobec tego jest człowiek, który zabija biednych studentów, którzy mają ojca i matkę; którzy i tak już są w więzieniu, których tnie na kawałki i sprawia, że znikają bez śladu. Co to jest? Na szczęście ugryzłem się w język. Nie wiem co we mnie wstąpiło. To przez tę przeklętą sukę, wciąż nie daje mi spokoju”.

Skonstruowana w ten sposób, iście misterna całość, tworzy, zaskakującą i skondensowaną (krótkie, dynamiczne rozdziały) narracyjną mozaikę, która pozwala sprawnie złapać i pogłębić kontekst całej tej historii. I to jest wielka siła tej niewielkiej powieści. A trzeba też od razu dodać, że nie jest to pozycja dotycząca wyłącznie potęgi straty w realiach totalitarnego reżimu. To po części również książka o żydowskiej tożsamości. K. to przecież zaangażowany twórczo pisarz i tłumacz, któremu zależy na tym aby zachować język jidysz. Odnajdziemy tu również echa Holocaustu – choćby wspomnienie żony K., która na wieść o wymordowaniu przez Niemców całej swojej rodziny popada w głęboką depresję i już z niej nie wychodzi. Dojmująca jest też scena, w której K. chce postawić córce macewę a rabin się na to nie zgadza, bo jeśli nie ma ciała „nie ma ceremonii, nie ma nic”, na co wzburzony ojciec mówi w pewnym momencie, „że dla niego tragedia córki była kontynuacją Holocaustu”.

To oczywiście w jakimś stopniu również książka o rodzicielstwie. Całkiem sporo tu też istotnych problemów stricte politycznych, które wybrzmiewają szczególnie wyraźnie w samym, przemyślanym finale, którego oczywiście nie zamierzam tu zdradzać. Da się wreszcie wyczuć także obecną gdzieś w tle miłość do literatury. Książki stają się tu choćby jedynym śladem po opozycyjnej działalności, to „małe płyty nagrobne nieistniejącego do dziś kurhanu”. Mamy m.in. nawiązania do Kafkowskiego Procesu. Ale jest tu też rozdział o porzuceniu literatury – do K. dociera, że nie potrafi pięknie pisać o tak strasznych rzeczach i jednocześnie dochodzi do wniosku, że jidysz „uczynił go ślepym na wydarzenia dziejące się na jego oczach”.

Niesamowite, że tak dużo treści udało się Kucinskiemu przekazać niewielkimi, prostymi środkami. I to bez zbędnego epatowania nieszczęściem. A przecież książka ta mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.

Na koniec trzeba Wam bowiem wiedzieć, że autor opisał historię swojej rodziny. K. to jego ojciec. Zaginiona córka K. to siostra Kucinskiego – Anna Rosa. I choć jest to powieść, autor zaznacza we wstępie, że: „Wszystko w tej powieści jest fikcją, ale prawie wszystko zdarzyło się naprawdę”. Niesamowite co? Tak. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że siostra Kucinskiego i jej mąż Wilson Silva, aresztowani pewnego dnia przez aparat władzy, do tej pory uznani są za zaginionych. A żaden ze sprawców tamtych zbrodni nie odpowiedział za nie w jakikolwiek sposób.

Smutna, melancholijna, poruszająca i po mistrzowsku skonstruowana, bardzo dobra książka. Taka, od której nie sposób się oderwać, i o której nie da się zapomnieć. Mądra powieść „kosząca równo” większość tego co mogliście i jeszcze będziecie mogli przeczytać w tym roku. Zaprawdę powiadam Wam więc – sięgnijcie po K.

Obecnie czytam:

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0Okrzyknięto ją feministką, choć... sama nie rozumie dlaczego. Natchniona rozmowa z Mery Spolsky
Burgenland Tourismus 0 0Takiej Austrii na pewno nie znacie. Jesienny wypad do Burgenlandu zmieni wasze myślenie o tym kraju
0 0W Białymstoku tej zimy WOŚP nie zagra. No, chyba że stanie się cud