Zdobywca tegorocznej Nagrody Angelusa w intymnym eseju o swoim ojcu i powikłaną historią Chorwacji w tle.

REKLAMA
Miljenko Jergović – „Ojciec”
logo
Pierwsze zdanie: „Umarł mi ojciec.”
Tegoroczną Literacką Nagrodę Angelusa dla pisarzy z Europy Środkowej otrzymał Miljenko Jergović za powieść „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki”. Czytałem tę książkę i chyba specjalnie nie przesadzę jeśli napiszę, że jest to ścisły top najlepszych powieści jakie czytałem w życiu. W ogóle! Fantastyczna rzecz. A Jergović to genialny opowiadacz i pisarz przez duże P – Angelus trafił więc w bardzo dobre ręce. W moje natomiast wpadł „Ojciec”. To zupełnie inna pozycja od wszystkich dotychczasowych powieści tego autora wydanych w Polsce. Bardzo osobista. Szczególna. Autor przywołuje w niej bowiem historię swoich przodków, ale przede wszystkim prezentuje sylwetkę swojego ojca, znanego sarajewskiego lekarza. Jergović pochodzi z rozbitej rodziny, nie wychowywał się z ojcem na co dzień. W ogóle miał z nim kontakty dość sporadyczne i nie wiele o nim wiedział. Ta opowieść, a raczej esej, to rodzaj wspominek, grzebania w przeszłości, szperania w pamięci oraz próba „rozszyfrowania” czy też rozliczenia się (ale uczciwego, bez łatwego osądzania), wybaczenia i pożegnania się z ojcem. To pisanie subtelne i bardzo intymne. Oddajmy więc głos autorowi, który pisze o swym ojcu tak:
„Odziedziczyłem jego niezdrowe skłonności, wady i słabości charakteru, pewne zdolności towarzyskie, jedynym, czego mi zabrakło, a co on miał w obfitości, był talent do matematyki. (…) Tylko w tej sprawie nie ma jego winy. We wszystkim innym był wobec mnie winny. A ponieważ jestem kropka w kropkę jak on, obwiniając jego, obwiniam siebie.”
Albo tak:
„Od wszystkiego innego, od własnego życia, a potem ode mnie, w realnym i metaforycznym sensie uciekał w medycynę. Gdybyśmy głębiej drążyli metaforę, co prawdopodobnie jest niezbyt uprzejme wobec ojca, ale stylistycznie pociągające, można by powiedzieć, że życie wielu ludzi zostało przedłużone, wiele białaczek ze stanu zapalnego przeszło w chroniczny, bo doktor nie umiał i nie chciał być ojcem.”
Czy też w ten sposób:
„Gdyby mógł mnie kochać, albo gdyby miał czym, gdyby umiał się wyrwać, uwolnić od wszystkiego, co narzuciły mu okoliczności życia, nie byłoby tego pożegnania. Ale nie byłoby też, przypuszczam, mojego zainteresowania polityką i historią dwudziestego wieku (…) Gdyby nie te puzzle, które się tak wspaniale ułożyły, zrobione z historycznego zła i prywatnego nieszczęścia, na pewno byłbym innym pisarzem, gdybym w ogóle był pisarzem.”
I tu dochodzimy do drugiej płaszczyzny tej książki. Otóż, to nie tylko pożegnanie z nieznanym zbyt dobrze ojcem, ale - jak to u Jergovicia bywa w innych pozycjach - także dobra okazja by na tle wspomnień o najbliższych („Pilnuj żeby nie zjadł czegoś u Serbów!” – ostrzegała zięcia, babcia małego Miljenki) zająć się powikłaną historią Chorwacji, powrócić jeszcze raz do problemów mniejszości narodowych, przypomnieć bestialskie zbrodnie, przybliżyć czytelnikom skomplikowaną sytuacje polityczną czy krytycznie ocenić swój naród. A Jergović się nie szczypie, potrafi na przykład porównać „odrodzoną i niepodległą Chorwację” prezydenta Franjo Tudmana do reżimu ustaszów Ante Pavelicia. Albo zapodać taki fragment:
„Manufakturalny charakter ustaszowskich warsztatów śmierci wydaje się mniej potworny niż nazistowskich, ponieważ po prostu zlikwidowano mniej ludzi, ale każda manufaktura jest bardziej osobista i intymna niż przemysł, każda manufaktura jest ręczną robotą, w którą włożone zostały emocje poszczególnych ludzi, ich wiedza i ambicje, ich pomysłowość, zawsze przewyższająca to, czego wymaga i oczekuje system produkcji. Choćby tylko dlatego ustaszowska zbrodnia bliższa jest sprawcy i w wykonaniu bardziej osobista niż nazistowska.”
Tudzież pojechać w ten deseń:
„Tęsknota za Wielką Serbią albo za jakąkolwiek inną Wielką, jest zarazem tęsknotą za idylliczną samotnością, kiedy znów tysiące kilometrów dookoła nikogo nie będzie.
Dlatego jest Jasenovac, dlatego Srebrenica czy Vukovar, a nie dlatego, że jacyś źli ludzie chcieli kopiować Hitlera albo mścili się na tych, którzy go kopiowali. Nasze miejsca straceń są bardzo oryginalne, tak jak i nasze powody do rzezi. Masowe groby to tęsknota za samotnością.
Dlatego ma sens żyć w przeszłości i nie mieć nadziei na przyszłość.”
logo
Miljenko Jergović Foto: jutarnji.hr
A gdzieś poza tym wszystkim, czy też na styku dwóch wspomnianych płaszczyzn fabularnych trafiają się też takie zacne myśli i piękne zdania, jak choćby te:
„Nawet jeśli minioną rzeczywistość da się sprawdzić, jeśli istnieją odkrycia archeologiczne i dowody sądowe, jest ona tylko metaforą. Przeszłość to metafora, tak jak historia. Literatura to umiejętność organizowania ciągu metafor i przekształcania przeszłości w nową rzeczywistość.
Metafora to coś, czego nie ma. A naprawdę nie jest ważnie, z czego powstaje historia, którą opowiada się w pociągu albo przekuwa w tekst. Z metafory, jak z pierwszej komórki, powstało wszystko, w metaforze, jak w czarnej dziurze, wszystko zniknie.”
Niezwykle mądra książka.

Literackie tropy: „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki”
logo

Przeczytajcie koniecznie!
Inne tropy: Jergović zaczynał od pisania wierszy i debiutował jako poeta. Bardzo ceni sobie polskich autorów Herberta, Różewicza i Miłosza. Nadal pisze poezję. Cały czas pracuje też jako dziennikarz.