Oparta na faktach historia bojownika i bohatera IRA, który okazał się agentem brytyjskich służb specjalnych czyli solidny kawał trudnej historii Irlandii, w fantastycznej książce nagrodzonej tytułem francuskiej powieści roku 2011.

REKLAMA
Sorj Chalandon – „Powrót do Killybegs”
logo
Pierwsze zdanie: “Kiedy ojciec mnie bił, krzyczał po angielsku, tak jakby nie chciał mieszać do tego naszego języka.”
Wydawnictwo Sonia Draga chyba mocno zachłysnęło się sukcesem rynkowym swego bestsellerowego gniota czyli „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, bo odnoszę wrażenie, że totalnie odpuściło promowanie poważniejszych tytułów ze swego katalogu. „Powrót do Killybegs” miał swoją premierę handlową w październiku, i nie licząc kilku krótkich informacji, iż podczas 15 Targów Książki w Krakowie ogłoszono go laureatem XIII edycji nagrody „Lista Goncourtów: polski wybór”, do tej pory jakoś o tej książce w mediach strasznie cicho. Na blogach książkowych również. Dziwię się, bo to jedna z najlepszych powieści jakie czytałem w tym roku. Zresztą nagrodzona prestiżową nagrodą Akademii Francuskiej za najlepszą francuską powieść 2011 roku. Jej autor - urodzony w Tunezji, francuski pisarz i dziennikarz Sorj Chalandon - przedstawił w niej niezwykle ciekawą historię ściśle opartą na faktach, które zna z autopsji.
Chalandon pracując dla francuskiego dziennika „Liberation” w Belfaście, poza tym, że zakochał się w Irlandii, poznał i blisko zaprzyjaźnił się z Denisem Donaldsonem – republikańskim działaczem, ważną postacią w Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA) i partii Sinn Fein (był szefem administracji i najbliższym współpracownikiem jej przewodniczącego Gerry Adamsa). W grudniu 2005 roku, w pół roku po rozbrojeniu IRA, Donaldson, były bojownik tej organizacji, człowiek który za swoje przekonania wielokrotnie lądował w więzieniu, wyznał, że przez ponad 20 lat był agentem brytyjskich służb specjalnych. Co prawda Brytyjczycy mieli go zmusić do współpracy szantażem, ale nie zmienia to faktu, że był to wielki cios, a obóz republikański przeżył prawdziwy szok. Donaldson nie skorzystał z propozycji brytyjskiego wywiadu co do zmiany tożsamości i ukrycia się z dala od Anglii, ogłosił że wycofuje się z polityki i z piętnem zdrajcy pozostał w Irlandii. Nie wrócił już do Belfastu, tylko wyjechał do skromnej chatki na pustkowiu, bez prądu, bieżącej wody itd. Tam zaszczuty i załamany mieszkał przez trzy miesiące. W marcu 2006 roku znaleziono go zastrzelonego z dubeltówki, z dwoma kulami w plecach. „Powrót do Killybegs”, to oczywiście fabularyzowana, ale mocno oparta na faktach historia, jak do tego doszło.
logo
Denis Donaldson
W powieści alter ego Donaldsona to Tyrone Meehan. Poznajemy go jako małego chłopca, którego równo bije ojciec - weteran IRA, nienawidzący Brytyjczyków, pijak, który odciśnie swoje piętno na synu. Po śmierci ojca, Tyrone z pięciorgiem rodzeństwa i matką przenoszą się do Belfastu. Główny bohater książki szybko wstępuje w szeregi IRA. Podczas jednych z wielu toczących się tam zamieszek, dochodzi do pewnego dramatycznego zdarzenia. Meehan musi dokonać, w związku z nim, najważniejszego jak się okaże wyboru w swoim życiu. Droga na którą się zdecyduje sprawi, że z jednej strony stanie się bohaterem, a z drugiej przekreśli całe swoje przyszłe życie. I o tym między innymi jest ta książka - o niejednoznaczności ludzkich wyborów, o wewnętrznych konfliktach, rozdarciach i dylematach, wielkich rozczarowaniach. Ale przede wszystkim o tym, jak to jest żyć z piętnem zdrajcy.
„Zdrajca to chory człowiek. Ten, kto się z nim zetknie, zarazi się. Spotkać się z nim, to go zrozumieć. Słuchać go, to samemu zdradzić.”
Chalandon świetnie opisuje życie z nieustającymi wyrzutami sumienia i coraz większym pogrążaniu się w iluzji i kłamstwie. Doskonale relacjonuje stopniowy upadek Meehana.
„Przestraszyłem się mojego drugiego „ja”. Nabrałem do siebie wstrętu. Przez całe życie tropiłem zdrajców, tymczasem najgorszy z nich siedział we mnie. Nie zauważyłem, jak nadchodzi. Nigdy go nie dostrzegłem. Tej jego gęby, miękkiej czapki, wytartej marynarki. Obijał się o słupy. Śmiał się z byle czego. Wyrzygiwał wieczór na ścianę. Obrażał cień, który przybywał mu na pomoc. (…) Już jest sam. Stał się łajdakiem, jak jego ojciec. To znaczy człowiekiem bez znaczenia.”
logo
Sorj Chalandon Foto: Bertrand Guay
Ale nie jest to jedynie wnikliwy zapis ludzkiej psychiki zmagającej się ze zdradą. I nie wyłącznie przedstawienie historii Denisa Donaldsona. To także kawał historii Irlandii. Niezwykle trudnej i skomplikowanej (bliskiej historii Polski – to pewnie dlatego my tak lubimy Irlandczyków, a oni lubią nas) i przeraźliwie smutnej. Jak mówi w pewnym momencie Meehan: „Nie czułem smutku. A przecież w Irlandii smutek to jest coś, co umiera ostatnie.” Mamy więc przekrój przez najważniejsze wydarzenia historyczne, a przez karty powieści przewijaj się wiele prawdziwych postaci - od Powstania Wielkanocnego i wojny domowej, poprzez bitwę o granicę z 1956 roku, „krwawą niedzielę” w Derry, strajki głodowe, śmierć Bobby’ego Sandsa i zamachy bombowe, aż po osiągnięcie pokoju i rozbrojenie IRA. To również przekonywująco oddane realia życia w Belfaście:
„Brytyjczycy śledzili nasze ruchy, IRA śledziła nasze zaangażowanie, księża śledzili nasze myśli, rodzice śledzili nasze dzieciństwo, a okna śledziły nasze miłości. Nigdy nic nas nie zasłaniało.”
Autor napisał tą historię raczej prostym językiem, pozbawionym większych zabiegów stylistycznych, w sporym stopniu przy użyciu krótkich zdań pojedynczych, zupełnie jakby relacjonował (a nie oceniał!) nam wydarzenia, bardziej niczym dziennikarz niż pisarz. Ale chyba tak właśnie trzeba było to zrobić, bo to idealnie pasuje i dzięki temu ta książka porywa i wciąga. Naprawdę trudno się od niej oderwać. Muszę też przyznać, że choć momentami bywa drastyczna (np. srogie fragmenty z więzień) jest też przejmująca i wzruszająca - w kilku momentach ciężko było mi przełknąć ślinę.
Polecam zatem gorąco, bo to fantastyczna rzecz. I mam nadzieję, że jak w Sonii Dradze otrząsną się już po sukcesie „Greya”, to zaczną myśleć o wydaniu wcześniejszej powieści Chalandona („Mon Traitre” z 2008 roku), inspirowanej tą samą historią Donaldsona.
Literackie tropy: „Gwiazda zwana Henry” Roddy Doyle
Inne tropy: O strajku głodowym więźniów IRA, w którym domagali się żeby przestać traktować ich jako zwykłych kryminalistów, a nadać im status więźniów politycznych i ich męczenniku Bobbym Sandsie, powstał bardzo dobry film pt.”Głód”