Według Jerzego Pilcha pierwsze zdanie jest kluczowe. Mistrz z Wisły (nie mylić czasem z Małyszem!) twierdzi bowiem, że dzięki niemu można poznać talent pisarza oraz to, czy książka jest dobra. I trzeba przyznać, że coś jest na rzeczy. Zresztą podobny pogląd miało jeszcze kilkoro ludzi pióra np. Ernest Hemingway.
REKLAMA
Sam też mam taki zwyczaj. Gdy biorę nową książkę do ręki, to zaczynam od pierwszego zdania, dopiero później ją kartkuję. Bo pierwsze zdanie, to jednak pierwsze zdanie. Rzecz najważniejsza.
Dlaczego o tym piszę? Każdą recenzję na tym blogu rozpoczynał będę od pierwszego zdania omawianej książki – taka mała świecka tradycja. Żeby jeszcze bardziej zachęcić potencjalnych czytaczy do danej lektury. Żebyśmy wszyscy mogli raz na jakiś czas obcować z czymś wyjątkowym. Bo pierwsze zdanie często-gęsto potrafi wręcz zachwycić. Jak choćby to:
„W listopadowe popołudnie babcia Lin idzie ulicą, niosąc menażkę z nierdzewnej stali.”
Albo to:
„Śmierć przyszła w czwartek 24 kwietnia 1975 roku w godzinach urzędowania biura.”
To, nie sięgając wcale do klasyki, cytaty z dwóch nie dawno przeczytanych przeze mnie książek. Świetnego zbioru opowiadań „Tysiąc lat dobrych modlitw” Yiyun Li i zajmującej, drugiej części trylogii policyjnej Leifa GW Perssona „W innym czasie w innym życiu”.
Jestem fanatykiem opowiadań i miłośnikiem pierwszych zdań. To już wiecie. Teraz jeszcze poznajcie dziesięć najważniejszych książek mojego życia (przynajmniej na ten moment gdy to piszę), żeby mniej więcej poznać mój gust, a od następnego posta lecimy już z konkretami.
„W listopadowe popołudnie babcia Lin idzie ulicą, niosąc menażkę z nierdzewnej stali.”
Albo to:
„Śmierć przyszła w czwartek 24 kwietnia 1975 roku w godzinach urzędowania biura.”
To, nie sięgając wcale do klasyki, cytaty z dwóch nie dawno przeczytanych przeze mnie książek. Świetnego zbioru opowiadań „Tysiąc lat dobrych modlitw” Yiyun Li i zajmującej, drugiej części trylogii policyjnej Leifa GW Perssona „W innym czasie w innym życiu”.
Jestem fanatykiem opowiadań i miłośnikiem pierwszych zdań. To już wiecie. Teraz jeszcze poznajcie dziesięć najważniejszych książek mojego życia (przynajmniej na ten moment gdy to piszę), żeby mniej więcej poznać mój gust, a od następnego posta lecimy już z konkretami.
Oto dziesiątka, za którą prawdopodobnie dałbym się pokroić. Alfabetycznie:
1. R. Carver - "O czym mówimy kiedy mówimy o miłości?"
2. F. Dostojewski - "Idiota"
3. G. Greene - "Sedno sprawy"
4. M. Houellebecq - "Cząstki elementarne"
5. E. Ionesco - "Samotnik"
6. J. Iwaszkiewicz - "Opowiadania"
7. K. Kesey - "Lot nad kukułczym gniazdem"
8. T. Konwicki - "Kalendarz i klepsydra"
9. M. Lowry - "Pod wulkanem"
10. J-P. Sartre - "Mdłości"
2. F. Dostojewski - "Idiota"
3. G. Greene - "Sedno sprawy"
4. M. Houellebecq - "Cząstki elementarne"
5. E. Ionesco - "Samotnik"
6. J. Iwaszkiewicz - "Opowiadania"
7. K. Kesey - "Lot nad kukułczym gniazdem"
8. T. Konwicki - "Kalendarz i klepsydra"
9. M. Lowry - "Pod wulkanem"
10. J-P. Sartre - "Mdłości"
