Żeby nie było, że jedynie samymi powieściami i opowiadaniami żyję, tym razem ciekawe wywiady i trochę dobrej psychologii.

REKLAMA
Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński – „Łowcy Milionów. Dekalog przedsiębiorcy”
logo


Pierwsze zdanie
: „Panie i panowie oto dziesięć lekcji o tym, jak osiągnąć sukces w biznesie.”
Przedsiębiorcą nie byłem, nie jestem i raczej już nie będę, więc po co mi jego dekalog? Pytałem sam siebie obracając w rękach tę książkę, zanim wylądowała na regale, w sekcji – „może kiedyś przeczytam, ale raczej wątpię”. Jakiś czas później przypomniało mi się, że był tam wywiad z Ewaldem Raben, który może być mi pomocny w związku z aktualnymi obowiązkami zawodowymi. Przeczytałem go, później ten z Tadeuszem Winkowski, następny z Dariuszem Miłkiem, a potem to już poleciało. Okazało się, że to zaskakująco ciekawe i wciągające rozmowy nawet dla takiego „asa” przedsiębiorczości jak ja, który pierwszy i ostatni biznes swojego życia zrobił w wieku lat kilkunastu, sprzedając kilkadziesiąt tandetnych, plastikowych piór, nabytych podczas szkolnej wycieczki do Lwowa.
Rozmówcy, których przepytuje dwóch dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, to zwycięzcy prestiżowego konkursu firmy Ernst & Young - Przedsiębiorca Roku. Menedżerowie zarządzający następującymi firmami: PKM Duda, Fakro, CD Projekt, Grupa Maspex Wadowice, Śnieżka, Grupa NG2, Wyższa Szkoła Biznesu – National-Louis University, Grupa Raben, Kross, Quad Winkowski. Panowie opowiadają jak rozkręcali swoje biznesy, jakie popełniali błędy i jakie dotykały ich porażki? Ile trzeba mieć uporu i konsekwencji, żeby osiągnąć sukces? Jak znaleźć motywację do dalszej pracy gdy się go już osiągnie? Czy w jaki sposób obchodzić się z zarobionymi pieniędzmi? Itp., itd. Jednym słowem panowie tłumaczą, radzą, przestrzegają, a przede wszystkim przekazują swoje wielkie doświadczenie, które na pewno przyda się młodym wilkom polskiego biznesu. Natomiast szary, zwykły czytelnik znajdzie tu dziesięć interesujących opowieści (najlepsze to te Winkowskiego, Miłka, Dudy, Iwińskiego i Sosnowskiego) o życiu i ciężkiej pracy, którą udało się przekuć w sukces. A także kilka dobrych, uniwersalnych rad, nie tylko dla przedsiębiorców, ale po prostu dla wszystkich.

Marek Raczkowski – „Książka którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki”
logo
Pierwsze pytanie: „Na co wydałeś zaliczkę na książkę? - Chyba na dziwki i kokainę.”
Książka o tym prowokacyjnym tytule, to zapis rozmów przeprowadzonych przez Magdę Żakowską z „ojcem” Stanisława z Łodzi i bez wątpienia najzabawniejszym polskim rysownikiem satyrycznym. Facetem, wyłącznie dla którego rysunków, wielu ludzi kupowało i nadal kupuje „Przekrój”. O jego obrazkach komentujących w fantastyczny sposób rzeczywistość, wiemy już prawie wszystko, teraz czas lepiej poznać ich twórcę, dowiedzieć się jakim ten Raczkowski jest człowiekiem. A z wywiadów tych wynika, że takim z krwi i kości. Mającym swoje nałogi (narkotyki i od kilku lat alkohol, wszystkie używki raczej w dużych ilościach), słabości (zamawianie prostytutek i częste odwiedziny w agencjach towarzyskich), fobie (boi się latać) tudzież swoje drobne (uwielbia jeździć samochodami) lub te największe (kobiety!) miłości. Takim, który ma ciekawe, wyraziste poglądy, mówi momentami bardzo mądrze, formułuje błyskotliwe wypowiedzi, by za kilka stron gmatwać się, przeczyć samemu sobie, czy wypowiadać się chaotycznie. Raz zajmującym i diablo inteligentny, a za chwilę plecącym bez sensu i zwyczajnie wulgarnym. Raczkowski z tego wywiadu, to dla mnie taki normals. Owszem bardzo specyficzny, mocno zakręcony i wyraźnie nietuzinkowy jak przystało na artystę, ale jako człowiek jednak taki bardzo ludzki i zwyczajny. Dający się lubić jeszcze bardziej. I co się okazuje, lubiący innych ludzi (nawet w takim Andersie Breiviku szukał czegoś dobrego). Ale przede wszystkim jest to gość niezwykle dowcipny, opowiadający i puentujący różne anegdotki czy scenki ze swego życia w kapitalny sposób. Ubawiłem się przy tej książce jak mała norka - notabene nie mogłem się od niej oderwać i przeczytałem ją w przysłowiowy jeden wieczór, no może zahaczający nieco o noc. Ale skoro z Raczkowskiego taki normals, musi być też jakaś druga strona medalu. I jest. Choć to głównie bardzo zabawna książka, jest też momentami po ludzku smutna. Na przykład wtedy, kiedy jej bohater snuje rozważania o śmierci czy mówi o swojej mamie chorej na Alzhaimera. Po prostu dobra, życiowa rozmowa z bardzo ciekawą, zwykło-niezwykłą postacią. Pojawia się tylko pytanie czy Raczkowski aby nie zmyśla i nie robi sobie z nas czytelników najzwyklejszych jaj. Skoro rzekomo ukrywał przez dwa lata przed swoimi rodzicami, że ma dziecko, a na pytanie jakże to robił odpowiada m.in. „Byłem bardzo sprytny. Kłamałem wszystkim na lewo i prawo. Dla każdego miałem inną wersję – brakowało tylko kosmitów i niepokalanego poczęcia.” To może i my poznaliśmy właśnie jedną z kilku wersji? Chcę wierzyć, że nie.

Tomasz Stawiszyński – „Potyczki z Freudem”
logo
Pierwsze zdanie: „Manolete, jeden z najsłynniejszyh torreadorów świata, z całą pewnością nie miał łatwego dzieciństwa.”
Zdecydowanie unikam i szczerze gardzę wszelakimi lekturami zawierającymi pseudo psychologiczno-terapeutyczne porady typu, jak żyć pełnią życia? Jak zrozumieć siebie? Jak zarobić pieniądze i zyskać przyjaciół? Tudzież, tysiąc pomysłów na udany związek. Z tym większą przyjemnością przeczytałem zbiór esejów publicysty i filozofa, Tomasza Stawiszyńskiego, który demaskuje i obnaża, a także ośmiesza te wszystkie życiowe „arcymądrości” i psychologiczne mity współczesnego świata. Na pewno słyszeliście nie raz i nie dwa, że podstawą jest pozytywne myślenie. Głównie dzięki niemu wszystko ułoży się tak ja trzeba, a my będziemy żyli długo i szczęśliwie. Stawiszyński ironizując pisze o tym micie tak: „Wiadomo już zatem, dlaczego sześć milionów Żydów zginęło w Holokauście. Byli po prostu zbytnimi malkontentami, nie dość radośnie wyobrażali sobie przyszłość, uporczywie nasycali wszechświat swoimi wątpliwościami.” W podobny, dowcipny sposób rozprawia się z wpływem toksycznego dzieciństwa na dorosłe życie, z rzekomą potrzebą osiągnięcia szczęścia, nieustającym pędem do doskonałości czy prawdziwym kultem zdrowia. Tłumaczy, że taka zmora naszych czasów jak np. depresja, nie jest niczym strasznym, jeśli tylko potrafimy odpowiednio do niej podejść i postaramy się ją zrozumieć. Bo według autora, grunt to zachować we wszystkim zdrowy rozsądek i pogodzić się z tym, że życie czasem musi boleć. Mądra, napisana lekkim i zrozumiałym dla wszystkich językiem, książka, której lektura wyraźnie poprawiła mi nastrój i sprawiła, że na pewne problemy i zagadnienia będę już patrzył nieco inaczej. Niestety co najmniej raz poważnie mnie też zasmuciła - kiedy jako ojciec kilkuletniej dwójki pociech przeczytałem, że: „Wpływ wychowania na osobowość człowieka jest nikły. Liczą się geny (…) Oraz kontakty z rówieśnikami.” A człowiek tak się stara! Nie wiadomo po co…