Czyli kupa śmiechu i dobrej zabawy, pod którą skrywają się życiowe katastrofy - w najnowszej powieści popularnego czeskiego pisarza Petra Sabacha.

REKLAMA
Petr Sabach – „Masłem do dołu”
logo
Pierwsze zdanie: Pamiętam dokładnie... Kiedy Mohamed Atta przywalił Boeingiem 767 w północną wieżę World Trade Center, ja i prezydent Bush junior właśnie czytaliśmy bajki.”
Czescy pisarze mają niezwykłą umiejętność łączenia czystej komedii, ze zręcznie ukrytą między kolejnymi zabawnymi gagami ludzką tragedią. Człowiek czyta, co rusz parska śmiechem jak kucyk na łące, momentami wręcz zrywa boki, by ni stąd ni zowąd ocknąć się nagle z przysłowiową ręką w nocniku. Bo śmichy-chichy owszem, ale z czasem okazuje się, że również powaga, smutna codzienna egzystencja, a nawet konkretny dramat, też tu jest. I oczywiście dużo ważniejszy niż te wszystkie świetne anegdoty. Potrafił to Jaroslav Hasek, mistrzowsko radził sobie z tym Bohumil Hrabal, ma tę zręczność również Petr Sabach.
Najnowsza książka jednego z najpopularniejszych aktualnie autorów znad Wełtawy, to historia dwóch zgryźliwych tetryków – Arnosta i Evżena – pary prawdziwych oryginałów po sześćdziesiątce. Arnost, rozwodnik, był bibliotekarzem, a teraz prowadzi antykwariat, w którym nie potrafi znaleźć żadnej książki. Pisze też sztukę teatralną. Swój czas wolny dzieli sprawiedliwie między trzema najważniejszymi dla niego osobami – ojcem, który jest w domu starców i ma problemy z pamięcią, kilkuletnim wnukiem Misą, w którym jest zakochany na zabój, a kumplem Evżenem. Evżen to malarz, malujący portrety samochodów, który wszędzie węszy spisek i cierpi na manię prześladowcza. „Tak jak amerykańscy desantowcy” nie rozstaje się z kurtką wojskową, ma pistolet gazowy do obrony oraz garaż pełen zapasów i rzeczy niezbędnych do przeżycia w razie wojny. Obaj żywotni panowie, dzielnie stawiają opór starości, spotykają się często w knajpie „Cisza” gdzie przy kolejnych piwach rozmawiają mniej lub bardziej poważnie o życiu.
„ -A jak tam erotyka? – pytam. – Miewasz jeszcze sny o ruchanku?
- A jak, nawet z polucją! – wrzeszczy Evżen z dumą tak głośno, że lejący piwo Franta gwałtownie obraca głowę.
- Nie chrzań! W naszym wieku? – zdumiewam się.
- Mhmmm – robi Evżen
- Nie chrzań, Evżen!...
- Mhmmm – mruczy, po czym dodaje konspiracyjnym szeptem: - Fakt, że trochę sobie pomagam... Snom trzeba czasem pomagać...
Też racja.”
logo
Petr Sabach Foto: PASEKA
Mniej więcej do połowy książki dowcipne dialogi gonią anegdoty, zabawna historia kolejną jeszcze śmieszniejszą, a skecze przeplatają się z absurdalnymi gagami. Na przykład takimi: Arnost z Evżenem nieźle już pijani, mają wracać pociągiem, ale nie mają wystarczającej kwoty na dwa całe bilety więc Evżen kupuje „bilet cały i dla psa”, a Arnostowi nie pozostaje nic innego jak pięknie udawać czworonoga. Albo sposób w jaki dziadek opisuje swojego wnuka:
„ (...) i nagle w drzwiach kuchni zjawia się Miśa. Nawet nie da się opisać tego, jak cudownie obrzydliwe potrafi być to dziecko o poranku. Miśa powłóczy nogami, idąc w stronę zlewu, staje na palcach, puszcza wodę i – z miną kompletnego idioty albo raczej człowieka dotkniętego paraliżem poudarowym – przez chwilę wściekle żłopie. Potem nabiera do buzi tyle wody, że wygląda jak mocno wkurwiony suseł z przeładowanymi policzkami, a potem wylewa tą wodę wąziutką szparką między zębami prosto do odpływu. Biję mu brawo i posyłam buziaka, on mi też.”
Wielce zabawnych mają też nasi czerstwi bohaterowie znajomych, od fotografa Samala który uroczyście oświadcza – „Jezusie kochany! Jak ja się cieszę, że już nie muszę współżyć!” poprzez doktora Michalka, który chciał nastraszyć żonę w muzeum figur woskowych, po wybitnie denerwującego Evżena, intelektualistę doktora Palindroma. Jednym słowem jest się z czego pośmiać.
Aż do chwili kiedy Arnost da wnukowi na urodziny własnoręcznie wykonane szczudła. Coś się wtedy wydarzy. Nie napiszę co, żeby nie psuć przyszłym czytelnikom lektury, ale od tego momentu na scenę zgodnie wkroczą pod rękę tragedia z dramatem, a Sabach relacjonując te wszystkie nieszczęścia zacznie się zastanawiać nad sprawami wagi ciężkiej. Co nie zmienia faktu, że choć głównie będzie smutno i straszno, to mimo tego jeszcze nie raz i nie dwa się uśmiechniemy.
Nie jest to oczywiście wielka proza jak ta Hrabalowska, ale mimo wszystko trzeba mieć sporo uznania dla Sabacha, że udało mu się zmontować opowieść, którą lekko się czyta, jest dowcipna i ironiczna, poważna i mądra zarazem, ma bardzo dobre dialogi i potrafi jeszcze czymś zaskoczyć. Nie łatwa to sztuka.
Literackie tropy: wspomniani już Hasek i Hrabal.
Inne tropy: Na podstawie książek Sabacha na potęgę kręci się w Czechach filmy, które stają się później prawdziwymi hitami. W ekranizacjach prozy tego autora przoduje reżyser Jan Hrebejk, który zrobił już cztery obrazy, w tym znane w Polsce „Pod jednym dachem” i „Pupendo”.