Czyli Paula Theroux ucieczka na mroczną gwiazdę.
REKLAMA
Paul Theroux - "Safari mrocznej gwiazdy"
Pierwsze zdanie: "Wszystkie wiadomości z Afryki są niedobre."
Tuż przed okrągłymi sześćdziesiątymi urodzinami, znany pisarz i podróżnik postanawił udać się w długą, niebezpieczną i przede wszystkim bardzo uciążliwą podróż po Afryce. Z Kairu do Kapsztadu - koleją, o której Theroux ma zdanie jednoznaczne "(...) większość afrykańskich pociągów, wygląda tak, jakby jechały do Auschwitz (...)", nie wiele lepszymi ciężarówkami, autobusami czy busikami, które pędzą na złamanie karku prowadzone przez odurzonych kierowców, a także statkiem i wynajętą łodziom. Trasa wiodła od Egiptu poprzez Sudan, Etiopię, Kenię, Ugandę, Tanzanię, Mozambik, Malawi, Zimbabwe do RPA. Przyczyny tej podróży były dwie – pierwsza zasadnicza to fakt, że autor zwyczajnie zechciał „urwać się” od świata. Pojechać tam gdzie nikt nie będzie w stanie go namierzyć, pobyć trochę sam ze sobą, spróbować odnaleźć wewnętrzny spokój, rozmyć się w innej rzeczywistości.
"Moje zadowolenie wynikało głównie z czysto zwierzęcej przyjemności: odludne miejsce, dookoła majestatyczne płaskie wzgórza i skaliste urwiska, słońce oświetlające karłowate krzewy, blade wielbłądy w oddali, bezkres nieba, całkowita pustka i cisza (...)"
Drugim z powodów było przekonanie się naocznie jak zmieniła się Afryka od lat 60-tych, kiedy młodziutki Theroux pracował w Ugandzie i Malawi jako nauczyciel z Korpusu Pokoju. Ale kto wie czy nie ważniejszym jeszcze celem było odświeżenie wspomnień i powrót do miejsc gdzie wszystko się zaczęło…
"W Afryce po raz pierwszy dostrzegłem wzór przyszłego życia. Pojąłem, że zdominują je pisanie, samotność, ryzyko i już wtedy, w wieku dwudziestu kilku lat, posmakowałem tych ambiwalentnych przyjemności."
Gdzie miały miejsce tak znaczące wydarzenia, jak te w Malawi:
"Tutaj po raz pierwszy zetknąłem się z dyktatorem, po raz pierwszy zaraziłem się syfilisem, a żołnierz, rozwścieczony moim kolorem skóry, trzasnął mnie karabinem w twarz."
I skąd miał tak miłe wspomnienia:
"Moje podniecenie brało się też stąd, że oto powracałem do swojej młodości lub wczesnej dorosłości. Trzydzieści trzy lata wcześniej mieszkałem w Ugandzie i byłem szczęśliwy."
Ale nie myślcie sobie czasem, że w związku z powyższym czekają Was jakieś sentymentalne podróże w głąb pamięci, banalne wzruszenia czy nie daj Bóg idealizowanie zastanej rzeczywistości. Owszem Theroux bywa refleksyjny, ale tylko momentami. To stary, mocno doświadczony wyga, który bardzo dużo już wie o świecie, ale nadal jest dociekliwy i trzeźwo, czy wręcz brutalnie szczerze ocenia rzeczywistość. Weźmy chociażby przewijający się przez prawie całą książkę surowy komentarz do tego, co robią w Afryce organizacje humanitarne. Według Theroux ich pomoc, to największe zło jakie może być - zniewalają Afrykanów, spowalniają ich inicjatywy i uzależniają od siebie. Nie uczą samodzielności i zaradności, a jedynie biernego czekania i żebrania. "Skurczybyki w białych land-roverach" tak pieszczotliwie nazywa ich autor. Wobec mieszkańców Afryki też jest bardzo krytyczny - widząc zwłaszcza, jak przez te cztery dekady zmarnowali fakt, iż uwolnili się od kolonializmu. Jak zgubili gdzieś ten towarzyszący im wtedy entuzjazm. Ma im za złe to, że są tak obojętni, pozbawieni chęci działania, a zwłaszcza poczucia wspólnoty. Dobija go to, że ci ludzie tylko zwalają całą winę na skorumpowane rządy i wyciągają ręce po pomoc z Zachodu.
Mimo tych rozczarowań i prawie samych smutnych spostrzeżeń Theroux ma wciąż dużo serca dla tego kontynentu i zamieszkujących go ludzi. Potrafi i chce z nimi rozmawiać. Opisuje wiele interesujących historii np. Etiopczyka Nebiy Makonnena, który w więzieniu przez dwa lata przetłumaczył na etiopski "Przeminęło z wiatrem", zapisawszy trzy tysiące bibułek, które współwięźniowie wynosili na wolność (dwa lata zajęło mu samo zebranie poszczególnych fragmentów od tych wszystkich ludzi). Albo historia Alego który przyłapał żonę z kochankiem (żołnierzem) i poprowadził ich związanych i nagich ulicą miasta, czy też trzech prostytutek marzących o innym, lepszym życiu. Ale "Safari mrocznej gwiazdy", to nie tylko ciekawe historie napotkanych osób. Theroux przywołuje na jej kartach także kilka postaci z wielkiej literatury pojawiają się tu m.in. Flaubert, Hemingway, Gordimer, Naipaul, a także Rimbaud:
"Wszystko to wyjaśniało, dlaczego Rimbaud czuł się tu taki szczęśliwy. Afryka podobała mu się jako anty-Europa, anty-Zachód. Faktycznie taka jest, czasami wyzywająca, czasami leniwa. Podobało mi się tu z tych samych powodów, ponieważ nic nie było takie same jak w domu. Życie w Afryce przypominało pobyt w mrocznej gwieździe."
Potężna to cegła (647 stron), ale czyta się ją z niesłabnącym zainteresowaniem i rosnącym szacunkiem dla sześćdziesięcioletniego pisarza, który zaskakuje energią i wzbudza podziw swą mądrością. Świetna rzecz.
