A w nich: coś dla sfiksowanych książkowych zapaleńców, książka stricte historyczna oraz genialny tomik piosenek-wierszy.

REKLAMA
Jacek Dehnel – „Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu.”
logo
Pierwsze zdanie: "Kiedy miałem lat sześć, nie chciałem być strażakiem ani żołnierzem, ale gdyby mnie kto spytał, czy chciałbym zostać krytykiem literackim, to z pewnością też bym zaprotestował."
"Młodszy księgowy", to zgrabnie skompilowany (podzielony na tematyczne księgi) zbiór felietonów Jacka Dehnela, które ten pisał dla Wirtualnej Polski (większość) oraz "Polityki". Te ostatnie czasem czytałem, tych z portalu WP nie znałem kompletnie. Książka nie była więc dla mnie jakimś odgrzewanym kotletem. A przyciągnęła mnie do siebie podtytułem "O książkach, czytaniu i pisaniu". A nuż to coś w deseń zacnego "Ex librisu. Wyznań czytelnika" Anne Fadiman, pomyślałem. I tak, i nie.
Tematyka jest oczywiście dość podobna, w wielkim skrócie oboje piszą przecież o wielkiej miłości do książek, ale u Fadiman był równy, wysoki poziom, u Dehnela jest raczej w kratkę - teksty bardzo dobre, przeplatają się z wyraźnie słabszymi i zwyczajnie nudnymi, które niestety zdarzało mi się porzucać nie doczytawszy ich do końca. Gdyby skrócić ten tom Dehnelowski tak o połowę i wyselekcjonować tylko te najlepsze i najbardziej wartościowe teksty była by naprawdę świetna książka, a tak jest jedynie nieźle czy też zaledwie poprawnie.
Co nie zmienia faktu, że autor potrafi pisać ciekawie, błyskotliwie, eleganckim stylem i w sposób, rzekłbym inteligentny (choć momentami da się też wyczuć irytujące nieco zachwyty autora nad samym sobą). Dehnel ma lekkie pióro, ponadprzeciętny zmysł obserwacji i umiejętność snucia fajnych historii czasami wprost z niczego. Ale to co podobało mi się w tej książce najbardziej, to jego ironiczne poczucie humoru. Przy kilku felietonach, przede wszystkim tych z "Księgi podopiecznych kopniętej muzy", z naciskiem na te opowiadające o rodzinie Grzeszczyków i Tomaszu Sobieraju (nie wiecie co to za wielcy polscy literaci?!? wstyd!) zaśmiewałem się w głos. Bardzo fajne są też teksty, w których Dehnel opowiada o spotkaniach autorskich czy kontaktach z innymi pisarzami. Nie mówiąc już o tych najistotniejszych dla każdego mola książkowego, a dotyczących obsesyjnego gromadzenia książek, nietypowych lekturach, zdobywaniu unikatów, czy nawet o tym, w jakim towarzystwie ustawia się książki na regałach. To jest przecież sama sól tego dziwacznego i niepopularnego, jak na czasy w których żyjemy, hobby. I dla tego typu podobnych sfiksowanych, książkowych zapaleńców jest przede wszystkim ta pozycja.

Mark Roseman - "Wannsee. Willa, jezioro, spotkanie"

logo
Pierwsze zdanie: "W marcu 1947 roku, podczas zbierania informacji do toczących się procesów norymberskich, urzędnicy oskarżyciela Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej dokonali odkrycia."
Wspomniane odkrycie z pierwszego zdania, to ukryta w dokumentach niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych teczka zawierająca protokoły ze spotkania, które odbyło się 20 stycznia 1942 roku w eleganckiej willi nad brzegiem jeziora Wannse w Berlinie. W spotkaniu tym wzięło udział piętnaście osób z dowództwa SS i kierownictwa NSDAP, a jego inicjatorem oraz autorem przedstawionej na niej prezentacji był Reinhard Heydrich - szef nazistowskiego aparatu bezpieczeństwa, zwany Archaniołem Zła.
Podczas tej konferencji Heydrich podliczył Żydów żyjących w całej Europie i przedstawił plan ich "ewakuacji" na wschód. Gdzie pod hasłem "ewakuacji" kryje się plan ludobójstwa uzgodniony i zatwierdzony przez uczestników spotkania przy dobrym obiedzie, koniaku i cygarach. Z protokołu w Wannsee można się także dowiedzieć jak grupa całkiem jeszcze młodych, poważnych i świetnie wykształconych mężczyzn ustala różnice między pół-Żydem a ćwierć-Żydem. Książka Rosemana, to monografia dotycząca tego spotkania, w której autor poza dokonaniem szczegółowej interpretacji dokumentu nazwanego "protokołem z Wannsee", przeprowadza również coś na kształt wnikliwego śledztwa. Przybliża choćby sytuacje polityczną Niemiec, kontekst czy wszelkie przesłanki, wydarzenia i okoliczności, które doprowadziły do tego, że tak haniebne i brzemienne w skutkach dla milionów Żydów spotkanie, mogło się w ogóle odbyć. Przedstawia również - oraz stara się rozwiać - wszystkie kontrowersje, które powstały w związku z tą konferencją i odpowiedzieć na kilka ważkich, związanych z nią pytań, w tym na to najważniejsze - czy to tam w Wannsee oficjalnie zaczął się Holocaust?
Jest to stricte historyczna pozycja, napisana prostym, relacjonującym językiem, pełna faktów, dat i nazwisk, wymagająca skupienia, ale bardzo interesująca. Sięgnąłem po nią, ponieważ oglądałem kiedyś angielski teatr telewizji pt. "Ostateczne rozwiązanie" dotyczący tego wydarzenia, który bardzo mi się podobał. Książka fachowo uzupełnia ten obraz.

Lech Janerka - "Śpi aniele mój/Bez kolacji"

logo
Pierwsze zdanie: "Są wesołe konstytucje."
Bardzo podoba mi się inicjatywa Biura Literackiego z Wrocławia, które postanowiło wydać nową serię pt. "33 piosenki na papierze". Prezentuje w niej teksty polskich twórców/artystów, dla których treść jest równie ważna, jeśli nawet nie ważniejsza, co muzyka. Serię otwiera tomik Lecha Janerki (póki co pojawiły się jeszcze 33 piosenki Grabaża i Fisza). A ja od razu muszę przyznać, że twórczość pana Lecha wielbię miłością absolutną i uważam go za jednego z najwybitniejszym polskich artystów, muzyków i tekściarzy wszech czasów. Będę więc tylko chwalił i wyłącznie rozpływał się w zachwytach.
To co jest dla mnie fascynującego w tekstach Janerki, to przede wszystkim ich inteligentny charakter. One są po prostu mądre. Ale mądrość ich jest nieco zawoalowana, taka do której trzeba samemu dotrzeć, bo Janerka nie pisze prosto. Lubi pogmatwać i pokomplikować. Eksperymentować. Rzuca często jakieś pozornie nie pasujące do siebie zlepki słów, pojedyncze wyrazy, które przystają do siebie jak pięść do nosa. Albo wybiera słowa, które są podobne do siebie dźwiękowo. Bezustannie bawi się językiem, żongluje wyrazami, zaskakuje skojarzeniami, stosuje ciekawe metafory, wpadające w ucho powtórzenia i jest jeszcze przy tym wszystkim niesamowicie konkretny. Jego teksty są raczej krótkie, zwięzłe, i choć niektóre bywają mocno wieloznaczne, nieco odjechane czy nawet dziwne, to jednak większość z nich trafia w punkt, a wszystkie mówią o czymś.
Filip Zawada (także zdolny poeta i muzyk), który dokonał tu redakcji i wyboru tekstów Janerki, wyliczył że najwięcej jego tekstów, bo aż 60% dotyczy tematyki wojennej, a 33% sennej. Dla mnie teksty i piosenki Janerki, są przede wszystkim o życiu. I ja się w tych jego tekstach doskonale sam odnajduję, w takim "Nie jestem z nikim" na przykład. W ogóle większość z nich znam na pamięć i jakoś tam we mnie siedzą już na stałe. Ba, rodzina została nawet uprzedzona, że kiedy odwalę już przysłowiową kitę, to na pogrzebie koniecznie musi mi zabrzmieć "Wieje". Bo raz, że to przepiękna i genialna piosenka, a dwa słowa: "Wyprowadzam się wyprowadzam się na górę/Wyprowadzam się w piórnikowym garniturze/Wyprowadzam się wyprowadzam się na górę/Wyprowadzam się i zasilam czarną dziurę/ A ty możesz zostać." pasują mi idealnie do takiej uroczystości. Zresztą cały tekst po prostu wymiata. Tak jak i ten tomik. Czytajcie i słuchajcie Janerki, bo to ostatni z mistrzów.