O autorze
Rocznik 76. Z wykształcenia dziennikarz. Z zamiłowania, od ponad 10 już lat, bloger. Fan muzyki i literatury. Czyta ok. 100 książek rocznie. Znaki szczególne: nie czyta e-booków, nie podkreśla, nie odkłada książek grzbietem do góry, używa zakładek. Prawdopodobnie bibliofil-fetyszysta. Na pewno fanatyk opowiadań. Zawodowo redaktor naczelny w jednym z czasopism logistycznych. Prywatnie ojciec parki urwisów. Mieszka w Warszawie.

Trzy szybkie smecze.

A w nich: efektowne opowiadania z Ukrainy, świetne eseje o okrutnym futbolu i „bolanozy” ciąg dalszy.


Andrij Lubka - "Killer"



Pierwsze zdanie:
"Wszystkie twoje niezliczone i nieskończone tatuaże, których nie było, wszystkie twoje spojrzenia, płonące i pożądliwe, wszystkie twoje głosy i oddechy, cała moja muzyka w odtwarzaczu, cały wszechświat w twojej torebce - chaotyczny, sympatyczny, nasze żółte słońce i pachnące kwiaty, wszystkie twoje zagubione kolczyki i moje pogryzione plecy, wszystko, co piliśmy - powoli, duszkiem, wszystkie te rozrzucone w łazience szczoteczki do zębów, patyczki do uszu, jakieś kosmetyki, cała ta głupota w telewizji, cały ten krajobraz za oknem, wypełniony wodą basen, do którego wchodziłaś ostrożnie, wszystkie twoje sukienki - w kratkę, w czerwone kwiatki, białe i przezroczyste, bose nogi, zapachy - wszystko to mnie podniecało, jak nigdy."


Uff, co za pierwsze zdanie! Lubka to młody ukraiński poeta, który po napisaniu trzech tomików poezji spróbował swych sił w prozie. Na jego debiut wydany niedawno w Polsce, składa się jedenaście opowiadań. Ich lektura nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak choćby debiutancki zbiór opowiadań (aż sprzed dziesięciu lat wstecz) innego Ukraińca, Serhija Żadana pt. „Big Mac”, ale inni to twórcy, inny ich rodzaj pisania, a zwłaszcza dekadę temu inne to były czasy. Co nie zmienia faktu, że „Killera” czyta się lekko i przyjemnie, a wypełniają go w większości mniej lub bardziej udane opowiadania. Na te jedenaście historii, nie przypadła mi do gustu w zasadzie tylko jedna, zbyt kiczowata jak dla mnie - „Kobieta z piasku”. Pozostała dycha spokojnie daje radę.
Lubka choć poeta (a to wyraźnie czuje się w tej prozie) pisze lekko, wartko, sprawnie prowadzi narrację, miesza język potoczny z tym poetyckim, momentami jest dowcipny a innym razem znów melancholijny, zdarza mu się także pojechać w deseń kryminalno-sensacyjny. Tytuł w końcu zobowiązuje – są tu więc i mordercy i morderstwa. Jednak dominującym tematem tych opowiadań jest miłość (do tego w końcu zobowiązuje choćby okładka!). I to taka romantyczna, niespełniona i wyidealizowana. Bohaterowie opowiadań zatracają się w niej bez reszty, pławią się w niej ale i gubią, motają, w końcu z miłości potrafią nawet zamordować. Wiele zależy tu bowiem właśnie od porywów serca. Sprawne, efektowne (ale bez przegięć) i całkiem niezłe pisarstwo. Trzeba będzie mieć tego Lubkę na oku.



Michał Okoński - " Futbol jest okrutny"



Pierwsze zdanie: "Jakby dobrze podsumować, moje życie składa się niemal wyłącznie z nietrafionych decyzji klubowego zarządu."

Tak jak dziwny i niepojęty jest nasz rodzimy futbol (np. taki Robert Lewandowski który w reprezentacji ma problem z pokonaniem z karnego bramkarza-amatora San Marino, a później sadzi cztery gole Realowi Madryt!), tak w pewnym stopniu dziwne i niepojęte jest również, że póki co chyba najlepszą polską książkę o futbolu, napisał nie żaden dziennikarz sportowy, zadurzony w piłce pisarz, antropolog kultury czy były piłkarz lub trener, tylko zastępca redaktora naczelnego katolickiego pisma społeczno-kulturalnego. Mowa o Michale Okońskim i „Tygodniku Powszechnym”. Oczywiście to tylko pozory dziwności i lekka zmyłka, bo Okoński autor bloga „Futbol jest okrutny”, to wśród ludzi znających się na piłce (a jak wiadomo na piłce znają się w Polsce wszyscy bez wyjątku) jednostka wyjątkowa i można nawet napisać nawet, że ekspert (specjalność liga angielska).
Facet napisał książkę o piłce trochę w stylu „Futbolowej Gorączki” Nicka Hornby’ego – czyli taką jakie my kibice wciąż chcemy czytać. Napisałem my, bo choć po blamażu z Ukrainą powiedziałem sobie i rodzinie, że definitywnie i nieodwołalnie, tudzież ostatecznie przestaję kibicować naszej reprezentacji, to nie dalej jak wczoraj niczym jakiś skończony idiota zasiadłem „pasjonować” się sparingiem z Lichtensteinem - czym się kierowałem przy wyborze tego dramatycznego, a zwłaszcza totalnie irracjonalnego kroku? Odpowiedź na to pytanie znaleźć można właśnie w esejach Okońskiego. Bo jest to przede wszystkim książka o trudnej i nie łatwej, nałogowej oraz nieuleczalnej miłości do tej gry. O tym, że w zasadzie to piłka jest okrągła, bramki są dwie, a całą resztą rządzi jedna wielka niewiadoma. Tu wszystko może się zdarzyć, często (a może nawet zazwyczaj?) nic nie ma nic wspólnego z elementarną logiką, a jeżeli coś wydaje się wielce nieprawdopodobne czy wręcz niemożliwe, to w futbolu zazwyczaj się to przytrafia. Bo to jest sport okrutny, jak już wiemy z samego tytułu. A Okoński wie jak o tym okrucieństwie świetnie i zajmująco pisać. Interesujące historie, intrygujące ciekawostki, fajne anegdoty, celne komentarze, profesjonalne analizy, trafne diagnozy, lekkie pióro i ogromna, dla wielu wciąż trudna do zrozumienia, pasja. To wszystko znajdziecie w tej książce.
Dla miłośników piłki jest to rzecz obowiązkowa, zresztą ich nie trzeba będzie specjalnie namawiać. Ale polecam też wszystkim pozostałym, którzy chcieli by jednak ZROZUMIEĆ. Na przykłada te wszystkie beznadziejne przypadki – jak choćby kibiców Cracovii z Jerzym Pilchem na czele czy fanów londyńskiego Tottenhamu, a wśród nich samego autora, który pisze m.in. tak:


"W gruncie rzeczy wolałbym kibicować jakiejś normalniejszej drużynie. Nie potrafię. Nikt nie potrafi. Łatwiej zmienić pracę, zmienić zawód, zmienić miasto i kraj, zmienić żonę czy męża, zmienić wyznanie. W świecie, w którym nic nie jest dane raz na zawsze, stałe okazuje się tylko jedno. Football, bloody hell."


Roberto Bolano - "Lodowisko"



Pierwsze zdanie: "Zobaczyłem go po raz pierwszy na ulicy Bucareli, w Meksyku, to znaczy w naszych szczenięcych latach, w tej rozmazanej i drżącej epoce należącej do poetów z żelaza; mgła tej nocy była tak gęsta, że samochody jeździły bardzo powoli, a przechodnie wymieniali się pełne radosnego zdumienia komentarze na temat owego mgławego fenomenu, niezwykle rzadko spotykanego podczas meksykańskich nocy, o ile pamięć mnie nie myli."

Prawdziwy wysyp prozy genialnego Chilijczyka trwa nadal, a moja „bolanoza” wciąż się pogłębia. Nie tak dawno mierzyłem się przecież z opus magnum jego twórczości „2666”, dopiero co skończyłem bardzo dobry zbiór opowiadań „Rozmowy Telefoniczne”, a już można „poślizgać się” na „Lodowisku”. To jedna z wczesnych powieści Bolano i to z tych raczej nieco lżejszych gatunkowo. Oczywiście w porównaniu do takich potęg jak „Dzicy detektywi” czy wspomniany już „2666”. Z „Lodowiska” dowiadujemy się za to, że od samego początku Bolano miał już wypracowany swój własny charakterystyczny styl – później już go tylko doszlifowywał i doprowadzał do perfekcji. Znajdziemy tu zatem kilkoro specyficznych, ciekawych i tak do końca nieokreślonych i pokręconych bohaterów. Jest solidna kryminalna intryga, jest i historia miłosna, a do tego wątki autobiograficzne, bo wiadomo przecież, że Bolano, tak jak jeden z bohaterów, sam pracował na kempingu jako nocny stróż i człowiek od wszystkiego. Ale przede wszystkim nad „Lodowiskiem” unosi się ten jego firmowy gęsty i mroczny klimat, pełen niedopowiedzeń i tajemnic. Przedstawiany tu pozornie prosty i realny świat (za tło robi również dobrze znana z jego innych książek, hiszpańska Costa Brava), jest jednak światem dziwnym i nienormalnym, absurdalnym i jak to u Bolano mocno ironicznym. Świat, w który z początku może nie jest łatwo wejść, ale później ciężko się z niego wyrwać. Sama fabuła jest bardzo prosta: dwóch facetów zakochanych w jednej kobiecie (łyżwiarce trenującej na tytułowym lodowisku ukrytym w tajemniczym opuszczonym budynku) plus pewien outsider zafascynowany może nie wariatką ale mocno oderwaną od rzeczywistości dziewczyną. No i ta bezsensowna zbrodnia. To co wyróżnia tę książkę spośród innych pozycji Chilijczyka to w interesujący sposób prowadzona narracja – całą historię poznajemy bowiem z perspektywy trzech głównych, męskich bohaterów, którzy co chwila wymieniają się w jej opowiadaniu i uzupełniają ją ze swojego punktu widzenia.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0Franek Sterczewski zdradza plan na działanie w Sejmie. I opowiada, jak wyglądał "chrzest" w TVP
0 0Tak odpowiedziała na zaproszenie Dudy. Reakcja europosłanki PO zwróciła uwagę bułgarskiej prawniczki
Unum 0 0Nigdy nie mów nigdy. Weź sobie do serca wnioski z tego badania, bo życie pisze różne scenariusze
T-mobile 0 0Tomasz Raczek w serialu Netflixa? Oto dlaczego w tej plotce jest odrobina prawdy
0 0Przepis na prezydenta. To, co w kilka miesięcy zrobił Duda, powinno być lekcją dla opozycji
0 0Czarzasty ujawnia: będą poważne zmiany na Lewicy. "Rada krajowa SLD dała zielone światło"