Czyli nowa, świetnie napisana książka Karpowicza!

REKLAMA
Ignacy Karpowicz – „Ości”
logo
Pierwsze zdanie: "Autobus wolno stał w korku i niepoprawnym związku frazeologicznym."
Zacznijmy może od tego, że pierwsze zdanie „Ości” jest świetne. A nawet kapitalne. Zapadające w pamięć. I zaryzykuję opinię, że będące jednym z najlepszych pierwszych zdań w literaturze polskiej w ogóle. Książka jako całość też baaardzo daje radę. Może nie jest, aż tak zachwycająca jak zacytowana wyżej pierwsza fraza, ale chyba nigdy dotąd tak mocno, nie wciągnęła mnie lektura grubaśnej powieści (prawie 500 stron), w której tak naprawdę nic się nie dzieje. No dobra, prawie nic. Prawie nic jeżeli chodzi o klasyczną akcję, o fizyczne zdarzenia i wydarzenia. Natomiast w zachodzących pomiędzy bohaterami tej powieści relacjach, w otaczającej te relacje sferze aż gęstej od emocjami, czy nawet w pobocznych opisach współczesnej Polski (celnych choć nieco jednostronnych) o! Tu już dzieje się bardzo wiele. A to co przede wszystkim nie dawało mi oderwać się od „Ości”, to właśnie jej różnorodni, interesujący i wprost mistrzowsko skonstruowani bohaterowie. Jest ich bardzo wielu, a ich wzajemne relacje i zależności są tak pogmatwane i zagęszczone - zupełnie niczym w wenezuelskiej telenoweli - że prościej jest to wszystko narysować niż opisać. Zatem proszę:
logo
Wszystko już jasne? To lecimy dalej. Choć nacisk fabularny został położony przez autora na dwie rodziny - Szymona-Maję i Kuana-Marię, to nie przypadkowo w centrum mojego cudownego szkicu znajduje się Norbert. Według mnie najciekawsza postać całej opowieści i to nie tylko dlatego, że od niego i do niego, odchodzi i dochodzi najwięcej strzałek. Bezwłosy Norbert to rasista, nienawidzący gejów, a będący w związku z Wietnamczykiem (który nocami zamienia się w drag queen) i mający ciągle w pamięci swa młodzieńczą miłość do kolejnego faceta. Jest też znana krytyczka literacka Ninel (czyli Lenin wspak - kolejna bardzi ciekawa postać), wciąż zwana przez swoją matkę Kubą czy też emocjonalnie i psychicznie rozchwiana genetyczka Maja, prowadząca np. zabawne rozmowy ze swoją tchórzofretką Sławojem. I tak można by wymieniać i wymieniać – prawdziwa galeria samych oryginałów! A do tego wszyscy bez wyjątku na swój sposób sympatyczni i nie dający się nie lubić, mimo tego, że każdy z nich skupiony jest na sobie, a wszyscy jacyś tacy wycofani i wewnętrznie rozedrgani. Prawdopodobnie opisani tak porywająco i przekonywująco, ponieważ mający swoje pierwowzory w życiu realnym. Pierwowzory, które Karpowicz osobiście dobrze zna. Między innymi Ninel to Kinga Dunin, a Maja to Kaja Malanowska. Kuan aka Kim Lee czy Krzyś też mają swoje pierwowzory w realu.
Tak, „Ości” to powieść realistyczna, sprawnie oddająca naszą rzeczywistość, ale jak już wspomniałem wyżej nieco jednostronnie. Pisząc o niej mam tu bowiem na myśli rzeczywistość warszawską, a nie jakiegoś innego, zwłaszcza dużo mniejszego miasta w Polsce. Taka historia i tacy bohaterowie poplątani w tak zadziwiających układach nie mogli by przytrafić się raczej gdzie indziej poza stolicą. Świat opisany przez Karpowicza, pozbawiony np. homofobii, pełen tolerancji, przyjmujący każdą odmienność z pełnym zrozumieniem (np. Maria gorliwa katoliczka wie, że Kuan występuje jako drag queen i do tego zdradza ją z facetem, ale skoro nie robi tego z kobietą, to ona to akceptuje i nawet gotuje Norbertowi pożywne rosołki, gdy ten jest chory), świat w którym nie ma absolutnie żadnych niedogodności płynących z zewnątrz, i w którym ludzie mogą się skupić jedynie na sobie i swych zakręconych emocjach, nie zdarza się w miastach typu Kielce, Piła czy Sanok. Co nie oznacza, że kiedyś w tych i tym podobnych miastach tak nie będzie. Musi tylko zniknąć wytykana tu wielokrotnie przez autora, zaściankowość i hipokryzja. Skoro na przykłada coraz mniej rażą już pozszywane z kilku części modele rodzin tzw. patchworkowych, to może za dziesięć, dwadzieścia lat przestaną też szokować jawne związki gejowskie czy poliamoryczne (takie jaki w książce zaczyna tworzyc Maja ze swoim kochankiem Frankiem, mężem Szymonem i jego kochanką Juli).
logo
Ignacy Karpowicz Foto: Kuba Dąbrowski
„Ości” nie są jedynie powieścią przedstawiającą pogłębioną analizę związków uczuciowych hermetycznego kręgu niesztampowych przedstawicieli konsumpcyjnej warszawki, wraz z oddaniem jej rzeczywistości. To także ważna opowieść o Rodzinie. Rodzinie, która stara się niejako dostosować do tych zwariowanych czasów, dziwnych układów i różnych o niej opinii: „- Przepraszam, kochanie. To dlatego, że się okropnie o ciebie martwię. W seksie ludzie przekazują sobie mnóstwo zarazków, a niektóre bywają śmiertelne. Bruno zachichotał: - Wiem, że myślisz o rodzinie.” po to żeby nadal być Rodziną. Bo co jak co, ale chęć bycia szczęśliwym, bycia obok ludzi, z którymi się przyjaźnimy, których się kocha i pogłębiania z nimi więzi, wydaje się być silniejsza niż wszystko inne. A żeby tą więź utrzymać i pogłębić trzeba po prostu dać sobie i innym więcej wolności, oczyścić się z konserwatywnego myślenia i być elastycznym. Takie jest z grubsza - dla jednych może utopijne, dla innych altruistyczne, ale przecież bardzo pozytywne – przesłanie tej społecznej powieści.
Na koniec czas się pochylić nad tym, jak to jest wszystko napisane. To, że mnie ta powieść wciągnęła i dosłownie nie mogłem się od niej oderwać, nie było wyłącznie zasługą fantastycznych bohaterów i ciekawej tematyki. To również błyskotliwy język i lekkość pióra Karpowicza. Dodajmy od razu, że ta błyskotliwość nie ma nic wspólnego z występującym często obok niej efekciarstwem. I choć są tu fragmenty napisane wręcz brawurowo, to autorowi udaje się szczęśliwie nie przegiąć, tak jak choćby nie udało się to Zygmuntowi Miłoszowskiemu, w innej głośnej polskiej książce tego roku pt. „Bezcenny”. Gdzie Rzym gdzie Krym? spyta ktoś, jak tu mamy powieść obyczajową, a tam sensacyjną przygodówkę? Ale chodzi o zwyczajne pisarskie wyczucie. Karpowicz na pewno je posiada. Język tej książki jest z jednej strony ostry i rubaszny czy nawet rozrywkowy, natomiast kiedy trzeba bardziej stonowany, subtelny i wrażliwy. Miejscami zachwycający. Narracja potoczysta i płynna. Sporo tu też ironii i dobrego poczucia humoru. Co tu więcej pisać, fenomenalnie się to czyta. Pyszn-Ości!
Literackie tropy: mówi się, że Karpowicz, to taki polski Franzen czy inny Eugenides, ale to nie za bardzo trafione i przesadzone porównania. Sądzę, że proza Karpowicza daje sobie radę bez tego typu odnośników.
Inne tropy: