Czyli Kanada pachnąca grozą i magią – recenzja przedpremierowa!
REKLAMA
Alexi Zentner – „Dotyk”
Pierwsze zdanie: „Mężczyźni spławili kłody wcześnie, we wrześniu.”
Północny zachód Kanady. Otoczona gęstymi lasami - zwanymi przez miejscowych puszczą - osada Sawgamet. Anglikański pastor Stephen, który powrócił tu po latach, pracuje nad mową pogrzebową na cześć umierającej matki, ale głównie snuje opowieść o swojej rodzinie. Jego dziadek Jeannot był przed laty (w czasach XIX-wiecznej gorączki złota) założycielem osady. Trafił na grudkę złota nad tutejszą rzeką, postanowił nad nią osiąść na stałe, a jego śladem ruszyli inni skuszeni wizją odnalezienia drogocennego kruszcu. Osada szybko przeobraża się w małe miasteczko, swój rozwój zawdzięczając głównie dziadkowi narratora, który buduje tartak i zatrudnia w nim kolejnych drwali. Również od Jeannota zaczyna się swoista klątwa ciążąca nad trzema pokoleniami tej rodziny. W swej opowieści Stephen stopniowo odkrywa tą przerażającą tajemnicę i wszystko to, co się za nią kryje. Oczywiście nie podam dalej z czym się ona konkretnie wiąże. Mogę jedynie napisać, że chodzi o rzecz makabryczną, a same wspomnienia narratora, które zmierzają do jej ujawnienia, niezwykle wciągają swym specyficznym, niesamowitym klimatem, niczym jakaś klasyczna legenda.
Sawgamet zamieszkują głównie poszukiwacze złota i drwale czyli silni i twardzi, prawdziwi faceci z krwi i kości, a także ich żony i dzieci. Rytm życia wyznacza tu natura. Latem wszyscy ciężko pracują, bądź kopiąc w ziemi w poszukiwaniu złota, bądź podczas wyczerpujących i niebezpiecznych wycinek lasu i spławianiu ściętego drewna rzeką. Jednocześnie wszyscy przygotowują się do przetrwania zimy, która potrafi być ekstremalnie sroga. Podczas tej pory roku miasteczko staje się miejscem kompletnie odciętym od świata, szczelnie przykrytym padającym nieustannie śniegiem. Życie toczy się tu nie tylko w zgodzie z przyrodą ale także, a może nawet przede wszystkim, w cieniu mrocznej i potężnej puszczy. To ona odgrywa tu znaczącą rolę w egzystencji tej odizolowanej od świata społeczności. Puszcza stoi niejako na straży równowagi między dobrem a złem. Wymierza sprawiedliwość. Po niej błąkają się duchy zmarłych. Puszczę w końcu zamieszkują różne złe i dziwne stwory, wiedźmy i poczwary.
Ale nie myślcie sobie czasem, że ta powieść to bajka fantasy czy jakiś tani horror. To druga po genialnym „Dostatku” powieść z gatunku kanadyjskiego realizmu magicznego, wydana przez nowe wydawnictwo Wiatr Od Morza. We wspomnianej wcześniej, ich premierowej książce, było już nieco magii, trochę pewnych nierealnych tudzież metafizycznych zjawisk czy zabobonów. W „Dotyku” jest podobnie tyle tylko, że z większym natężeniem. W „Dostatku” ta magia była bowiem takim dodatkiem, ważna, a i owszem, ale będąca trochę jakby obok, tu natomiast ma bardzo mocny i wyraźny wpływ na całą powieści. Natomiast wplecenie tej metafizyki, leśnych stworów i niesamowitych zdarzeń w samą fabułę, jest tak płynne i umiejętne, że w ogóle nie razi, ba, można nawet pomyśleć, że może onegdaj rzeczywiście tak bywało.
U Zentnera po prostu wszystko ze sobą idealnie współgra. „Dotyk” jest przecież powieścią twardo stojąca na nogach. To historia ze świetnie odmalowanymi ludzkimi charakterami, ich pogłębioną psychologią, wiele mówiąca o przemijaniu i śmierci, ale również fantastycznie opisująca rodzinę, a szczególnie miłość (zwłaszcza tą miedzy dziadkiem a babcią narratora) i wiążące się z nią prawdziwe oddanie. A że przytrafiają się w niej również takie fragmenty, jak na przykład ten o karibu całym ze złota czy przeraźliwych stworach wychodzących z rzeki? To dodaje jedynie tajemniczości tej książce, pewnego kolorytu. Kapitalnie buduje też jej niesamowity klimat.
U Zentnera po prostu wszystko ze sobą idealnie współgra. „Dotyk” jest przecież powieścią twardo stojąca na nogach. To historia ze świetnie odmalowanymi ludzkimi charakterami, ich pogłębioną psychologią, wiele mówiąca o przemijaniu i śmierci, ale również fantastycznie opisująca rodzinę, a szczególnie miłość (zwłaszcza tą miedzy dziadkiem a babcią narratora) i wiążące się z nią prawdziwe oddanie. A że przytrafiają się w niej również takie fragmenty, jak na przykład ten o karibu całym ze złota czy przeraźliwych stworach wychodzących z rzeki? To dodaje jedynie tajemniczości tej książce, pewnego kolorytu. Kapitalnie buduje też jej niesamowity klimat.
„Sawgamet się zmieniło. Mrok został przepędzony. Ale córką opowiadam, że wciąż są takie rejony w lesie, które pozostają tajemnicą, są takie miejsca, gdzie góry mogą nagle zamajaczyć tuż nam nami, gdzie zmiennokształtni przelatują obok nas w ciemności.”
Zentner nie jest może jakimś wybitnym stylistą, jego styl literacki jest raczej nieskomplikowany, ale w tej pozornej prostocie jest metoda – napisane jest to naprawdę bardzo sprawnie i dobrze się tę powieść czyta. Oprócz tego, że autor zręcznie połączył realizm z magią, to jeszcze równie udanie przedstawił całą historię bez zachowania chronologii. Stephen bowiem opowiada historię swojej rodziny jak mu się podoba, na kilku planach czasowych, z porwaną narracją, często również „oddając głos” innym postacią. Jest to także proza bardzo plastyczna i mocno działająca na wyobraźnię. Choćby ten opis zimy z rekordowym śniegiem, który stopniał dopiero w lipcu, a zasypał Sawgamet tak, że na powierzchni wystawały tylko czubki drzew i ludzie musieli się spod niego wykopywać. Na pewno na długo zapamiętam też przejmująco-piękny obraz siostry i ojca Stephena zmarzniętych pod wodą skutą lodem:
„Dłonie się nie dotykały. Nawet przez powłokę zamarzniętej wody, która ich pokrywała, widzieliśmy, że niewiele ponad grubość ostrza topora dzieliło ręce ojca od rączki mojej siostry. Przy jednej dłoni ojca okaleczone palce, przy drugiej – gładkie i alabastrowe, a wszystkie wyciągnięte do małej rączki Marie. Lód, jak szkło nad ich dłońmi, gęstniał, gdy próbowaliśmy zajrzeć dalej, zobaczyć resztę ich ciał, ich twarze. Linie się zamazywały – tylko cienie, ciemne kształty.”
„Dotyk” to druga bardzo ciekawa i udana powieść z nurtu kanadyjskiego realizmu. Może nie aż tak fenomenalna jak „Dostatek”, ale zdecydowanie warta przeczytania. Zresztą jestem więcej niż pewny, że ci którzy przeczytali już „Dostatek” bez wahania sięgną po „Dotyk”. Nie zawiodą się.
Literackie tropy: Michael Crummey „Dostatek”
Literackie tropy: Michael Crummey „Dostatek”
Inne tropy:
Książka ukaże się w sprzedaży 23 września nakładem Wydawnictwa Wiatr Od Morza.
Aktualnie czytam:
