Czyli o trzech świetnych kryminalno-sensacyjny seriach: amerykańskiej, szkockiej i polskiej.

REKLAMA
Dennis Lehane – „Pułapka zza grobu”
logo
Pierwsze zdanie: „Na wstępie mała uwaga: jeżeli kiedykolwiek będziecie kogoś śledzić w mojej okolicy, nie ubierajcie się na różowo.”
Dennis Lehane napisał ostatnio dwie dobre powieści historyczno-gangsterskie o Bostonie lat 20 i 30-stych („Miasto niepokoju” i „Nocne życie”), ale dla mnie jednak najlepszy jest, gdy pisze o Patricku Kenzie i Angeli Gennaro. Po inspektorze Rebusie, to moi drudzy ulubieni bohaterowie literaccy z obszernego wora kryminał/sensacja/thriller. Ty razem nadrobiłem z nimi w roli głównej, „Pułapkę zza grobu” z 1997 roku, w której para detektywów zostaje porwana i wynajęta (tak, tak) przez obrzydliwie bogatego biznesmena Stone’a, żeby odnaleźć jego córkę. Tropy prowadzą Angelę i Patrica do tajemniczej sekty o nazwie Lecznica Smutku. I taki jest sam początek tej dość zawiłej, acz wzorcowo skonstruowanej intrygi.
A dalej… to dopiero się dzieje! Fabuła rozkręca się i mknie do przodu (tematycznie wszystko kręci się wokół żądzy władzy i nienawiści), co jakiś czas przytrafiają się niespodziewane zwroty akcji, a wszystko zmierza do zaskakującego finału. I jak to u Lehane’a, po drodze niczego nie można być do końca pewnym i nie wiele da się przewidzieć. Jest to naprawdę napisane świetnie, dynamicznie, lekko, a w dodatku w sposób inteligentny. Może nie, aż z tak rozbudowaną warstwą narracyjną jak w innych częściach cyklu - bo tu jednak akcent został postawiony przede wszystkim na szybki rozwój akcji - ale i tak wciąż na wysokim poziomie. Taka wzorcowa literatura sensacyjno-rozrywkowa.

Stuart MacBride – „Otwarte rany”
logo
Pierwsze zdanie: ”Idąca przodem kobieta zatrzymuje się pod latarnią.”
To już moje trzecie spotkanie z sierżantem Loganem McRae, bohaterem kryminalnej serii Szkota MacBride’a i muszę przyznać, że z każdą kolejną książką jest coraz lepiej. „Otwarte rany” czyta się wprost wyśmienicie. Akcja wciąga już od pierwszych stron, a dzieje się tu tyle, że można by z tej fabuły wykroić ze trzy odrębne kryminały. To właśnie jedna z najmocniejszych stron tej pozycji, jej wielowątkowość (perfekcyjnie podana dodajmy od razu). Trzy główne sprawy, to: seryjne brutalne gwałty o które podejrzewa się gwiazdę piłkarskiej drużyny FC Aberdeen, okrutne morderstwo popełnione na aktorze porno oraz poszukiwania pewnego bardzo niebezpiecznego ośmiolatka (!)
Ponieważ akcja dzieje się w Szkocji, a nie w USA, to tu nie ma tak, że pyk-pyk, jakiś pościg, jakaś strzelanina i już pozamiatane, tylko przy każdym z tych śledztw leją się krew, pot i łzy. No i whisky oczywiście, bo McRae i jego partnerka posterunkowa Watson (ksywa Żyleta), ale również inni policjanci, łącznie z przełożonymi piją tu na potęgę. Celnie oddane realia ciężkiej codziennej pracy policyjnej, w tym niepowtarzalnym depresyjno-deszczowym klimacie Aberdeen, to kolejny atut tej książki. A jest przecież jeszcze żywy, soczysty, często dosadny język (fantastyczne dialogi!), pełnokrwiści bohaterowie (moi ulubieńcy to zdeklarowana lesbijka inspektor Steel, która pali, pije i rzuca niewybredne teksty oraz wiecznie znerwicowany inspektor Inch pożerający kilogramami żelki i inne słodycze) oraz wybitnie pasujący mi czarny humor, np. „Wie pani, ile można dostać za piractwo? Nawet za morderstwo dają krótsze wyroki. Federacja Ochrony Praw Autorskich to takie nowe gestapo, tyle że bez poczucia humoru.” Polecam szczególnie!

Wojciech Chmielarz – „Farma lalek”
logo
Pierwsze zdanie: „Dżinsowa kurtka marki jednej z niemieckich firm odzieżowych, idealna na kapryśną górską wiosnę, została wyprodukowana w ramach outsourcingu w Chinach, a do Polski trafiła w kontenerze z używanymi ubraniami.”
Podobał mi się „Podpalacz” tego autora - dobrze napisany, trzymający się kupy i wciągający, współczesny polski kryminał - czyli pierwsza część z cyklu o komisarzu Mortce. Byłem więc ciekaw co dalej? Czy Chmielarz utrzyma wysoki poziom debiutu, a może zaliczy jakiś regres? Okazuje się, że o żadnej obniżce formy nie ma mowy. Mało tego, jest jeszcze progres. „Farma lalek” przebija i tak już bardzo dobrego „Podpalacza”.
Tym razem akcja przenosi się z Warszawy do Krotowic, małego miasteczka w Karkonoszach, do którego Mortka został zesłany żeby m.in. wziąć się do kupy i przemyśleć sobie to i owo. Ale o „urlopie” od żmudnej pracy nie ma co marzyć. Ginie bowiem nastoletnia dziewczynka. Mortka odnajduje ją co prawda w starej sztolni, w której kiedyś wydobywano uran, ale natyka się tam również na kilka, w okrutny sposób okaleczonych, zwłok. Zaczyna się konkretne śledztwo.
Podobnie jak w opisywanych wyżej „Otwartych ranach”, autor porusza wiele równoległych wątków i problemów. Mamy tu więc makabryczną zbrodnię, handel kobietami, mafijne powiązania na poziomie lokalnych władz, problem pedofilii oraz nietolerancji wobec mniejszości cygańskiej. Do tego jeszcze świetnie oddane małomiasteczkowe realia, codzienną praca policji w małej komendzie czy ciągłe problemy Mortki z kobietami. Tematów upchniętych w tą powieść zostało tyle, że można by się w tym wszystkim pogubić i pięknie wyłożyć. Ale Chmielarz po mistrzowsku panuje nad wszystkim, a jak już trochę szarżuje, to nie przegina. Zręcznie prowadzi narrację, umiejętnie stopniuje napięcie, dawkuje zwroty akcji, a i ze zwarcia z trudnymi kwestiami społeczno-obyczajowo-psychologicznymi również wychodzi obronną ręką. Co tu więcej pisać, świetnie skonstruowany, dopracowany i zajmujący kryminał. Pierwszorzędna robota.
Aktualnie czytam:
logo