Czyli proza zdobywczyni Bookera Bernice Rubens, po raz pierwszy w Polsce – recenzja przedpremierowa!
REKLAMA
Bernice Rubens – „Wybrany”
Pierwsze zdanie: „Norman Zweck nie miał odwagi otworzyć oczu.”
Bernice Rubens. Totalnie anonimowa dla mnie, nie żyjąca już (zmarła w 2004 r.) pisarka z Walii. Ale trochę jestem usprawiedliwiony, bo to dopiero pierwsza jej powieść przetłumaczona na język polski (ukłony dla Michała Alenowicza – zarówno za pomysł jak i przekład). Jedyna z przeszło ponad dwudziestu napisanych przez autorkę. Powieść z 1969 roku. Nagrodzona Bookerem. Pojawiają się pytania - czy fakt, że to rzecz nagrodzona Bookerem, wystarczy już żeby się na nią rzucać mając w pamięci, jak przeciętne lub zwyczajnie słabe książki otrzymały ten laur (chocby „Życie Pi” Martela czy „Vernon” DBC Pierre)? Czy w ogóle warto, w czasach kiedy jesteśmy wręcz zasypywani kolejnymi atrakcyjnymi nowościami sięgać po książkę sprzed lat ponad czterdziestu, w dodatku zupełnie nieznanej nam autorki? I to jeszcze powieści, której próżno szukać w kanonie literatury? W tym przypadku akurat warto.
Rzecz dzieje się w Londynie. Żydowska rodzina: wdowiec i emerytowany rabin Abraham Zweck, jego „wzorowa córka”, stara panna Bella oraz syn Norman – oczko w głowie, wybitnie uzdolniony już jako dziecko (znał dziewięć języków w wieku dwunastu lat!), teraz genialny prawnik. A w zasadzie były genialny prawnik, bo Normanowi świetnie zapowiadającą się karierę przerwało uzależnienie od amfetaminy. Gdy powieść się zaczyna, Norman ma akurat ostry narkotykowy zjazd i halucynacje, widzi wszędzie rybiki cukrowe (takie malutkie robaczki, na które można natknąć się w wilgotnych i ciepłych miejscach jak np. łazienka).
„Bardziej zajmowała go krocząca po podłodze armia rybików cukrowych. Nadciągały ku niemu wprost z oślepiających promieni słońca, maszerowały plutonami, zuchwałe i pewne siebie.”
Swoją drogą otwierający książkę opis tego co się dzieje w głowie Normana na głodzie jest wyborny, przekonywujący, świetnie skonstruowany i świadczący o sporych umiejętnościach literackich autorki. Ale wracamy do fabuły - jak się szybko okazuje, to nie pierwszy taki atak. Rabin w końcu pęka i wyraża zgodę na leczenie syna w szpitalu psychiatrycznym. Serce boli, wyrzuty sumienia są wielkie, ale oboje z Bellą chcą też odsapnąć choć trochę od szaleństwa syna i brata. Mimo, że sami nie są bez winy.
„Nie potrafią znieść myśli, że Norman mógłby być nieszczęśliwy, chociaż tak po prawdzie to raczej ich własne cierpienie jest nie do zniesienia. I tak oboje weszli w jego obłęd, doprowadzili go do stanu używalności, trochę go przypudrowali, żeby było „miło”. Oboje byli winni w równym stopniu.”
Norman szybko przystosowuje się do nowego miejsca, zwłaszcza, że poznaje jednego z pacjentów, zwanego Ministrem Zdrowia, który za gotówkę jest w stanie dostarczyć mu każdą ilość pigułek, od których jest uzależniony. A Normanowi w to graj. W międzyczasie rabin Zweck, stara się dowiedzieć kto jest winny choroby syna, kto dostarczał mu pigułki, a co najistotniejsze na wierzch zaczynają wyłazić pewne mroczne fakty związane z całą rodziną. Okazuje się, że Zweckowie to dysfunkcyjna i mocno toksyczna familia. Wcześniej wszyscy byli pod wpływem apodyktycznej żony rabina, Sarah, której zaborcza miłość doprowadziła do tego, że wszyscy są mniej lub bardziej szaleni. Bella na przykład, choć jest już po czterdziestce, wciąż nosi dziewczęce, zwinięte białe koronkowe skarpetki, jakby nie chciała dorosnąć.
„Wiedziała, że pojadą do Normana razem, a ona włoży swoje białe skarpetki, bo mimo że matka już nie żyje, mimo że Norman jest w szpitalu i, jak twierdzi, czuje się coraz lepiej, siła złudzeń panujących między nimi jest nadal taka jak dawniej.”
Rubens stopniowo odkrywa kolejne bolesne tajemnice Zwecków. Bella i Norman mają jeszcze siostrę Esther, która odważyła się wyjść za mąż za goja, przez co została obłożona rodzinną klątwą i stała się osobą, o której w domu nawet się nie wspomina. Jednak to nie wszystko, a w zasadzie, to dopiero początek. Będzie jeszcze kilka innych przykrych, zaskakujących, a nawet tragicznych okoliczności i wydarzeń, ale więcej nie chcę zdradzać.
„Wybrany”, to dobrze napisana i konstrukcyjnie dopieszczona powieść – świetnie zazębia się w jedną wartką całość kilka różnych, stopniowo odkrywanych bolesnych wątków plus jeszcze retrospekcje (m.in. emigracyjne wspomnienia rabina). To także miejscami szczerze zabawna, tragikomiczna powieść, w której pod delikatną pierzynką specyficznego angielskiego humoru zalegają prawdziwe pokłady ludzkiego dramatu. Przede wszystkim jest to bowiem historia o bardzo nieszczęśliwych ludziach właśnie. Zagubionych, samotnych, nie radzących sobie kompletnie ze swoimi słabościami, popełniających błędy, często bezsilnych, przytłoczonych poczuciem winy i żyjących złudzeniami. To przekonywujący obraz na pierwszy rzut oka spokojnej, normalnej rodziny, która tak naprawdę znalazła się na krawędzi rozpadu. A przy okazji opowieść o obłudzie, zakłamaniu i zachowywaniu pozorów za wszelką cenę.
„Nawet obłęd, przy bliższych oględzinach, jest w pewnym zakresie do zaakceptowania. Zostać doprowadzonym do szaleństwa przez swój geniusz – to jest coś. To wzbudza szacunek, może nawet napełnić ojca dumą, dać mu swego rodzaju rodzicielski naches. Ale narkotyki – to jest niewybaczalne, to jest zupełnie coś innego.”
Pisarstwo Rubens choć dotyka trudnych i niewygodnych tematów, niesie ze sobą sporo ciepła, refleksji a nawet wzruszenia. Autorka daje radę również w scenach dziejących się w szpitalu psychiatrycznym, przy oddaniu tamtejszego klimatu szaleństwa. Może nie jest to, aż tak genialne jak na przykład u Kesey’a w „Locie nad kukułczym gniazdem”, ale i tak kawał porządnej roboty. Nie jest to arcydzieło, czy coś totalnie zachwycającego i powalającego, ale na pewno książka warta przeczytania. Dlaczego więc można sięgnąć po powieść sprzed przeszło czterdziestu lat? Bo przekonywująco porusza wciąż aktualne i znane nam problemy, a przede wszystkim dlatego, że dobra literatura nie starzeje się nigdy.
Literackie tropy: nie tropy, a raczej lekkie skojarzenia – „Lot nad kukułczym gniazdem” Ken Kesey, „Tajemnica rodu Hegartych” Anne Enright.
Inne tropy: na podstawie powieści „Madame Sousatzka” Rubens, John Schlesinger nakręcił film z Shirley MacLaine w roli głównej.
Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Wiatr Od Morza 22 listopada 2013 r.
Aktualnie czytam:
