... czyli francuskie, szkockie i szwedzkie opowieści z dreszczykiem
REKLAMA
Pierre Lemaitre – „Alex”
Pierwsze zdanie: “Alex już od godziny przymierza, waha się, wychodzi, wraca, znowu przymierza.”
„Ślubna suknia” Pierra Lemaitre, pierwsza książka tego francuskiego pisarza, którą czytałem, była naprawdę całkiem niezła. Miała intrygujący pomysł, suspens i ciekawą psychologię głównych postaci. „Alex” to rzecz konstrukcyjnie i fabularnie ciut do niej podobna (też zaczynamy od kobiety w roli ofiary), tylko że wszystko tu jest bardziej, a każda część składowa została dopracowana do perfekcji. Pomysły na całą historię są jeszcze bardziej intrygujące (fabuła ociera się o majstersztyk), mamy nie jeden, a aż trzy suspensy (to się naprawdę rzadko zdarza!), a bohaterowie są wyraziści i świetnie przedstawieni, z bogatym rysem psychologicznym. W ogóle tak książka wymiata. Dawno nie czytałem tak wyśmienitego thrillera. Jest w nim wszystko co trzeba. Poza tym co napisałem wcześniej: napięcie, zaskakujące zwroty akcji, groza, sugestywne sceny, kapitalny nieco wykręcony klimat, przekonywujący i dobrze poprowadzony wątek kryminalny czy przełamywanie schematów charakterystycznych dla tego typu gatunku. Jest to też rzecz bardzo dobrze napisana od strony samego języka. Zresztą Lemaitre dostał w tym roku najważniejszą literacką nagrodę we Francji, prestiżowych Goncourtów. Co prawda nie za thriller, ale za powieść o kombatantach I Wojny Światowej. Co nie zmienia faktu, że facet potrafi pisać. Tak naprawdę jedynie poza kiczowatą okładką nie ma się tu do czego przyczepić.
Niestety nie mogę zdradzić zbyt wiele na temat samej historii, że nie zepsuć całej zabawy, którą funduje czytelnikowi Lemaitre. Napiszę tylko, że zaczyna się od porwania młodej, atrakcyjnej dziewczyny, która trafia do opuszczonego magazynu, zostaje pobita, a następnie zamknięta (nago) w ciasnej drewnianej skrzyni podwieszonej kilka metrów nad ziemią. To rodzaj tortur wymyślonej za Ludwika XI. Okrutnej już samej w sobie ale trzeba Wam wiedzieć, że dojdą do tego jeszcze szczury. Co się będzie działo dalej, to już tajemnica, gwarantuje że emocji nie zabraknie. Dodam tylko, że śledztwo w tej zdrowo porypanej sprawie prowadzi genialne trio policjantów: niejaki Louis, zawsze niezwykle elegancko ubrany i obrzydliwie bogaty, dla którego praca w policji to rodzaj hobby; Armand, który wygląda z kolei jak kloszard, a jest niebywałym skąpcem i chytrusem (przezabawna postać) oraz ich szef, bardzo specyficzny, naznaczony traumą, samotnik, cierpiący na kompleks niższości (nieco ponad metr czterdzieści wzrostu) - Camille.
Niestety nie mogę zdradzić zbyt wiele na temat samej historii, że nie zepsuć całej zabawy, którą funduje czytelnikowi Lemaitre. Napiszę tylko, że zaczyna się od porwania młodej, atrakcyjnej dziewczyny, która trafia do opuszczonego magazynu, zostaje pobita, a następnie zamknięta (nago) w ciasnej drewnianej skrzyni podwieszonej kilka metrów nad ziemią. To rodzaj tortur wymyślonej za Ludwika XI. Okrutnej już samej w sobie ale trzeba Wam wiedzieć, że dojdą do tego jeszcze szczury. Co się będzie działo dalej, to już tajemnica, gwarantuje że emocji nie zabraknie. Dodam tylko, że śledztwo w tej zdrowo porypanej sprawie prowadzi genialne trio policjantów: niejaki Louis, zawsze niezwykle elegancko ubrany i obrzydliwie bogaty, dla którego praca w policji to rodzaj hobby; Armand, który wygląda z kolei jak kloszard, a jest niebywałym skąpcem i chytrusem (przezabawna postać) oraz ich szef, bardzo specyficzny, naznaczony traumą, samotnik, cierpiący na kompleks niższości (nieco ponad metr czterdzieści wzrostu) - Camille.
Craig Russell – „Pieśń Walkirii”
Pierwsze zdanie: “Siostry są swoim żywym odbiciem, pomyślała.”
Za sprawą Iana Rankina, twórcy powieści o inspektorze Rebusie, powoli staje się zagorzałym fanem szkockich autorów kryminałów. Zaznaczam jednak od razu, że nie jest to jakaś ślepa miłość czy inna słabość chwilowa, ale ci goście naprawdę potrafią pisać. Po Rankinie najpierw wciągnął mnie Stuart McBride w swój Aberdeen-ski cykl o sierżancie Loganie McRae. A teraz muszę dodać jeszcze jedno nazwisko – Craig Russell. „Pieśń Walkirii” co prawda nie dzieje się w Szkocji, tylko w Niemczech, w portowym Hamburgu i jest jedną z części cyklu o detektywie Janie Fablu. Fabuła jest wielotorowa i dość skomplikowana. Na początku w dzielnicy czerwonych latarni zostaje zamordowany angielski gwiazdor pop, a później to już leci - a to serbski gangster, duński policjant, a to miejscowy finansista. Są podejrzenia, że grasuje seryjny morderca. Akcja choć głównie trzyma się Hamburga czasem przenosi się w inne miejsca np. do Norwegii. Mamy też retrospekcje i mroczną przeszłość wschodnich Niemiec z pewnym projektem zaplanowanym przez Stasi jeszcze w czasach Zimnej Wojny. Są tu także ciekawe wątki socjologiczne (to już szkocka specjalność), ten dotyczący wojny na Bałkanach czy też kondycji samej Europy. Nie mówiąc już o problemach samego Fabla – z byłą żoną, podwładną, pewną dziennikarką, z kobietami w ogóle.
Brzmi to może trochę chaotycznie i ktoś może spytać czy aby nie za dużo grzybków w barszcz, ale to naprawdę trzyma się kupy. Wszystko jak najbardziej pasuje i choć mocno się piętrzy, wcześniej czy później ładnie się zazębia i wyjaśnia. Zbrodnie są tu dokonywane w sposób iście perfekcyjny, za to śledztwo prowadzone jest bezładnie. Przytrafia się nawet lekka masakra w miejscu publicznym. Ot, życie. Russell pisze bardzo sprawnie i fajnie się tą książkę czyta, lekko – choć tematy raczej wagi ciężkiej, a klimat całości mroczny i gęsty jak szkocka mgła – z nieustającym zainteresowanie. Krótko mówiąc bardzo dobry, wciągający na poły kryminał i thriller. Dobry na tyle, że po lekturze "Walkirii" od razu pojechałem na tanią książkę i nabyłem dwie pierwsze części hamburskiego cyklu z Janem Fablem – „Krwawy orzeł” i „Baśniowy morderca”. W Polsce ukazał się jeszcze „Zmartwychwstały”. A poza tą serią Russell napisał jeszcze jeden cykl o prywatnym detektywie Lennoxie, którego akcja dzieje się w latach 50-tych w Glasgow (trzy części zostały już wydane w Polsce).
Brzmi to może trochę chaotycznie i ktoś może spytać czy aby nie za dużo grzybków w barszcz, ale to naprawdę trzyma się kupy. Wszystko jak najbardziej pasuje i choć mocno się piętrzy, wcześniej czy później ładnie się zazębia i wyjaśnia. Zbrodnie są tu dokonywane w sposób iście perfekcyjny, za to śledztwo prowadzone jest bezładnie. Przytrafia się nawet lekka masakra w miejscu publicznym. Ot, życie. Russell pisze bardzo sprawnie i fajnie się tą książkę czyta, lekko – choć tematy raczej wagi ciężkiej, a klimat całości mroczny i gęsty jak szkocka mgła – z nieustającym zainteresowanie. Krótko mówiąc bardzo dobry, wciągający na poły kryminał i thriller. Dobry na tyle, że po lekturze "Walkirii" od razu pojechałem na tanią książkę i nabyłem dwie pierwsze części hamburskiego cyklu z Janem Fablem – „Krwawy orzeł” i „Baśniowy morderca”. W Polsce ukazał się jeszcze „Zmartwychwstały”. A poza tą serią Russell napisał jeszcze jeden cykl o prywatnym detektywie Lennoxie, którego akcja dzieje się w latach 50-tych w Glasgow (trzy części zostały już wydane w Polsce).
Hans Koppel – „Ona już nie wróci”
Pierwsze zdanie: „Napisała, że lubi spacery po lesie, nastrojowe wieczory w domowym zaciszu i że szuka kogoś z błyskiem w oku.”
Niestety po dwóch pozycjach bardzo dobrych, ta ostatnia to lekkie rozczarowanie. Hans Koppel, a tak naprawdę ukrywający się pod tym pseudonimem Petter Lidbeck, to pisarz ze Szwecji. Żywy dowód na to, że nie każdy autor kryminałów/thrillerów z tego kraju, jest czy też być musi, geniuszem w stylu Larssona czy Mankella. Choć wyjściowy pomysł Lidbeck miał całkiem niezły. Otóż Ylva Zetterberg, żona Mike’a i mama Sanny, zostaje porwana i umieszczona w wytłumionej piwnicy domu, który stoi tuż obok jej własnego. Mało tego, Ylva może obserwować co się dzieje na jej posesji, podglądać córkę i męża dzięki obrazowi z kamery. Sposób na rozkręcenie fabuły dobry, niestety zabrakło pomysłu czym tu jeszcze zaskoczyć. Zarzutów mam jeszcze kilka. Od kiepsko scharakteryzowanych postaci wśród których króluje pipowaty Mike, poprzez naciąganą historię z ginącą w tajemniczych okolicznościach tzw. Bandą Czworga, aż po grzech najcięższy czyli kompletny brak napięcia. Co to za thriller, który zamiast powodować wypieki na twarzy i nieco podwyższone tętno, doprowadza czytelnika do ziewania? Do tego dodałbym jeszcze bardzo przeciętny język i prościutką formę całości. Plusy? Nieźle nakreślona psychiczna gra porywacze kontra ofiara i poprawny psychologiczny portret Ylvy. Może jeszcze te króciutkie rozdziały, bo dzięki nim czyta się to szybciorem. Poza tym bez błysku, mdło, nudno i przewidywalnie. Lidbeck powinien poczytać Lemaitre’a i powyciągać wnioski.
Aktualnie czytam:
