… czyli Premier League od szatni

REKLAMA
Autor nieznany - „Futbol obnażony”
logo
Pierwsze zdanie: „Kiedy go poznałam, był biedakiem”
„Kocham ten sport, ale, tak jak Fabrice, nie mogę się doczekać, aż odzyskam swoje życie” – to ostatnie zdanie tej książki. Wspomniany Fabrice, to angielski piłkarz pochodzenia kongijskiego. Fabrice Muamba z drużyny Boltonu, który podczas meczu o puchar Anglii z Tottenhamem stracił przytomność, doznał zatrzymania krążenia, a jego serce nie biło przez ponad godzinę. Przeżył, ale musiał zrezygnować z futbolu. Dokładnie o tym samym myśli anonimowy autor tej książki. Także piłkarz, głównie kopiący „skórzany pęcherz”, ale dodatkowo jeszcze piszący dla „Guardiana”. Piłkarz, którego ukochany wykonywany zawód wyuczony wpędził w ciężką depresję.
„Futbol obnażony” powinno się czytać w pakiecie z opisaną tu już kiedyś pozycją pt. „Futbol jest okrutny” Michała Okońskiego. Chociaż to dwie zupełnie inne i w odmienny sposób napisane książki (podstawowa różnica jest choćby taka, że nasz anonimowy autor nie ma, aż tak dobrego pióra jak Okoński), to świetnie się uzupełniają i dochodzą do tych samych wniosków. Futbol obnażony jest okrutny. Futbol jest okrutny gdy go obnażymy.
Co prawda mocno przesadzone jest zdanie zamieszczone na okładce że: „po tej książce piłka nożna już nigdy nie będzie taka sama”, ale trzeba przyznać, że facet (kimkolwiek jest) napisał bardzo ciekawą rzecz. Tak naprawdę to, jak już słusznie zauważył któryś z recenzentów, specyficzny rodzaj piłkarskiej autobiografii. Specyficznej, bo nie lecącej sztampowo – urodziłem się, od małego kopałem piłkę, na początku grałem w, a później w itd. tylko podzielonej na dziesięć części, z których każda dotyka jakiegoś tematu nieodłącznie związanego z futbolem. Od trenerów poprzez kibiców po agentów. Od taktyki, poprzez sławę, po pieniądze. A wszystko to z naszym piłkarskim Gallem Anonimem w tle, bądź na pierwszym planie. To zależy od okoliczności.
Jak już wspomniałem wcześniej wielka literatura to, to nie jest, całość napisana jest prostym językiem w nieskomplikowany sposób, ale nie sposób jej odmówić jednego - wciąga. Naprawdę wciąga. Na szczęście tematycznie nie skręca zupełnie w jakieś odkrywanie tanich sensacji, ujawnianie tajemnic, pikantne ploteczki i inne tego typu niskie historyjki (co trochę sugeruje okładka i co nawet i się trafia, ale niezbyt często), a skupia się głównie na wszystkim tym, co jest solą tego sportu.
A więc co tak naprawdę piłkarze sądzą o kibicach, jacy bywają trenerzy, jakie relacje panują w piłkarskiej szatni, jak funkcjonują piłkarscy agenci, jak ważne są niuanse taktyczne, co ze spalonym czy wślizgami we współczesnym futbolu? Co z tym sportem zrobiły gigantyczne pieniądze? I w końcu - co siedzi w głowach myślących, inteligentnych zawodników?
Takich jak autor tej książki, który jest piłkarzem dość nietypowym. Takim, który słucha Joy Division, Petera Gabriela, Pink Floyd i Boba Dylana. Takim, który trzyma się z dala od zdrad, zadym, hazardu i innych popularnych wśród piłkarzy używek. Mądrym wrażliwcem, którego osobiście dotyka wszystko to co w futbolu jest złe, a który nie potrafi robić nic innego (chociaż okazuje się, że potrafi celnie komentować i pisać).
„Futbol obnażony” to lektura obowiązkowa dla każdego fana piłki nożnej (i raczej tylko dla fana). Tego, który zarówno uśmiechnie się pod nosem przy takim kawałku:
„Podczas spotkań Chelsea Terry równie dobrze mógłby mieć własny gwizdek, tak wielki jest jego wpływ na podejmowane decyzje. Temu facetowi upiekłoby się na boisku nawet morderstwo.”
Jak i poważniej zastanowi nad takim fragmentem:
„W futbolu „mniej” z pewnością może oznaczać „więcej”. Uwielbiałem grę w meczach, w których oczekiwania były stosunkowo niewielkie i nikt nie wiedział (albo go to nie obchodziło) kim jestem. Na tamtym etapie mojej kariery miałem pewną dozę wolności, której już nigdy nie odzyskam (…) Teraz za najmniejszy błąd w przyjęciu lub niecelne podanie spotyka mnie potok wyzwisk. To nakłada na piłkarza presję bycia niemożliwie perfekcyjnym, co w moim przypadku doprowadziło do ogromnej frustracji. Chciałbym móc dziś grać z takim poczuciem niewinności, jak kiedyś.”
Albo takim zdaniem:
„Depresja zawsze we mnie tkwiła, ale dała o sobie znać dopiero wtedy, kiedy pojawił się futbol na najwyższym poziomie.”
Dobra rzecz.
PS. A tu Fabrice Muamba, który powraca na stadion, na którym o mało co nie umarł:

Aktualnie czytam:
logo