Ten tydzień zapowiada się fascynująco w amerykańskiej polityce ze względu na oczekiwaną serię wyroków Sądu Najwyższego. Największe emocje budzić będzie decyzja w sprawie małżeństw homoseksualnych, ale wczorajszy wyrok w sprawie akcji afirmatywnej z pewnością wywoła wielką falę komantarzy i krytyki. Szczególnie w Teksasie.

REKLAMA
logo
Sędziowie Sądu Najwyższego USA. Steve Petteway, Roberts Court (2010-) - The Oyez Projec, domena publiczna
Akcję afirmatywną zainicjował prezydent Kennedy w 1961 r. a cztery lata później umocnił prezydent Johnson. Jej najbardziej kontorwersyjny aspekt dotyczy uczelni wyższych. Od pół wieku na amerykańskich uniwersytetach obniżone są kryteria rekrutacji dla mniejszości rasowych i etnicznych jako swoista pokuta za wcześniejszą dyskryminację w majestacie prawa. Inaczej mówiąc, ułatwiono dostęp do edukacji wyższej czarnoskórym i Latynosom.
To oczywiście nie mogło podobać się wszystkim. Szczególny opór akcja budziła w republikańskim Teksasie, który słynie z- powiedzmy- sceptycyzmu do rządowych programów ograniczających wolność. Od ponad 30 lat toczą się również sądowe potyczki i batalie o zlikwidowanie akcji. W 1978 r. Sąd Najwyższy orzekł, że niezgodne z konstytucją jest rezerwowanie stałej liczby miejsc dla studentów z mniejszości, aczkolwiek rasa może być brana pod uwagę przy rekrutacji. W 2003 r. Sąd Najwyższy ponownie ograniczył akcję afirmatywną, stwierdzając, że nie wolno przyznawać punktów za pochodzenie rasowe. Jednakże nigdy jej nie zniósł uznając, że rasa może być czynnikiem branym pod uwagę przy rekrutacji.
W 2008 r. Abigal Fisher, biała dziewczyna z Sugar Land, skierowała do sądu sprawę o dyskryminację twierdząc, że nie została przyjęta na Uniwersytet Teksański w Austin (UT) ze względu rasę.
Sąd Najwyższy, stusunkiem głosów 7:1, zdecydował, że federalny sąd apelacyjny postąpił niewłaściwie odrzucając pozew Abigail i nakazał mu ponownie rozpatrzyć sprawę. Sąd argumentował, że różnorodność może być celem dla uczelni, ale rasa czy pochodzenie etniczne nie powinny mieć pierwszorzędnego znaczenia przy procesie rekrutacyjnym. Zatem Sąd podkreślił raz jeszcze, że uniwersytety mogą tworzyć programy, które zapewnią dostęp do nich studentom z różnych grup, jednak nie za wszelka cenę. Ten wyważony wyrok spotkał się z krytyką wielu konserwatystów, którzy liczyli, że Sąd raz na zawsze skończy z akcją afirmatywną. Teraz piłeczka jest znów po stronie sądu apelacyjnego, który musi zbadać sprawę brdzo dokładnie od początku. Nie wykluczone, że powróci ona do Sądu Najwyższego w 2014 lub '15 roku.
Jedyną sędzią, która głosowała przyciw większości, była liberalna Ruth Ginsburg, która zażarcie broniła samej akcji i UT.