Greenpoint
Greenpoint Miłosz Hodun

Greenpoint z roku na roku staje się coraz mniej polski. Niemniej to wciąż najbardziej biało-czerwona dzielnica Nowego Jorku, gdzie wpada się na pierogi i po pączki.

REKLAMA
Największym skupiskiem Polonii w Stanach Zjednoczonych jest oczywiście Chicago. Drugie miejsce w tej konkurencji przypada Nowemu Jorkowi. Jedna z dzielnic Brooklynu nazywana jest Małą Polską, Little Poland. Mowa o Greenpoincie. (Gwoli ścisłości, Małą Polską nazywana bywa także dzielnica Maspeth, część Queens.) Jeszcze do niedawna polskie pochodzenie deklarowało ponad 40% mieszkańców. Polacy zaczęli się tu osiedlać już latach 80. XIX wieku, jednak pierwsza większa fala nadciągnęła z początkiem zeszłego stulecia. Kolejne w dwudziestoleciu, podczas wojny i wreszcie w czasie PRL-u.
Centrum życia polonijnego jest Dom Polski oraz kościół pw. Stanisława Kostki. Na miejscu można kupić polską prasę, "Nowy Dziennik" oraz "Super Express Polonijny". Nadaje polskie radio. W pubach można oglądać mecze z udziałem biało-czerwonych. Działa polskie biuro podróży i firmy świadczące usługi pocztowe. Nie-Polacy chętnie odwiedzają polskie restauracje. Najpopularniejsza jest chyba Łomżynianka (jak oni to wymawiają?!). Sklepowe półki uginają się od produktów sprowadzanych znad Wisły, w tym takich, które w kraju nie są już najpopularniejsze. Fascynowała mnie ilość landrynkowych oranżad. Inną ciekawostką jest sklep Biedronka, z dziwnie znajomym logiem, który jednak z siecią dyskontów nie ma wiele wspólnego.
Wszyscy obserwatorzy są zgodni, że Greenpoint traci swój polski charakter. Dzieje się to powoli lecz nieodwracalnie. Z jednej strony ubywa Polaków. Przenoszą się do innych części miasta oraz wracają do Europy. W reportażu BBC poświęconym dzielnicy uważa się, że ucieczka Polaków na Stary Kontynent to pokłosie wejścia do Unii Europejskiej. Polacy wolą pracować w Holandii czy Wielkiej Brytanii niż za oceanem. Najtańsze mieszkania po nich zajmują Latynosi, w szczególności Portorykańczycy.
Z drugiej strony od lat 90. obserwuje się napływ młodych ludzi do Greenpointu. Ten trend jest szczególnie widoczny w ostatnich latach, kiedy to pobliski Williamsburg, stolica hipsterów, zaczął pękać w szwach i młodzież w raybanach i z iPhonami wylała się na Greenpoint. Adres stał się modny i czynsze poszybowały tak, że część dotychczasowych mieszkańców musiało znaleźć sobie nowe dowy na tańszych osiedlach. Wielu miejscowych, zarówno Polaków jak i pozostałych mieszkańców Nowego Jorku, zaczęło lamentować, że miejsce traci swój urok. To rzeczywiście przykre, kiedy znika twoja ulubiona rodzinna piekarnia a w jej miejsce wyrasta sieciówka... Jednak w tak dynamicznym mieście trudno o sentymenty.
Moim zdaniem Greenpoint to jedna z najciekawszych dzielnic właśnie ze względu na ten miks starej polskiej emigracji, która wciąż wyróżnia dzielnicę spośród pozostałych w Nowym Jorku, oraz nowych mieszkańców, którzy dodają sąsiedztwu kolorytu i energii.
Poniżej kilka zdjęć z Manhattan Ave. Udowadniają, że Greenpoint to wciąż Mała Polska.
logo
Królewskie Jadło. Greenpoint Miłosz Hodun
logo
Fryzjer. Greenpoint. Miłosz Hodun
logo
Usługi pocztowe. Greenpoint. Miłosz Hodun
logo
Zapiekanki. Greenpoint. Miłosz Hodun
logo
Sympatyczny pan :) Greenpoint. Miłosz Hodun
logo
"Biedronka". Greenpoint. Miłosz Hodun
logo
Greenpoint. Miłosz Hodun
logo
Księgarnia. Greenpoint. Miłosz Hodun