Jako polski poeta mieszkający na obczyźnie, który swoich wielbicieli zdobywał jednak głównie w wąskich i elitarnych francuskich kręgach czytelniczych, zadał sobie samobójczą śmierć. Powiesił się w nocy z 24 na 25 stycznia 2012 roku, jak to niekiedy bywa, w momencie, gdy mogło się wydawać, że jego życie uzyska nowy impuls. W Paryżu przebywał od 1987 roku.

REKLAMA
Troszeczkę, ale tylko troszeczkę przesadzając, można by rzec, że był najbardziej znanym polskim poetą nad Sekwaną, podczas gdy w Polsce pozostawał postacią zdecydowanie mniej obecną, właściwie nieznaną poza czytelnikami niskonakładowego kwartalnika literackiego o emigracyjnym rodowodzie.
Inaczej bowiem niż w krajach anglosaskich, we Włoszech albo Szwecji, poezja polska nie święci we Francji triumfów. Być może dlatego, że francuska wyobraźnia przebywa w innych sferach, czego jednak nie należy jej poczytywać jednoznacznie jako przewagi. Francuska literatura często sprawia dziś wrażenie, jak gdyby wolała nieubłaganie chylić się w stronę skupionej na sobie jednostkowości, przez co traci kontakt z szerszym kontekstem kulturowym. Wyjątki (poza tym, że Francuzi dużo i na bieżąco tłumaczą dzieła z literatury światowej) są nieliczne i zresztą niejednoznaczne: Houellebecq, Haenel, być może również Sollers… Wkrótce zresztą nawet w Polsce potrzeba będzie nie lada talentu, aby wznowić kontakt – i to już tylko na własny rachunek – ze zjawiskiem poetyckiego cudu, tego niepowtarzalnego złączenia słowa i świata, jaki wydarzył się na polu polskiego języka i środkowoeuropejskiej cywilizacji w drugiej połowie XX wieku. Francja dzisiaj to także kontrmodel, którego atrakcyjność zwykło się przeceniać czy też źle oceniać, kiedy Paryżowi przyglądamy się zza szpalt warszawskiej prasy czy też w rozdziałach dzisiejszej literatury show-biznesowej lub bulwarowej, gdzie "letniej sukience w groszki, powiewnemu szalowi oraz płaskim pantoflom", przydającym bohaterce – jakże inaczej ? – "francuskiego wyglądu", powierza się rolę symbolizowania tego, co dla Polek było niby nieosiągalne; ach prawda, ustęp ten odnosi się do lat osiemdziesiątych, kiedy wszystko przedstawiało się inaczej, ale w tym właśnie rzecz, bo w tym zakresie Polska dogoniła Zachód, i co? I nic. No właśnie poza tym, że powróciła jakaś normalność.
Mniejsza jednak o to. Maciej Niemiec, bo o nim mowa, nie daje się identyfikować wyłącznie – ani przede wszystkim – jako polski poeta. Był to umysł niepokorny, skłaniający się ku niezależności, którą jemu samemu zdarzało się określać za pomocą etykietki nihilizmu (za tydzień zob. wywiad), lecz która, w dużo większej mierze, była wypadkową jego od zawsze skomplikowanej drogi rozwojowej (także zob. wywiad). Maciej Niemiec, pomimo francuskich przyjaciół, był człowiekiem samotnym z wyboru, i to pewnie jako taki zdecydował się położyć kres swojej ziemskiej wędrówce. Ale z innej być może strony urasta on dziś do symbolu przerwanych mostów między Francją a Polską. Jego urwana w połowie ścieżka życiowa to taki wykrzyknik oznaczający, że widocznie coś dzieje się nie tak w dzisiejszej Europie, gdzie informacja jak nigdy przemieszcza się z szybkością błyskawicy, podczas gdy pogłębiają się przepaści między ludźmi i kulturami. Ktoś zakłóca ten nasz, coraz mniej wzajemny, coraz mniej wspólny, przekaz. Lecz to nie gryfy, ni zawijasy zaklęte, wierzcie mi!, pożerają nas. Zatrzymaj się więc na chwilę Internauto i podumaj nad losem Macieja Niemca! Może dla siebie samego zdołasz wyciągnąć stąd jakiś wniosek.

Piotr Biłos
P.S. Za tydzień opublikujemy ostatni wywiad Piotra Biłosa z Maciejem Niemcem