
Chyba, przez kompletny przypadek, trafiłem na fajny i sensowny projekt społeczny, z wieloma partnerami lokalnymi, przemyślaną strategią i odpowiedzialnie wykorzystanymi środkami. Tyle serce. Rozum zaczął zadawać pytania i mnożyć wątpliwości.
REKLAMA
"My obywatele" czyli kto właściwie?
Pytanie tyczy się nie tyle ogólnej definicji obywatela. Chodzi raczej o obywatela w projekcie "My obywatele. Czas demokracji". Realizowany ze środków szwajcarskich ma na celu... no nie wiem, rewolucję chyba...
Biorąc rzecz serio to projekt ma na celu "promowanie partycypacyjnego modelu demokracji poprzez mobilizowanie obywateli do oddolnego stowarzyszenia się i działania na rzecz lokalnych społeczności." Chodzi więc zapewne o sieciowanie. Tyle od organizatorów. Brzmi dumnie.
Teraz historia tego jak się o tym działaniu dowiedziałem.
Materiały promocyjne projektu znalazłem na stoisku na dużym festiwalu artystycznym kilka tygodni temu. Stoisko niestety było puste więc nie dowiedziałem się o projekcie nic ponad to co znalazłem w ulotce oraz na stronie. Moją uwagę przyciągnęła ładna oprawa graficzna materiałów, chwytliwe hasła (" Dowiedz się, jak odzyskać demokrację", "...zamiast czekać na nadejście „lepszego jutra”, trzeba aktywnie tworzyć tu i teraz" itp.).
Pierwsza lektura zawartości strony pokazała mi inicjatywę przemyślaną i wielowątkową. W jednym projekcie, trzy połączone działania, darmowa baza wiedzy, sieć, działania i performanse. Organizatorzy z Łodzi, Poznania, Konina czy Lubartowa. Mocne i przyjazne organizacje lokalne - żadne tam zdehumanizowane i sprofesjonalizowane molochy z Warszawy.
Chyba, przez kompletny przypadek, trafiłem na fajny i sensowny projekt społeczny, z wieloma partnerami lokalnymi, przemyślaną strategią i odpowiedzialnie wykorzystanymi środkami. Tyle serce. Rozum zaczął zadawać pytania i mnożyć wątpliwości.
Po pierwsze - dużo haseł a mało konkretu
Strona aż tonie od haseł i sloganów. Taka wydmuszka, kolorowa i ładna ale pusta w środku. Mało przykładów działania, wdrożenia, narzędzi bo...
Po drugie - strona nie żyje
Przy takich hasłach i ambicjach spodziewałem się przynajmniej dziesięciu newsów na stronie, działania, energii itd. A tu kiszka. Pusto, wiatr wieje, ostatnia aktualizacja kilka miesięcy temu. Chyba, że spojrzymy na Facebooka projektu. Tam dzieje się aż miło patrzeć (a czemu od razu tego nie wrzucić na stronę? Nie wiadomo). Do czasu...
Po trzecie - sami swoi
Projekt ma być o sieciowaniu a wrażenie raczej takie, że chodzi o lansowanie swoich organizacji. Taki obraz tworzą z prezentowane aktualności na stronie i FB. Wszystko dotyczy działań organizacji zakładających sieć i (SIC!) jej jedynych członków. Oj przepraszam, nie jedynych...
Po czwarte - dobry partner nie jest zły
Bo są tam jeszcze dwie organizacje zza granicy. Nie od dziś wiadomo, że w projektach szwajcarskich dobrze jest mieć zagranicznego partnera (właściwie trzeba by w ogóle dostać pieniądze). Są więc i tutaj partnerzy. Co robią, po co są, co do projektu wnoszą - tego po lekturze strony i FB nie wiem. O przepraszam wiem, występują na konferencji projektowej...
Po piąte - wskaźnikowe konferencje
Każdy szanujący się projekt ma swoją konferencję (otwierającą, w środku lub zamykającą) tak jest i tutaj. Na etapie składania wniosku konferencja służy podniesieniu prestiżu projektu oraz podwyższeniu wskaźników (liczby beneficjentów ostatecznych itd.). Gatunek ten przechodzi hiperinflację, z trudem zapełniane są "krzesełka" i w sensie merytorycznym niewiele z nich wynika..
Po szóste - a miało być tak odkrywczo
I nie jest. Ładny projekt, na pewno świetne rozpisany ale nic z niego nie wynika. I nie może. Bo to nie problem złych organizacji, które chcą wyssać do ostatka publiczne pieniądze. Ich trochę też. Przede wszystkim jednak winni są Ci, którzy wymyślają konkursy grantowe. Takie, które do żadnej istotnej zmiany nie prowadzą...
Po siódme zamykające - kim są Ci obywatele?
Są według mnie środowiskiem znajomych z kilku organizacji skupionych dookoła lewicującej idei zmiany. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że na działania tej grupy poszły spore pieniądze, które mogłyby z pewnością zostać lepiej wydatkowane. Ulokowane w tym projekcie służą głównie do promocji kilku organizacji, wsparcia ich działalności (pensja 2-3 pracowników) może nawet wydaniu kilku periodyków.
Szkoda bo hasła przebijające z materiałów projektowych naprawdę mają dla mnie sens...
By zamknąć dodam tylko, że to nie problem tego jednego projektu. Problem jest systemowy. Co z nim począć?
