Potraktujmy świat organizacji pozarządowych jak teatr. Projekty przez nie realizowane to przedstawienia - dramaty, komedie, performance czy akcje z zakresu pedagogiki teatru. Organizacja to reżyser, kostiumolog, scenarzysta, aktor. Grantodawcy to mecenasi, dzięki którym możliwe jest wystawienie sztuki. No i w końcu, last but not least, Wy (czy my), widzowie.
REKLAMA
W tej układance już od jakiegoś czasu brakuje jednego elementu. Elementu, który od zawsze jest krytykowany bo sam krytykuje. Krytyk teatralny czyli enfant terribile teatru, nielubiany i ukochany zarazem. To dzięki jego/jej/ich recenzjom wiemy, gdzie iść warto a gdzie nie, nawet jeżeli tylko im na złość.
W trzecim sektorze krytyków zdecydowanie brakuje. Głośna debata na łamach „Gazety Wyborczej” z Agnieszką Graff w roli unabombera inicjującego temat to trochę za mało. Codziennie w Polsce realizowanych jest kilka tysięcy projektów (subiektywne obliczenia własne autora) a działa mniej lub bardziej aktywnie ponad 100 tysięcy organizacji. Jak tu się w tym połapać? Z której oferty skorzystać? Czy organizacja z ładniejszym logo lub lepszymi chodami u starosty robi ciekawsze i bardziej rozwijające akcje?
Trudno powiedzieć. To, co znajdzie się w tym blogu nie będzie raczej odpowiedzią a subiektywnym przeglądem tego, co w ręce i oko wpadnie. Trudno krytykować sztukę, na której się nie było (chociaż niektórym to się udaje i dostają nawet na to wierszówkę). Postaram się więc przybliżyć sylwetki tych reżyserów i tych sztuk, z którymi się zetknąłem lub o których mówi się w tak zwanym środowisku.
Po co trud? Po to, żeby podyskutować na tematy, które męczą nie tylko osobę autora. Dylematy współczesnego artysty-społecznika. Gdzie stawiać granicę między sztuką wysoką a niską i masową? Poszukajmy.
