Bo z niektórymi zawodami to jest problem. Jakże prosto i nieskomplikowanie być listonoszem. Nie mam nic do listonoszy/listonoszów (obie formy poprawne, a nie wiem która bardziej mi się podoba), naprawdę. Chodzi o to, jakie to nieskomplikowane i bezproblemowe: zawód – listonosz; proste.
REKLAMA
Mój problem objawił się, kiedy musiałam zeznawać w sądzie w sprawie koleżanki, która wyrzucała z mieszkania kolegę, mimo że ów kolega to mieszkanie w zasadzie jej kupił i przy okazji jeszcze nowe jej cycki, nos, dwa samochody i parę wdzianek od Prady. Mniejsza jednak o to, bo nie o cycki, a o fakt bycia świadkiem w sądzie chodzi.
Staję przy barierce, a że nie jestem wielbicielką programu „Sędzia Anna Maria”, więc już się denerwuję. A tu Sąd mi ni z tego ni z owego, z woleja jakby (mistrzostwa piłkarskie więc i stylistyka się sama narzuciła) pytanie o ZAWÓD. Zagryzam wargi i mówię cicho, bo wiem, że to nie przejdzie, że skończyłam ochronę środowiska. Tak jak przeczuwałam, to nie wystarczy Sądowi, no bo czymże w związku z tym – ochroniarką jestem? A może ochronką…
Ale jaki jest pani ZAWÓD. Wykonywany.
I cóż ja mam Sądowi Wysokiemu; chociaż nie wiem czy wysoki, bo siedzi przecież a ja stoję. Co powiedzieć. Ochrona Środowiska zawodu nie dała, magister inżynier to nie zawód. Dziennikarstwo niby skończyłam, ale się nie poczuwam.
Ale! Wszak parę dni wcześniej odebrałam dyplom Studium Literacko – Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim, wydałam przecież jakieś tomiki poezji, napisałam książkę (jeszcze nie wydałam, ale wydam; kiedyś), piszę felietony do magazynu. Nooo, do TEGO zajęcia poczuwam się wszystkimi zmysłami i dziesięcioma palcami nawet, chociaż nie wszystkich używam (nigdy się nie nauczę!) tak więc głośno i wyraźnie z podniesioną głową mówię:
- Zawód wykonywany: PISARZ.
Na sali konsternacja. Sąd we mnie jak w UFO patrzy. Prokurator parsknął. Nie wiem dlaczego parsknął. Dlaczego parsknął! Bo do Grocholi nie jestem podobna?
Coś głupio powiedziałam może; pisarzem był Dostojewski, Mann był pisarzem i Pilch też jest, ale ja to nawet do cienia pięty żadnemu nie dorastam. To nie powinnam pewnie. Ale jak się określić więc – tu jest problem. No bo czym jestem w takim razie? Kim?
Wspaniała Poetka Noblistka w odczycie noblowskim mówiła o „problemie” nazywania siebie poetą. Że to jakoś tak – niezręcznie. Może trzeba by Pani Wisławo, która nas z góry oglądasz, rozszerzyć to i na pisarza.
A może w dobie parytetów powinnam powiedzieć: PISARKA, skoro już jest MINISTRA. Ale pisarka jakoś mi się z pisanką skojarzyło, chociaż tam w sądzie nic mi się za bardzo nie kojarzyło z nerwów i nawet nie mogłam skojarzyć potem czy on najpierw jej zafundował te cycki, czy nos, czy mieszkanie.
Wracając do pisarza; czy trzeba być Pilchem, Głowackim, albo Kalicińską, aby się tak nazwać? A jak się milionów egzemplarzy (i nie ważne nawet czy wartościowych literacko czy nie wartościowych, bo to nie do końca się liczy, ale jak się w miliony idzie to już można nazwać się pisarzem) nie sprzedaje, albo się jeszcze nic nie wydało, ale się pisze i się pisanie studiuje i zgłębia i się do pisania poczuwa, to jakże się określić? Kiedy można a kiedy nie można?
Znajomy doradził mi – pisarz nota bene: „Trzeba było LITERAT powiedzieć. Byle nie literatka”. Niech będzie więc, ale skoro jest już POLITYCZKA, to chociaż wódki nie lubię, będzie literatka!
Daję spokój pisarzom i myślę, że to może być szerszy problem, że to w ogóle chodzi o tak zwane WOLNE ZAWODY. Malarz też ma kłopot. On może mieć jeszcze gorzej, bo Sąd może drążyć i zapytać czy jest malarzem pokojowym, czy innym i jak innym no to jakim. Aktor jakoś przechodzi chyba. A tancerz? Chociaż Polska roztańczona, to tancerz brzmi dumnie.
Może to jest problem, gdy skończy się studia, które dają WYKSZTAŁCENIE a nie ZAWÓD; lub się w ogóle studiów nie skończy, a przecież jest kimś się. Z zawodu kimś się jest. Nawet jeśli to wolny zawód. Jak literat. I literatka.
Czy to jest może tak, że łatwo siebie samego zawodowo określać, kiedy jest się uznanym, znanym, poważanym etc. A tak to jakoś… wstyd? Ale dlaczego wstyd, kiedy się dumnym powinno być z tego co się robi. Zawsze. Wszak kiedyś ci znani też byli nie znani, prawda?
Tak więc jako literatka, pójdę i strzelę sobie literatkę. Dumnie.
