Napisałam kiedyś felieton na temat oczekiwań w stosunku do rzeczywistości i o odwadze w podejmowaniu decyzji. Napisałam, że trzeba oczekiwać; że przede wszystkim WOLNO oczekiwać i nie godzić się na życie, w którym nie jesteśmy szczęśliwi. Że trzeba walczyć o świat, o jakim się marzy i mieć odwagę do zmian. Bez względu na to ile ma się lat. Bo nie ma ZAWSZE i NIGDY; jak napisał Borges „zawsze jest słowem niedozwolonym dla ludzi”.

REKLAMA
I posypały się gromy. Że przede wszystkim to trzeba umieć „tkwić” w rzeczywistości, jaką „nam dano” i że trzeba się do niej dopasowywać, naginać. Że nie łatwo zmieniać. Że uwikłanie. Że to i tamto.
Oczywiście, że nie łatwo, nikt nie powiedział, że łatwo. Ale KTO NAM DAŁ tę rzeczywistość? Przecież wszystko zależy od nas samych. Nasz świat zależy od nas. Tylko od nas. Czemu „tkwić” i się unieszczęśliwiać? Naginać się? W imię czego się naginać!
Przecież „aby żyć uczciwie trzeba się szarpać, błądzić, walczyć, mylić się, zaczynać, porzucać, znów zaczynać i znów porzucać, i wiecznie walczyć i tracić”; napisał Tołstoj. Walczyć! Czyli szukać. Zaczynać, porzucać i znów zaczynać i znów porzucać. A więc nie godzić się z unieszczęśliwiającą nas rzeczywistością i zmieniać!
Problem w tym, że jesteśmy tchórzami i cholernie boimy się zmian. Boimy się nawet samego podjęcia decyzji, możliwych konsekwencji, i tego, że kogoś urazimy.
Z drugiej strony, nie robiąc nic i tkwiąc w niesatysfakcjonującym życiu, wyrządzamy największą krzywdę samym sobie.
Napisał do mnie pan, że ma kobietę, o którą walczy od lat, a ona „tkwi” sobie właśnie. Tkwi w świecie, w którym nie jest wcale szczęśliwa i tak naprawdę to nie chce tam tkwić, ale sobie tkwi. I co on ma zrobić. Bo ona chce, ale się boi. I wymówek szuka. Ze strachu. No właśnie. Bo to wszystko to właśnie kwestia odwagi. By skończyć i zacząć, albo tylko skończyć; odwagi by ZMIENIĆ.
Mogłabym ku przestrodze opisać historię jak sama byłam tchórzem i jak źle to się skończyło. Może to by panią zmotywowało, chociaż cudze doświadczenie na nic się zdaje; nie rusz Andziu tego kwiatka, róża kole, rzekła matka… No właśnie, właśnie.
Niestety - własne doświadczenie również na nic się zdaje. Bo każdą nową sytuację widzimy w zupełnie nowym świetle.
I tej odwagi chyba nie można się nauczyć. Nawet jeśli po jakiejś sytuacji, w której stchórzyliśmy, obiecujemy sobie solennie, że nigdy więcej, że teraz już będziemy odważni, bo szkoda życia, szkoda zdrowia, szkoda nerwów, szkoda świat tracić po prostu; jak byliśmy tchórzem, tak znów będziemy tchórzem.
A przecież tak nie wolno! Nie to, że nie warto; NIE WOLNO.
I nie wolno szukać usprawiedliwień. Oczywiście; wybory, decyzje - to nie są sprawy jednoznaczne i proste; nie jest tak, że coś jest albo wyłącznie białe albo wyłącznie czarne.
Ale nie wolno trwać w strachu przed decyzjami. Trzeba walczyć; najbardziej z samym sobą - żeby znaleźć tę odrobinę odwagi i decyzję podjąć, zmienić świat, w którym się dusimy.
Bo jesteśmy jedni my. Jesteśmy tu tylko przez chwilę, na chwilę. Jedna ja, jeden ty, nie będzie innych nas i innego łaskawszego czasu. Jesteśmy tylko teraz i tu. Raz. Nie będzie innych galaktyk, innych konstelacji, nie przeżyjemy tego czasu drugi raz. Następny rok nie stanie się dwa razy. A czas zapieprza.
I co, jeśli szczęście mija nas niczym ekspresowy pociąg. A my wyłącznie przez własne tchórzostwo nie dajemy mu szansy. I marnujemy sekundy, godziny, lata, tkwiąc w czymś, w co ani nie wierzymy, ani tego nie chcemy. Nie ma na to żadnych usprawiedliwień. Time passes when you’re not looking…
A jeśli przegapi się właściwy moment, potem jest już zwykle za późno.
Więc odwagi!
ODWAGI do zmian.