Rozmawiajmy ze sobą; nauczmy się rozmawiać. Przyszedł mi taki temat na myśl, bo właśnie. No bo właśnie. Bo najgorsze są niedopowiedziane sprawy, niewyjaśnione, niewytłumaczone, przemilczane. Sprawy zamiecione pod dywan. Że lepiej nie dotykać problemu; nie tykać gówna, bo śmierdzi? Że coś, o czym się nie mówi, nie istnieje, bo jedynie słowo nadaje rzeczom istnienie realne?
REKLAMA
Ale jakże nie istnieje, skoro istnieje! W nas istnieje. Problemy się gromadzą; troski, żale, pretensje się kumulują i zatruwają. Sączy się w nas wolniutko ale niestrudzenie lepka i szarobura trująca gorycz. I niby z zewnątrz wszystko w porządku, tu się uśmiechamy, tu się pogłaskamy, tam powiemy sobie coś miłego i tak niby słodko, ale od środka coś szarpie, nadgryza.
Rozmawiać! To przez brak rozmowy rozpadają się rodziny, małżeństwa, przyjaźnie. Przecież wszystko można powiedzieć. Każdą najgorszą nawet prawdę. Nie po to, aby się rozgrzeszyć, choć przecież to właśnie samo wyznanie grzechów, a nie ksiądz, daje nam rzeczywiste rozgrzeszenie, ale po to, żeby pracować nad związkiem (międzyludzkim – dziecko-rodzic, mąż-żona, przyjaciółka-przyjaciółka, etc.), po to by naprawiać, budować.
Nie wolno milczeć. Jaka prawda zawarta jest w milczeniu? Co załatwi się przemilczeniem?
Rozmawiać! To przez brak rozmowy rozpadają się rodziny, małżeństwa, przyjaźnie. Przecież wszystko można powiedzieć. Każdą najgorszą nawet prawdę. Nie po to, aby się rozgrzeszyć, choć przecież to właśnie samo wyznanie grzechów, a nie ksiądz, daje nam rzeczywiste rozgrzeszenie, ale po to, żeby pracować nad związkiem (międzyludzkim – dziecko-rodzic, mąż-żona, przyjaciółka-przyjaciółka, etc.), po to by naprawiać, budować.
Nie wolno milczeć. Jaka prawda zawarta jest w milczeniu? Co załatwi się przemilczeniem?
Jak nie potrafi się mówić, to można napisać; to też rodzaj rozmowy.
Ja piszę listy (bynajmniej nie dlatego, że jestem literatką). Piszę, bo się boję, że nie powiem wszystkiego co chcę, że się zdenerwuję, że się popłaczę nie daj boże! Bo ciężko patrzeć w oczy, kiedy jest coś trudnego, bolącego, przykrego, mocnego; ale prawdziwego przecież. Bo łatwiej jest napisać, papier przyjmie wszystko, a pusta strona dokumentu w laptopie jest taka cierpliwa.
Ja piszę listy (bynajmniej nie dlatego, że jestem literatką). Piszę, bo się boję, że nie powiem wszystkiego co chcę, że się zdenerwuję, że się popłaczę nie daj boże! Bo ciężko patrzeć w oczy, kiedy jest coś trudnego, bolącego, przykrego, mocnego; ale prawdziwego przecież. Bo łatwiej jest napisać, papier przyjmie wszystko, a pusta strona dokumentu w laptopie jest taka cierpliwa.
W napisanym nie ma emocji. To znaczy są podczas pisania, ale zawsze można skreślić, wymazać, przeanalizować, piętnaście razy przeczytać ZANIM. Można złagodzić gdy wyda się ZA BARDZO; wszystko można zrobić.
Można się skupić, pomyśleć, przemyśleć, zastanowić; nawet do literatury sięgnąć. Zacytować kogoś mądrzejszego, co nie zawsze przychodzi w rozmowie (często mam tak, że po chwili, albo nawet gorzej – na przykład wieczorem gdy leżę już w łóżku – przychodzi mi na myśl fenomenalna wprost odpowiedź czy riposta i myślę sobie „a mogłam powiedzieć jeszcze to”, albo „mogłam inaczej”; celne riposty, cytaty i błyskotliwe odpowiedzi najczęściej przychodzą PO FAKCIE… no trudno).
Pisząc nie widzimy wzroku tego, do którego piszemy. Nie widzimy jak na twarzy malują mu się emocje i czy się malują. Nie widzimy czy się marszczy z gniewu i ze zdenerwowania, uśmiecha, płacze czy wścieka. Jesteśmy przez to jakby bezpieczniejsi, a w skrajnych przypadkach być może zaoszczędzamy sobie zarwania w zęby…
Można się skupić, pomyśleć, przemyśleć, zastanowić; nawet do literatury sięgnąć. Zacytować kogoś mądrzejszego, co nie zawsze przychodzi w rozmowie (często mam tak, że po chwili, albo nawet gorzej – na przykład wieczorem gdy leżę już w łóżku – przychodzi mi na myśl fenomenalna wprost odpowiedź czy riposta i myślę sobie „a mogłam powiedzieć jeszcze to”, albo „mogłam inaczej”; celne riposty, cytaty i błyskotliwe odpowiedzi najczęściej przychodzą PO FAKCIE… no trudno).
Pisząc nie widzimy wzroku tego, do którego piszemy. Nie widzimy jak na twarzy malują mu się emocje i czy się malują. Nie widzimy czy się marszczy z gniewu i ze zdenerwowania, uśmiecha, płacze czy wścieka. Jesteśmy przez to jakby bezpieczniejsi, a w skrajnych przypadkach być może zaoszczędzamy sobie zarwania w zęby…
No w każdym razie; listem czy bezpośrednio – trzeba mówić. Trzeba mówić o swoich wątpliwościach, problemach, niepokojach, rozterkach i urazach. I wymagać odpowiedzi, bo tylko dialog, tylko dialog. Monologi zostawmy Hamletowi.
Taka dygresja przedsenna.
A za oknem pełnia.
A za oknem pełnia.
