Marzę o tym aby zrobić sobie kolejny tatuaż. Zupełnie malutki. Pech jednakowoż – ON o tym nie marzy. Podobnie jak nie chce żebym zapuszczała włosy. Ja chcę. To znaczy chciałam. Już nie chcę. I nie wiem czy nie chcę dlatego, że nie chcę, czy nie chcę bo on nie chce.
REKLAMA
Pewna pani z telewizji podobno powiększyła sobie piersi tylko dlatego, że jej mąż bardzo tego pragnął (sama tak mówiła). Teraz chyba się rozwodzą (prawdopodobnie nie z powodu piersi) niestety. I co, jeśli kolejny partner będzie uwielbiającym małe piersi partnerem? Pani z telewizji zmniejszy sobie piersi?
Ryszarda zawsze bardzo pragnęła mieć dzieci. Nawet mnie – antydzieciową – przekonywała, że tak trzeba i to piękne i na przyszłość i nowe życie i mnóstwo różnych poważnych ZA – nie istotne w tej chwili. Ważne, że pragnęła i wiedziała, że może nie koniecznie teraz, ale zaraz i chce i musi i w ogóle. Wyszła za mąż za Karolka, który dzieci ma swoje dorosłe i nie potrzebuje więcej – jak powiedział mi kiedyś – sam do końca sobą nie jest w stanie się zająć, to co dopiero jakimś tam małym bobasem. Ryszarda już nie chce mieć dzieci. Nie wiem do końca czy nie chce, bo nie chce, czy nie chce bo Karolek nie chce i ona uległa. Mam jednak podejrzenia...
W drugą stronę to też działa – moja jedna przyjaciółka nie chciała mieć dzieci tak samo mocno jak ja. Ale mąż wyklęczał, wybłagał, wyprosił. Teraz się rozwodzą i ona mówi, że męża nie cierpi, ale zawsze będzie mu dziękowała, że dał jej ten cud w postaci córeczki. Tu sukces, ale to może wyjątek potwierdzający regułę.
Jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić z naszych przekonań, z nas samych – dla drugiej osoby. I w zasadzie w imię czego to robimy. W imię miłości? W imię miłości - to zalatuje dziewiętnastowiecznym melodramatem!
A co; jeśli w przyszłości z jakichś przyczyn, zabraknie osoby, dla której siebie, czy też swoje przekonania poświęcamy.
Obudzimy się z ręką w nocniku, bo: będziemy bez dziecka a już wiek nie ten, będziemy łysi, będziemy wytatuowani, będziemy mieszkać tu a nie tam, będziemy mieć wielkie piersi, inne nosy, inne podbródki, nie zrobiliśmy czegoś o czym marzyliśmy (bo druga stron zabroniła), a teraz jest już na to za późno, etc.
Obudzimy się z ręką w nocniku, bo: będziemy bez dziecka a już wiek nie ten, będziemy łysi, będziemy wytatuowani, będziemy mieszkać tu a nie tam, będziemy mieć wielkie piersi, inne nosy, inne podbródki, nie zrobiliśmy czegoś o czym marzyliśmy (bo druga stron zabroniła), a teraz jest już na to za późno, etc.
Trochę mi to przypomina film Uciekająca panna młoda, w którym Julia Roberts nie wiedziała, w jaki sposób zrobione jajka lubi najbardziej. Bo gdy była z Johnem to kochała jajecznicę, gdy była z Fredem to nienawidziła jajecznicy a ubóstwiała na twardo, gdy była z Jerrym to nienawidziła na twardo a kochała sadzone i tak dalej i tak dalej. W końcu puknęła się w głowę i okazało się, że nie cierpi ani jajecznicy, ani na twardo, ani sadzonych, tylko ONA SAMA uwielbia jajka na miękko.
No właśnie. Ja też kiedyś kochałam motory. A guzik! Nienawidzę motorów! Mój facet kochał motory więc ja też kochałam motory i w wielkiej euforii jeździłam na motorze. Mało tego – MIAŁAM motor!
Teraz za to notorycznie ścinam włosy, chociaż... Dlaczego, dlaczego, dlaczego.
No właśnie. Ja też kiedyś kochałam motory. A guzik! Nienawidzę motorów! Mój facet kochał motory więc ja też kochałam motory i w wielkiej euforii jeździłam na motorze. Mało tego – MIAŁAM motor!
Teraz za to notorycznie ścinam włosy, chociaż... Dlaczego, dlaczego, dlaczego.
Bo życie z drugim człowiekiem to sztuka kompromisów i pójścia na ustępstwa i tak dalej i tak dalej.
Dobrze, w przypadku włosów to akurat bzdura, ale to przykładowa bzdura, którą – jak pokazuje chociażby grono moich najbliższych znajomych – mogę zamienić na NIE-BZDURĘ typu dom, mieszkanie, miejsce życia, dziecko, brak dziecka, usunięcie ciąży, praca ta, praca inna.
Kiedyś mój facet powiedział „wybieraj; albo ja albo ona” – chodziło o pracę, której chciałam się podjąć. Zakładając, że nie była to ekstremalna praca kobiety wystawianej co rano na szosę katowicką – czy to nie jest trochę ograniczanie wolności drugiego człowieka? Podświadome czy świadome zabieranie mu prawa do życia w taki sposób, w jaki chce on żyć? Jak daleko możemy się posunąć w tych ograniczeniach. Jak daleko możemy ograniczać.
Czy jak powiem narzeczonemu – nie będziesz skakał ze spadochronem BO JA TAK CHCĘ, to jest to w porządku?
A czy jak Karolek powie żonie – nie będziemy mieli dzieci bo ja tak chcę, to jest w porządku? A co jeśli żona mu ulegnie, a Karolek za kilka lat ją rzuci (hipotetycznie, hipotetycznie!)? Trochę będzie wówczas na własne dziecko za późno niezależnie od postępów medycyny. I co wtedy. CO WTEDY.
Dobrze, w przypadku włosów to akurat bzdura, ale to przykładowa bzdura, którą – jak pokazuje chociażby grono moich najbliższych znajomych – mogę zamienić na NIE-BZDURĘ typu dom, mieszkanie, miejsce życia, dziecko, brak dziecka, usunięcie ciąży, praca ta, praca inna.
Kiedyś mój facet powiedział „wybieraj; albo ja albo ona” – chodziło o pracę, której chciałam się podjąć. Zakładając, że nie była to ekstremalna praca kobiety wystawianej co rano na szosę katowicką – czy to nie jest trochę ograniczanie wolności drugiego człowieka? Podświadome czy świadome zabieranie mu prawa do życia w taki sposób, w jaki chce on żyć? Jak daleko możemy się posunąć w tych ograniczeniach. Jak daleko możemy ograniczać.
Czy jak powiem narzeczonemu – nie będziesz skakał ze spadochronem BO JA TAK CHCĘ, to jest to w porządku?
A czy jak Karolek powie żonie – nie będziemy mieli dzieci bo ja tak chcę, to jest w porządku? A co jeśli żona mu ulegnie, a Karolek za kilka lat ją rzuci (hipotetycznie, hipotetycznie!)? Trochę będzie wówczas na własne dziecko za późno niezależnie od postępów medycyny. I co wtedy. CO WTEDY.
A czy jak nie zrobię sobie tatuażu na łopatce chociaż szalenie tego pragnę, bo on tak chce, to to jest w porządku? Jego córka, która sama zaraz zrobi dwa, przekonuje mnie, żebym nie była głupia bo to jest moje ciało i to ja mam być szczęśliwa. No dobrze, ale z drugiej strony - to moje ciało żyje z nim, więc?
Pani z telewizji być może cierpiała skrycie, ponieważ bardzo lubiła swoje niewielkie piersi, a teraz przez męża ma wielkie i nie mieści się w swoje ulubione koszule z przeszłości. Ale piersi pani z telewizji żyją (żyły) z mężem pani z telewizji więc…
Jak daleko?
Pani z telewizji być może cierpiała skrycie, ponieważ bardzo lubiła swoje niewielkie piersi, a teraz przez męża ma wielkie i nie mieści się w swoje ulubione koszule z przeszłości. Ale piersi pani z telewizji żyją (żyły) z mężem pani z telewizji więc…
Jak daleko?
Inspirowanie drugiej osoby jest fantastyczne – to, że biegnę do księgarni po nowe książki, albumy, płyty – aby mu spróbować dorównać, czy poznać to, czego on słucha, co on czyta – jest wspaniałe, rozwijające. Ale czy jeśli nagle kocham Bacha mimo, że całe życie nienawidziłam Bacha, tylko i wyłącznie dlatego, że on kocha Bacha – to jestem jeszcze JA, czy to jest już to „przegięcie”. Bo gdy on ze mną zrywa, ja znów nienawidzę Bacha, bo przecież nienawidzę Bacha.
Jeśli on dla mnie zaczyna uczyć się polskiego bo chce mnie zrozumieć i mówić mi, że kocha, w moim ojczystym języku, to to jest wspaniałe, jak z nim zerwę to przynajmniej będzie znał o jeden język więcej. Ale czy jeśli ona głodzi się i chudnie aby uzyskać sylwetkę szkieletona, chociaż kocha włoską kuchnię i wszyscy wolą ją pulchniejszą, ale on ubóstwia anorektyczki – to jest w porządku, czy to już nie jest w porządku.
Jeśli on dla mnie zaczyna uczyć się polskiego bo chce mnie zrozumieć i mówić mi, że kocha, w moim ojczystym języku, to to jest wspaniałe, jak z nim zerwę to przynajmniej będzie znał o jeden język więcej. Ale czy jeśli ona głodzi się i chudnie aby uzyskać sylwetkę szkieletona, chociaż kocha włoską kuchnię i wszyscy wolą ją pulchniejszą, ale on ubóstwia anorektyczki – to jest w porządku, czy to już nie jest w porządku.
Kto ustala tę granicę.
Jak daleko.
Co, jeśli.
Karolku?
Jak daleko.
Co, jeśli.
Karolku?
Puenty nie będzie. Każdy sobie musi odpowiedzieć na pytanie, które zadałam Karolkowi. Skoro sama nie zapuszczam włosów i nie robię jednak (póki co) tatuażu na łopatce; nie mogę napisać czy iść na ustępstwa i w jakich sprawach. To każdy sam musi ze sobą. I z ludźmi z którymi żyje. Bo przecież we wszystkim są granice. Jak mawiała Nałkowska.
