Co popycha nas do flirtu? Parę dni temu popchnęło coś faceta na imprezie i usiłował robić to ze mną. Flirtować znaczy. Przynajmniej tak deklarował. Nie reagowałam, więc w następnej kolejności usiłował wmówić mi, że flirtowanie wymarło. Ja z kolei usiłowałam wmówić mu, że to w dwie strony musi działać i nie wymarło, ale między nami nie zadziała bo jest pijany, brzydki i stary. Nie zrozumiał. Zasadniczo nie przeszkadza, że stary, bo z Janem Nowickim flirtowałabym z rozkoszą (przepraszam, ale dla mnie on już jednak stary jest. Piękny, cudowny, jedyny, ale stary. No KTOŚ musi być stary, TAK?). Ten z imprezy nie dość, że Nowickim jednak nie był, to był i brzydki i pijany. Wmawiał mi, że flirt to się kiedyś tak nazywało a teraz to… i nie do końca wiem CO, bo tak chuchnął, że ewakuowałam się. Jeśli tak wygląda flirt to rzeczywiście wymarł, zdechł. Ale nie wymarł i zachwyca! Jak ma nie zachwycać skoro tłumaczę, że zachwyca! Więc co popycha. Jeśli nie Nowicki.
Charakter więc popycha. Ja mam charakter na przykład flirciary absolutnej. Robię to nieustannie, niewinnie a czasem i winnie kiedy po winie, ale przecież zawsze wina jest po stronie wina.
Naprawdę, nie mówię o tak prozaicznych sprawach jakimi są powrót od fryzjera w nowej fryzurze, w której wyglądamy świetnie i o dziesięć lat młodziej, pomalowanie paznokci na szałowy kolor, nowa sukienka, zmiana okularów (według badań nie wiem jakich, ale na pewno amerykańskich; facetów bardziej kręcą okulary niż pończochy i czerwone paznokcie), schudnięcie dwadzieścia deko i takie tam zwykłe rzeczy, nie! Chodzi o wylaszczenie się wyjątkowe. Wyglądacie jak milion dolarów, a tu żadnej reakcji, nic, zero, nul, martwa cisza.
W końcu ma być przyjemnie; dreszczyk, endorfiny, serotonina i takie tam. Czekolada też dobra, ale od czekolady tyłek rośnie.
- A jak Martusia na przyjęciu zaręczynowym zadarła sukienkę i pokazała wszystkim różowe majtki to nie byłeś zgorszony i nie mówiłeś, że jest dziwką!
- Tak, ale Martusia robi to z taaaką klasą…
Przyjęcie było dawno, zaręczyny zerwane, majteczki liliowe, a Martusia to ja.
Ma się to po prostu we krwi, no co ja mogę. Może to zeroerhaplus tak działa, podobno najlepsza grupa, to i flirtujemy z klasą. Nie chcę faworyzować, ale w istocie, mężczyźni z 0Rh+, których spotkałam, to cudowni flirciarze (o tym jakimi są kochankami napiszę kiedyś, ale niestety też najlepszymi).
- Ale państwo TAK DALEKO siedzą…
- A co, będzie nam pan BADAŁ PULS?
Tak, ta co spytała to byłam ja. Czy flirt się rozpoczął? No to chyba retoryczne pytanie jest. Po długiej i wymownej wymianie spojrzeń, poszłam krok dalej i napisałam mu maila: „kocham patrzeć jak patrzysz czy patrzę”… To nic, że powiedział to zdaje się Prosiaczek do Puchatka i chodziło zapewne o coś innego niż flirt, ale stało się to początkiem czegoś co najmniej tak słodkiego i dobrego jak dzbanek miodu ze Stumilowego Lasu.
Znacie? Znamy. To używajcie.
- Dlaczego flirtujesz?
- A dlaczego pijesz wino?
