„Być może nie wyglądał na odpowiednio zamożnego” – napisał pod ostatnim wpisem pan komentator. Najbardziej aktywny z resztą. Pomijam, że tak jak ja kiedyś – nie wie pan komentator przez jakie ŻET pisze się świeży, no ale tak, tak, bo ja rzeczywiście lecę tylko i wyłącznie na zamożnych (naprawdę – to aż tak widać na zdjęciu?) A swoją drogą – kiedy jest już ODPOWIEDNIO zamożny? Musi mieć milion euro na koncie, czy wystarczy złotych polskich.
Nie chcę dyskutować o (rzekomej) wyższości trzydziestolatków nad pięćdziesięciolatkami, to jakaś bzdura. No i co z mężczyznami, którzy wolą starsze od siebie kobiety; też lecą wyłącznie na pieniądze?
Być może mężczyźni wolą blondynki i nie trzeba Marilyn Monroe i Jane Russell aby to udowadniać, ale to też stereotyp i niejeden powie, że idiotyzm. NO I WŁAŚNIE – jedne wolą młodszych, inne starszych, jedne wysokich blondynów, inne niskich brunetów, jedne napakowanych Szwarcenegerów a inne przeintelektualizowanych Woody Allenów; tak było, jest i będzie, nihil novi. Ja przykładowo wolę starszych; Freud miałby pewnie używanie po takim wyznaniu, ale nic nie poradzę i pan Krzysio z wypożyczalni kaset video za Megasamem był moją pierwszą wielką miłością i tak mi zostało. W sensie nie Krzysio mi został, ale – by tak rzec – brak zainteresowania równolatkami. I wkurwia mnie, że wsadzają mnie do worka, do którego nie chcę być wsadzona. I na nic się zda tłumaczenie, wszyscy i tak wiedzą lepiej ode mnie.
Czy byłoby lepiej gdyby mąż miał tyle lat co ma, ale był nędzarzem, czy może być krezusem, byle by był w moim wieku – kiedy byłoby w porządku. Otóż prawdopodobnie jednak nigdy, bo uwielbiamy zazdrościć, podejrzewać, gmerać w czyimś życiu; doszukiwać się skandalików, smrodków i innych takich, nawet jeśli ich nie ma. A już szczególnie gdy w grę wchodzą pieniądze. Pieniądze, pieniądze! PIENIĄDZE.
Bo ważne są małe rzeczy, pierdoły. Życie składa się z pierdół. Nie najważniejszy jest pięciogwiazdkowy hotel, ale rozgwieżdżone niebo, nie najnowsze buciki od Prady, ale rozgrzany piasek pod bosymi stopami, dotyk deszczu na skórze, radość ze stokrotki, a niekoniecznie z bukietu stu róż. Życie składa się z drobiazgów, które wcale dużo nie kosztują. Ważne żeby znaleźć człowieka, z którym tymi drobiazgami można się cieszyć i nie istotne czy ten człowiek ma dziewiętnaście lat czy pięćdziesiąt dziewięć, czy jest bibliotekarzem, listonoszem, czy prezesem. Jeśli umie docenić i cieszyć się małymi rzeczami... bo przecież kto tak umie żyć bieżącą chwilą i kto tak przyjaźnie i troskliwie potrafi docenić każdy przydrożny kwiatek, każdy – choćby najdrobniejszy – zabawny moment, temu życie już nic złego zrobić nie może – i to nie jest „tylko dla obłąkanych” z Wilka Stepowego Hessego. Trzeba się cieszyć z najmniejszych spraw – bo w nich jest piękno i uczucie. I to właśnie trzeba odnajdywać i nie poradzę nic, że niektóre kobiety odnajdują to u boku starszych bogatych mężczyzn. Co za różnica.
I naprawdę nie potrzeba do tego pieniędzy.
Dookoła bywa szaro, buro, smutno i beznadziejnie i jeśli nie matka rzucająca dzieckiem to pijany dróżnik, a jak nie dróżnik to Breivik, a jak nie Breivik to Al-Kaida, a jak nie, to trzęsienie ziemi i ktoś umarł i zdewastowali dom i giełda padła, autostrada pękła i nie wiem co jeszcze, ciotce smalec ukradli...
W każdym razie - to make a long story short (już teraz to... sic!) - chodzi o to, że życie jest wystarczająco trudne, zagmatwane i skomplikowane i trzeba starać się znaleźć i wycisnąć z niego jak najwięcej pięknych chwil, ale jak temu nie pomożemy no to ni cholery nic z tego nie będzie. Natomiast pieniądze; pieniądze naprawdę DO TEGO nic nie mają.
A zegareczek tyka…
