Przyjaciółka przyszła do mnie ostatnio na imprezę w butach na zielonym kołkowatym obcasie - najohydniejszych butach świata. Niestety zapytała co o nich myślę; to jeszcze pół biedy, ale pytając miała ten „błysk w oku”. Chodzi o typ błysku oznaczający, iż ona wie, że są fantastyczne te buty i niech teraz ja się zachwycę. A buty ohydne, no ohydne. I co ja jej miałam rzec; mojej największej przyjaciółce…

REKLAMA
Druga wychodzi niebawem za mąż i z takim samym (sic!) błyskiem pokazuje mi dwie sukienki ślubne z pytaniem którą założyć. A tu jedna bardziej tragiczna od drugiej. Mam być jej świadkową, więc oczekuje ode mnie zachwytu, wsparcia, poparcia, doradztwa szczerego. I jak ja mam szczerze, gdy sukienki nawet nie nadają się do cioci na imieniny, ewentualnie do domu spokojnej starości na popołudniową herbatkę. A to wszak ślub jest; jedyny taki dzień, ona ma być księżniczką! I jak mam szczerze powiedzieć, gdy ona mi z tym błyskiem wyjeżdża.
Trzecia przyjaciółka dała swojej córce na imię tak, że… mniejsza już o to, jak dała na imię córce, i tak mam przechlapane u wszystkich trzech przyjaciółek i nic ich nie przekona, że białe jest czarne a czarne jest inne.
Tu dochodzę do sedna – przyjaźń z mężczyznami jest prostsza. Nie znaczy to oczywiście, że nie kocham moich przyjaciółek; są najwspanialsze na świecie, ale faceci… po pierwsze nie trzeba kłamać, nie trzeba sukienek wybierać ani butów z zielonym kołkiem fałszywie komplementować, ani zachwycać się imionami dzieci. Chociaż można oczywiście, ale przyjaciel męski nie oczekuje tego od ciebie, w sensie ode mnie.
O męskiego przyjaciela nie jest się też zazdrosną. Nooo, nie mówcie, że nie jesteście zazdrosne o przyjaciółki! Oczywiście, że zazdrościmy innym kobietom. Oczywiście, że zazdrościmy koleżankom. Oczywiście, że zazdrościmy najbardziej najbliższym koleżankom czyli przyjaciółkom najbardziej. Zazdrościmy dłuższych rzęs (dzięki bogu mam naprawdę długie), ładniej wyprofilowanych nosów, szczuplejszych ud, dłuższych lub prostszych włosów; lista cech zewnętrznych może ciągnąć się w nieskończoność, lista wewnętrznych również, lista rzeczy posiadanych… no właśnie, właśnie. Tak więc zazdrościmy i o to chodzi. To znaczy nie o to chodzi aby zazdrościć, ale to pewnie silniejsze, sama zazdroszczę, to wiem jak jest.
Bywają też pozytywne aspekty takiej zazdrości; kiedyś na przykład zadzwoniła do mnie A. – moja najpiękniejsza koleżanka, posiadająca zdecydowanie zbyt piękne loki do pasa, zbyt świetną figurę, zbyt rewelacyjną pracę, zbyt wysoką górę kasy na koncie (i jest to góra kasy zarobiona przez nią, a nie ze spadku, darowizny, od faceta etc.), zbyt ładne mieszkanie, milion przystojnych kochanków (tu już nic nie może być „zbyt”). Reasumując; dziewczyna perfekcyjna i przyciągająca spojrzenia wszystkich mężczyzn gdziekolwiek się pojawi (a co najgorsze – z kimkolwiek, włączając mnie), w szczególności zaś przyiągająca spojrzenie mojego przyszłego niedoszłego byłego męża. Ta właśnie bogini z Pragi Północ zadzwoniła do mnie:
- Martuuuniuuu (przeciągnięte niemalże w nieskończoność oba „u” - że niby tak słodko i przepraszająco) kochaaana, dzwonię do ciebie, żeby ci powiedzieć, że nie mogę (niemal czuję jak pryszcze, które się pojawiły z nerwów przedślubnych zapewne - bo to ten czas był - znikają mi z twarzy) niestety być (byyyyyyć) na ceremonii i na obiedzie… (znikły!!!) bo… (tu nastąpiło tłumaczenie, którego już nie słuchałam). Poczułam nieodpartą chęć natychmiastowego zadzwonienia do reszty przyjaciółek i oznajmienia radosnej nowiny, iż nie muszę się już martwić i stresować, bo będę zdecydowanie najpiękniejszą dziewczyną na imprezie! W następnej sekundzie pomyślałam, że przyjaciółkom może zrobić się trochę przykro. Czy nie? Na wszelki wypadek nie zadzwoniłam.
- Och (oooooch) – mówię do bogini. – Kochana, tak mi strasznie (straaaaasznie) przykro…
Tak, baby są wredne, a co, nie wiedzieliście, czy jak.
Zdecydowanie więc lepiej przyjaźnić się z mężczyznami. Mężczyźni nie są wredni. A przynajmniej ich wredność nie jest tak dotkliwa jak kobieca wredność.
Ktoś mądry powiedział kiedyś i nie wiem czy to nie Oscar Wilde był, że prawdziwa przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa tylko wtedy, kiedy zaczyna albo kończy się miłością. Nie brał zapewne pod uwagę przyjaźni z gejami, ale to ja tym razem też nie będę brała, bo nie ten temat dzisiaj.
Miał być może rację, chociaż co do tego, że miłość może kończyć się przyjaźnią to mam jakieś takie uczucia mieszane i nawet wstrząśnięte. Nie ma nic gorszego jak usłyszeć od faceta, który cię rzuca: „zostańmy przyjaciółmi”, mój boże, wy faceci już lepiej nic nie mówcie, jeśli macie czymś takim strzelić.
Doświadczenie i obserwacja pokazuje jednak, że taki stan rzeczy jak przyjaźń po miłości jest możliwy, ale to też osobne i tak złożone zagadnienie, że trzeba się nim osobno zająć.
Przyjaźń, która kończy się miłością; pewnie też są jakieś wyjątki potwierdzające regułę. Jeśli już jednak się z kimś przyjaźnisz to zakładam, że nie masz przed nim żadnych tajemnic, niczego nie ukrywasz i jesteś w 100% i absolutnie sobą. No nie wiem czy po latach takiego „związku” mój przyjaciel mógłby zakochać się we mnie – znając moje najciemniejsze zakamarki, hm… Bo jeśli o fizyczną miłość chodzi to owszem, jak najbardziej, mój tata na przykład szalenie przyjaźnił się podczas studiów z koleżanką z roku; nie powiem z kim bo to szkoła teatralna była i to znana aktorka jest; zwierzali się sobie, pomagali, konsultowali się w sprawach uczuciowych i wszystkich innych spawach, całe studia to trwało, cztery lata; razem pili, razem się bawili, razem się uczyli, zakuwali całe noce i jednej nocy tak bardzo zakuwali, och tak zakuwali, że wylądowali z książkami w wannie w pianie i szampanie i na tym ich przyjaźń się zakończyła; nie wchodząc w szczegóły.
No w każdym razie nie wiem czy miał rację Wilde czy ktokolwiek inny powiedział powyższe, ale z mężczyznami bardzo dobrze jest się przyjaźnić. Bonusik: znają mężczyzn.
Nie wiem czy do końca potrafią wytłumaczyć, że skoro ON nie dzwoni to NAPRAWDĘ nie jest zainteresowany i należy odpuścić, ale znają mężczyzn. Być może wypłakiwanie się na swojego faceta na ramieniu drugiego faceta może wydać się dość ryzykowne, ale jeśli to jest naprawdę przyjaźń?
Sama mam takiego przyjaciela, więc wiem, że to możliwe. Zawsze mnie wysłucha i powie co myśli jako ta druga - męska strona. Wszak zna tę stronę. I zawsze mi doradzi czy na pierwszą randkę raczej założyć lekko prześwitujący sweterek bez stanika, czy koszulę i porozpinać więcej guzików a pod to koronki; skąd koleżanka niby miałaby wiedzieć takie rzeczy! Przyjaciel też szczerze powie, że spodnie zrobiły się zbyt opięte na mojej pupie i wiem, naprawdę wiem, że nie przemawia przez niego zazdrość, i że naprawdę spodnie są zbyt. Że niby koleżanka powie ci szczerze, że coś nie tak w twoim wyglądzie? Toć już pisałam, że baby są wredne. Przecież ona się z tego będzie raczej cieszyć, a nie odwrotnie.
Sama nie zawsze mam na myśli „ale świeeeetnie wyglądasz!” gdy tak mówię, a nie należę do grupy anonimowych obłudnic. Czasem po prostu lepiej prawdy nie powiedzieć, albo warto coś przemilczeć. Ale to też osobne zagadnienie.
Można o przyjaźni damsko-męskiej i jej wariantach napisać parę opasłych tomów, chciałam jedynie podkreślić, że przyjaźń miedzy kobietą a mężczyzną JEST możliwa, nie musi się kończyć ani zaczynać miłością, ani seksem, nie powinna być powodem do niepokoju czy zazdrości strony drugiej i nie od razu trzeba strzelbę z kołka zdejmować gdy wasz mężczyzna mówi do kogoś „kochana” albo gdy wasza kobieta omawia niedzielny obiad z kimś, czyje imię nie kończy się na „a”; czyli chyba wszystkie męskie imiona w Polsce. No (z przytupem).
A jeśli się z tym nie zgadzacie to i bardzo dobrze, po to się pisze, aby kijek w mrowisko włożyć, a co.