Właśnie. A zegar tyka. Co ja mówię, tyka. Wahadło to już się dawno rozregulowało a kukułka wisi smętnie na druciku i rzęzi. Bo już nie ma siły. I ja nie mam już siły. Nie mam siły na tłumaczenie, że tak mi dobrze i nie jestem gorsza, ani inna. Czasami mam wrażenie, że powinnam tłumaczyć, że jestem jednak kobietą, pomimo nie posiadania dzieci.
REKLAMA
A niby społeczeństwo ostatnio bardziej otwarte, niby bardziej tolerancyjne, niby nowoczesne, niby uciekamy od patrzenia stereotypowego.
No właśnie NIBY to wszystko.
Mam trzydzieści pięć lat. Jestem szczęśliwą mężatką. Pieniędzy mi nie brakuje. Zawód posiadam taki bez zawodu właściwie, więc mogłabym bezproblemowo być całodobowym żłobkiem. Tatuś mój chętnie by Natalkę czy też innego Jureczka na kolanku pohuśtał. Nie ma problemu.
Tylko, że ja nie mam ochoty. Proste. Dziwne? Inne? Czasami mam wrażenie, że dla niektórych niezrozumiałe. Niby słuchają, przytakują, że owszem, nie każdy musi czuć, nie każdy musi mieć, i kiwają głowami, ale zaraz potem dodają, ale wiesz, to nigdy nie jest do końca właściwy czas, a instynkt to się wyrabia jak już się ma w brzuchu. I z kim ja pogadam na starość, kto mi szklankę wody poda. No i kto Wyczółkowskiego ze ściany dostanie gdy zejdę.
No właśnie NIBY to wszystko.
Mam trzydzieści pięć lat. Jestem szczęśliwą mężatką. Pieniędzy mi nie brakuje. Zawód posiadam taki bez zawodu właściwie, więc mogłabym bezproblemowo być całodobowym żłobkiem. Tatuś mój chętnie by Natalkę czy też innego Jureczka na kolanku pohuśtał. Nie ma problemu.
Tylko, że ja nie mam ochoty. Proste. Dziwne? Inne? Czasami mam wrażenie, że dla niektórych niezrozumiałe. Niby słuchają, przytakują, że owszem, nie każdy musi czuć, nie każdy musi mieć, i kiwają głowami, ale zaraz potem dodają, ale wiesz, to nigdy nie jest do końca właściwy czas, a instynkt to się wyrabia jak już się ma w brzuchu. I z kim ja pogadam na starość, kto mi szklankę wody poda. No i kto Wyczółkowskiego ze ściany dostanie gdy zejdę.
Wiem, że nie muszę się tłumaczyć, ani ze swoich wyborów, ani ze swojego życia. Ale przysięgam, że jest odczuwalne przykre zjawisko presji społecznej i czuję się czasem zażenowana; po prostu. Winna jakby. I jak pod obstrzałem.
Że dlaczego nie mam, że chyba dziwna jestem, że kobieta to jest dopiero w pełni kobietą, kiedy urodzi dziecko. Że jak mogę tego nie czuć, że to na pewno przez męża, który już swoje odchował i nie ma ochoty na więcej. A to ja nie mam ochoty, ale czy muszę mieć? Nie czuję tego. I już. Nigdy nie czułam i zawsze byłam „antydzieciowa” i nie wynika to wcale z mojego egoizmu; mam w sobie tak wielkie pokłady miłości i czułości, że starczyłoby co najmniej na czworaczki. Jestem tak opiekuńcza, że aż czasami NAD. Ale nie każda z nas musi chcieć i być matką. I to nie czyni nas gorszymi.
I nie mam ochoty wymijająco i pokątnie się „tłumaczyć nie tłumacząc”. I nie chcę czuć się nie w pełni kobietą. Mam na siłę dzieci robić, tylko po to, abym miała się z kim kumplować na starość? Toż to bzdura jakaś kompletna (poza tym mogłyby mnie wcale nie lubić i co wtedy).
Pytania w stylu „no a kiedy wy?” padają w kontekście mojego małżeństwa na tyle często, nawet kiedy nie zadane, że wymyśliłam, że zacznę odpowiadać „nie mogę mieć dzieci” robiąc przy tym smutną i zbolałą minę. Ale dlaczego mam grać i udawać tylko i jedynie po to, aby poczuć się NORMALNĄ.
Że dlaczego nie mam, że chyba dziwna jestem, że kobieta to jest dopiero w pełni kobietą, kiedy urodzi dziecko. Że jak mogę tego nie czuć, że to na pewno przez męża, który już swoje odchował i nie ma ochoty na więcej. A to ja nie mam ochoty, ale czy muszę mieć? Nie czuję tego. I już. Nigdy nie czułam i zawsze byłam „antydzieciowa” i nie wynika to wcale z mojego egoizmu; mam w sobie tak wielkie pokłady miłości i czułości, że starczyłoby co najmniej na czworaczki. Jestem tak opiekuńcza, że aż czasami NAD. Ale nie każda z nas musi chcieć i być matką. I to nie czyni nas gorszymi.
I nie mam ochoty wymijająco i pokątnie się „tłumaczyć nie tłumacząc”. I nie chcę czuć się nie w pełni kobietą. Mam na siłę dzieci robić, tylko po to, abym miała się z kim kumplować na starość? Toż to bzdura jakaś kompletna (poza tym mogłyby mnie wcale nie lubić i co wtedy).
Pytania w stylu „no a kiedy wy?” padają w kontekście mojego małżeństwa na tyle często, nawet kiedy nie zadane, że wymyśliłam, że zacznę odpowiadać „nie mogę mieć dzieci” robiąc przy tym smutną i zbolałą minę. Ale dlaczego mam grać i udawać tylko i jedynie po to, aby poczuć się NORMALNĄ.
I myślę sobie, że to beznadziejnie głupio z mojej strony tak się czuć i tłumaczyć i unikać tych tematów. Tak jakbym musiała się tego wstydzić.
Napisała mi kiedyś koleżanka, że mi zazdrości, bo ona niestety „odczuwała od zawsze tę beznadziejną podświadomą potrzebę rozprzestrzeniania własnych genów”, choć wiedziała, że nie będzie mogła później wykaraskać się spod pieluch, przewijania, siedzenia w domu i zajmowania się tymi „pożeraczami” jej indywidualności, jej potrzeb, czasu na myślenie, czasu na cokolwiek nie związanego z nimi. Ale to jedna koleżanka. Większość natomiast uważa, iż posiadanie dzieci, to mój podstawowy obowiązek i bankowo będę niesamowicie żałować, i nie pojmuję tego teraz ale pojmę kiedyś, a wtedy będzie już za późno.
Napisała mi kiedyś koleżanka, że mi zazdrości, bo ona niestety „odczuwała od zawsze tę beznadziejną podświadomą potrzebę rozprzestrzeniania własnych genów”, choć wiedziała, że nie będzie mogła później wykaraskać się spod pieluch, przewijania, siedzenia w domu i zajmowania się tymi „pożeraczami” jej indywidualności, jej potrzeb, czasu na myślenie, czasu na cokolwiek nie związanego z nimi. Ale to jedna koleżanka. Większość natomiast uważa, iż posiadanie dzieci, to mój podstawowy obowiązek i bankowo będę niesamowicie żałować, i nie pojmuję tego teraz ale pojmę kiedyś, a wtedy będzie już za późno.
To oczywiście inna skala, ale trochę rozumiem, jak mogą czuć się ci, którzy są w jakiś sposób INNI, gdy patrzeć na społeczeństwo stereotypowo. Ci o innej wierze, o innej orientacji seksualnej, o innych przekonaniach; innych niż OGÓLNIE PRZYJĘTY OGÓŁ, masło maślane, ale bo wścieka mnie to. A kto ustala te zasady, kto decyduje o tym, co jest dobre a co złe, i co jest właściwe a co jest inne?!
Właściwe jest posiadanie gromadki dzieci, nawet jeśli nie ma się środków aby je – już nie mówię – kształcić, ale ubrać, czy nakarmić? A to, że ja nie mam potrzeby ani chęci do rozprzestrzeniania swoich genów (bardzo mi się ta fraza spodobała), czyni mnie niejako dziwolągiem, tak?
Właściwe jest posiadanie gromadki dzieci, nawet jeśli nie ma się środków aby je – już nie mówię – kształcić, ale ubrać, czy nakarmić? A to, że ja nie mam potrzeby ani chęci do rozprzestrzeniania swoich genów (bardzo mi się ta fraza spodobała), czyni mnie niejako dziwolągiem, tak?
Wścieka mnie brak tolerancji i przeświadczenie, że ktoś wie lepiej jak powinno wyglądać NORMALNE życie NORMALNEGO człowieka. Wścieka mnie to, że wszystko, co jest w jakiś sposób inne, jest wytykane i „piętnowane”. Wścieka mnie to, że chociaż nie chcę się tłumaczyć, to się tłumaczę. A każdy człowiek powinien mieć prawo do swoich poglądów, przekonań i życia w taki sposób w jaki chce. Zaczęło się od dzieci, czy też właśnie nie posiadania ich, a kończy się szeroko i wrzucam wszystko do jednego wora, ale to właśnie wszystko jest NIETOLERANCJA i brak otwartości na tę tak zwaną INNOŚĆ, a ten wór niestety bardzo, bardzo duży.
I za to powinno być wstyd.
I za to powinno być wstyd.
