Postanowiłam dołożyć swój kamyczek, jako miła dziewczyna, żona starszego (ode mnie), bogatego i miłego pana, z którym mnie żaden sportowiec ani inny tenisista nie poznał, jednakowoż.

REKLAMA
Jakoś się poznaliśmy. Znam sposobów się poznania co najmniej kilka, w tym poprzez bliższych lub dalszych znajomych oraz krewnych królika. Instytucja swatki w dzisiejszych czasach nie istnieje, a może – jak widać – szkoda. Wszystko byłoby bowiem usankcjonowane i na tak zwanym legalu. A tak to. No właśnie właśnie.
Rejwach się zrobił, jakby ludzie kompletnie nie mieli pojęcia, na jakim świecie żyją i w jaki sposób to wszystko działa. Pomijam już – moim zdaniem – wątpliwe i w większości wypadków niecne działanie, jakim jest PROWOKACJA. Śmiem twierdzić, że sprowokować można każdego, a Matka Teresa tudzież Papież Franciszek to wyjątki potwierdzające regułę. Chociaż nikt nie wie tego, chyba że Ten Tam.
Ciśnienie mi skacze za każdym razem gdy słyszę słowo prowokacja dziennikarska, albo prowokacja służb, i nie ma znaczenia czy to jest agent amant T. i wpadająca w jego sidła posłanka, czy są to powabne dziennikarki i słynny tenisista, czy inny byłby to koszykarz. Moje sympatie i antypatie (w tym polityczne) nie mają wpływu na ciśnienie co mi się podnosi gwałtownie.
Nikt z nas nie jest świętą krową, niech kamień rzuci pierwszy, który jest bez winy, gdzieś tak kiedyś przeczytałam i aż się na usta ciśnie. Więc wszyscy myślę nos w sos swojej pieczeni, jeśli nikomu krzywda się nie dzieje, a jakoś wydaje się, że nie dzieje się. Nie chcę bronić pana tenisisty, nie znam sprawy, nie znam pana, to znaczy znam ale – by tak rzec – od innej strony, ale to jakieś słabe wszystko jest.
A nawet jeśli. A nawet jeśli pan poznał miłą panią z miłym panem i nawet jeśli była różnica wieku między nimi, to o co cały ten zgiełk, świetny film notabene. O tę różnicę wieku znowu? Czy wszystko było by w porządku gdyby pan poznał miłą panią z miłym panem i byli by w tym samym wieku? Albo gdyby to pani bogatsza? Albo oboje biedni?
O co właściwie chodzi. Wszyscy tacy naiwni niby? I nie rzucajmy słowami, jeśli nie znamy do końca ich znaczenia, ani kontekstu, ani sytuacji, do której próbujemy te słowa dopasować (stręczycielstwo, prostytucja, etc.).
Nikt nigdy nie poznał nikogo z nikim? Nikt nie wie na jakiej zasadzie działa dzisiejszy świat? A już nie mówię WIELKI ŚWIAT wielkiego biznesu wielkich pieniędzy wielkiego sportu wielkiego kina wielkiej mody wielkiego czegokolwiek. O co cały jest ambaras?
Tak to wszystko funkcjonuje od zawsze i
wszystko w połowie drogi,
obojętne miasto,
jeśli podasz mi tamto, ja w zamian
ułatwię
ci sześć orgazmów, trzymam cię
za słowo,
och, trzymaj mnie za słowo,
trzymaj mnie za wszystko,
nie warto myśleć o przeszłych i
przyszłych
miesiącach biedy, samotności,
chłodu,
trzymaj mnie długo, trzymaj mnie i
zbudź mnie,
znajdź mnie, odwróć mnie*
Tak to działa. Jeśli podasz mi tamto, ja w zamian ułatwię ci.
Więc nawet jeśli, nawet jeśli. I niechże wszyscy nagle nie będą świętszymi od Franciszka.
Czytam gdzieś, że to wszystko to „alfonsi ze swoimi kurwami” i to „syf”, którego szkoda bronić. Syf, to jest moim zdaniem to, co wygaduje się i wypisuje w komentarzach pod artykułami, ale nie od dziś wiadomo, że NAJBARDZIEJ KOCHAMY NIENAWIDZIĆ.
Nie jestem pewna teraz, czy mogę poznać swoją koleżankę ze swoim dalszym kolegą. A może to jakoś ujdzie, bo ona ma 35 lat a on 37… Czy to chodzi o różnicę wieku, czy poziom zawartości portfela, czy o to, że ktoś jest znany?
No i cień prowokacji zawieszony nad nami w tym powietrzu letnim lepkim i gęstym od lipowego soku. Za chwilę strach będzie doradzić zakup truskawek nie u tej pani tylko u tamtej, bo to może prowokacja, i może sąsiadka czerpie korzyści od tej drugiej pani truskawkowej, za rzekome naganianie klientów.
Wydałam kiedyś tomik poezji i na wieczorze promocyjnym powiedziałam do mojego przyjaciela Karola, zagubionego gdzieś między jednym rozstaniem a drugim niewypałem; mam cudowną przyjaciółkę, totalnie w twoim typie, inteligentna, mądra, śliczna, chuda, i uwielbia czosnek, uważam że pasujecie do siebie idealnie, pójdź Karolu, a się poznacie.
Dziś są szczęśliwym małżeństwem. Wybieram się niebawem na kolację z okazji rocznicy ich ślubu. Cholera, kolację stawia Karol i wiem, że tanio nie będzie bo lubię szampana gdy jest prawdziwym. A może to jest moja korzyść z tego, że ich poznałam?
No i dobrze; chciałabym być matką chrzestną jeszcze kilku takich związków. A głupot, których nagadałam jednej i drugiej stronie zachwalając ich wzajemnie, już nawet nie pamiętam, ale pewnie za dużo, bo za dużo jak zwykle wina wypiłam i znów byłam (nie)winna…
* Marcin Świetlicki, Dwa dni wakacji