Fala krytyki, która przetacza się ostatnio nad głowami znanego aktora oraz nieco mniej znanej córkiznanegopana, skłoniła mnie do poruszenia tematu ON MÓGŁBY BYĆ JEJ OJCEM. Chciałam jednak nie wspominać o kwestii finansów. No właśnie, chciałam, i czy wówczas problem istnieje?

REKLAMA
Czy bulwersujące dla większości jest to, że mężczyzna starszy jest o pokolenie, czy fakt, iż ma pieniądze.
No dzięki bogu, że ma pieniądze! Dla mnie dojrzały facet bez pieniędzy jest życiowym nieudacznikiem i nikt nie przekona mnie, że białe jest białe a czarne jest czarne. I nawet fala negatywnych i hejterskich komentarzy nie wpłynie na moje zdanie. Mężczyzna powinien mieć kasę i koniec. Nie wiem ILE. Tyle, żeby było odpowiednio. A dla każdego znaczy to co innego.
Ale miałam pominąć finanse.
Tak więc staram się.
Pomijam.
Noż nie da się.
Wydaje się, iż to główny, jeśli nie jedyny powód, dla którego tego typu związki (on sporo starszy) są krytykowane, obgadywane, uznawane za skandaliczne i niegodne. Ale niegodne czego? Przykładnego społeczeństwa? Co skandalicznego i złego w tym, że młoda kobieta zakochuje się w starszym mężczyźnie. Dlaczego to jest tak bulwersujące.
Nie chodzi przecież o anomalie. Przysłowiowa ONA nie ma trzynastu lat, rodzina jej nie sprzedała, nie obiecała już w niemowlęctwie, on jej nie porwał, nie kupił, nie uwięził i bóg wie co jeszcze, i żadne wielbłądy nie były zaangażowane. Chodzi o normalnych zdrowych inteligentnych dorosłych ludzi.
Bo funkcjonuje stereotyp "młoda dupa rozbiła małżeństwo", oj funkcjonuje, w moim wypadku też funkcjonuje, oj. A tymczasem w ani jednym przypadku, który znam, tak się nie stało. No, ale ludzie wiedzą lepiej, prawda. Ludzie zawsze wiedzą lepiej. Bo jeśli ona jest tyyyle młodsza, to musiała przecież rozbić, a Słowacki wielkim poetą był.
Dlaczego nikogo nie oburza dziewczyna, która wychodzi za mąż za bogatego trzydziestolatka (który de facto dostał fortunę od tatusia), wozi się najnowszym bmw a on kąpie ją w szampanie, i na popołudniową herbatę latają do Paryża. A oburza i gorszy, jeśli facet ma pieniądze, a jest starszy. Wtedy "poleciała na pieniądze". A w innym wypadku nie poleciała. Czy to nie wydaje się idiotyczne?
Bo funkcjonuje stereotyp "poleciała na kasę", oj funkcjonuje, w moim przypadku też funkcjonuje, oj. A tymczasem, w ani jednym przypadku… no a na co mamy lecieć do jasnej cholery.
Na kasę TEŻ lecimy, w końcu to jest jeden z wykładników tego, w jaki sposób facet w życiu sobie radzi, nie oszukujmy się. Imponują nam osiągnięcia życiowe i hipokryzją byłoby przyznanie, że jest inaczej. Jednakowoż; oprócz kasy lecimy na dziesiątki innych rzeczy, każda na coś innego, i wiek nie ma tu żadnego znaczenia. Mój przykładowo mąż jest ode mnie o pokolenie starszy, ale jest tak wysportowany, że niejeden czterdziestolatek mógłby mu pozazdrościć kondycji i sportowego zacięcia. Lecę otóż na ten brak piwnego brzuszka i umiejętność władania rakietą tenisową oraz możliwość przebiegnięcia maratonu bez zadyszki. Lecę też również na jego erudycję, ogromne doświadczenie życiowe i wiedzę historyczną. Na parę rzeczy jeszcze innych lecę też, ale zostawmy.
Po prostu, jedne wolą młodszych inne starszych. Jednym imponuje sposób w jaki on wykonuje backflipy na deskorolce, a innym to, jak zna się na malarstwie i jego doświadczenie życiowe.
Nie wiem czym imponuje córceznanzegopana znany aktor; może tym, że ma pasję, którą potrafi się dzielić, a może tym, że ma urocze dołeczki i wspaniale opowiada dowcipy. A może tym, do czego w życiu doszedł i co osiągnął, a może czymś zupełnie jeszcze innym i to nie ważne, naprawdę. Ważne, że ona wie. I ważne, że się rozumieją i są szczęśliwi. Albo będą. Jak wszyscy się od nich odwalą. Czy to naprawdę istotne ile mają lat i że on jest starszy od jej ojca, a ona młodsza od jego córek czy jakoś tak, co to ma za znaczenie?
Dlaczego ludzie tak nieprzychylnie, i wręcz z nienawiścią, patrzą na tego typu związki. Bo zawsze trzeba sobie znaleźć coś do obgadania, do negatywnego skomentowania, do przywalenia komuś. Bo zawsze wiemy lepiej, a najbardziej kochamy nienawidzić?
Na mnie czasami patrzą niemal jak na dziwoląga, kiedy mówię, że mój mąż jest o 25 lat ode mnie starszy. Trochę mi przykro z tego powodu, a trochę mi żal takich osób, bo rozumiem, że nie mają nawet pojęcia, jak bardzo magiczne rzeczy mogą łączyć dwoje ludzi i jak bardzo niezależne jest to od wieku, od różnicy wieku, oraz innych różnic i wszystkich rzeczy, które jego są.