
Kompania Węglowa największe przedsiębiorstwo wydobywcze w Europie, stanęła na skraju bankructwa i wciąż nie potrafi wyjść z poważnych finansowych kłopotów. O swoją przyszłość musi się martwić przeszło ponad pięćdziesiąt tysięcy ludzi zatrudnionych w czternastu kopalniach należących do spółki. Wśród opinii społecznej nie brakuje głosów mówiących, że firma powinna ogłosić upadłość. Czy to dobre rozwiązanie?
REKLAMA
Mimo iż w KW jest źle od kilku miesięcy, rząd zdecydowane kroki podjął dopiero po manifestacji w Katowicach. Kiedy zarząd Kompanii poinformował, że może nie będzie miał pieniędzy na kwietniowe wypłaty - w kopalniach zawrzało. Związki zawodowe szybko zorganizowały masówki oraz manifestacje w Katowicach. Kolejnym krokiem było ogłoszenie przez zarząd, że na cztery dni robocze w większości kopalń odbędzie się postój ekonomiczny. Górnicy mieli w tym momencie jeszcze jeden powód więcej do pojechania do Katowic.
Próby zarządu
Sam postój ekonomiczny został ogłoszony z powodu wcześniejszych prognoz, które zakładały że na przełomie kwietnia i maja spadek sprzedaży do energetyki zawodowej miał wynieść 815 tys. ton. Wcześniej zarząd podjął decyzję o sprzedaży kopalni Knurów-Szczygłowice za nie całe 1,5 mld zł - tyle zdecydowała się zapłacić za nią Jastrzębska Spółka Węglowa. Zarząd Kompanii podjął plan restrukturyzacji, który mimo swoich kontrowersji został przyjęty. Pierwsza wersja tego planu zakładała zwolnienie ponad ośmiuset pracowników administracji, później zdecydowano się nie zwalniać nikogo w zamian za zamrożenie na trzy lata czternastek oraz kartek na posiłki profilaktyczne. Górnicy mieli natomiast dostać swoją nagrodę roczną w ratach: albo trzech albo dwóch, później jednak wycofali się z tego pomysłu.
Zarząd zabrał wszystkim pracownikom większość dodatków socjalnych, które nie budziły kontrowersji. Przedłużył za to gwarancję zatrudnienia: pracownikom administracji do 2017 r, a górnikom do 2020 r. To wszystko okazało się jednak zbyt mało, bez pomocy rządu Kompania Węglowa dalej nie potrafiła złapać wiatru w żagle. Oczywiście trwającą kampania wyborcza w dużym stopniu przyczyniła się do interwencji rządzących oraz innych partii na śląsku, które obiecywały pomoc górnikom i samej Kompanii. Trzeba zaznaczyć, że problemy ma cały sektor górnictwa nie tylko KW. Należy też pamiętać, że jedno miejsce pracy na dole daje kilka miejsc pracy na górze, w zakładach związanych z górnictwem. Zagrożonych upadkiem jest kilkanaście firm, nie tylko spółki górnicze.
Interwencja rządu
Przed samym szczytem górniczym, który odbył się niedawno w Katowicach, premier Donald Tusk przyjechał na spotkanie ze związkowcami, aby dokładnie omówić przyczyny i skutki problemów Kompanii Węglowej i samego górnictwa. Okazało się, że związkowcy byli bardzo dobrze przygotowani do tego spotkania i szef rządu wyszedł z tego spotkania bardzo zadowolony oraz pozytywnie zaskoczony. Następnego dnia oprócz premiera i związkowców na spotkanie przybyli także pozostali ministrowie i przedstawiciele spółek górniczych, w tym m.in. Mirosław Taras - obecny prezes Kompanii Węglowej. Po tym spotkaniu padło kilka pomysłów jak poprawić sytuację w polskim górnictwie.
Po pierwsze: propozycja wprowadzenia mechanizmów ograniczających import węgla.
Po drugie: usprawnienie sprzedaży węgla, pozbycie się zapasów.
Po trzecie: poprawa sprzedaży dla rynków zawodowych, tak aby w polskich domach płynął przede wszystkim prąd z polskiego węgla.
Po czwarte: spłata obligacji Kompanii wyemitowanych na sumę ponad miliarda złotych. Podczas rozmów z rządem zapadły ustalenia, że spłatę tego zobowiązania mogą wziąć na swoje barki inne firmy państwowe w zamian za część udziałów w Kompanii.
Po piąte: Premier zobowiązał się, że spłata długów po dawnych spółkach węglowych, która dobija bilans Kompanii Węglowej, zostanie odłożona w czasie.
Po drugie: usprawnienie sprzedaży węgla, pozbycie się zapasów.
Po trzecie: poprawa sprzedaży dla rynków zawodowych, tak aby w polskich domach płynął przede wszystkim prąd z polskiego węgla.
Po czwarte: spłata obligacji Kompanii wyemitowanych na sumę ponad miliarda złotych. Podczas rozmów z rządem zapadły ustalenia, że spłatę tego zobowiązania mogą wziąć na swoje barki inne firmy państwowe w zamian za część udziałów w Kompanii.
Po piąte: Premier zobowiązał się, że spłata długów po dawnych spółkach węglowych, która dobija bilans Kompanii Węglowej, zostanie odłożona w czasie.
Rząd dopłaca górnikom, czy górnicy rządowi?
Niestety ale po ogłoszeniu tego wstępnego planu, ponownie wśród społeczeństwa można było usłyszeć opinię, jakoby po raz kolejny musieli oni dokładać z własnego portfela (podatków) do górnictwa. Czy tak jest naprawdę? Ludzie coraz częściej sądzą, że górnikom się przelewa i to wszystko ich kosztem (społeczeństwa). Mimo wszystko ostatnio CBOS przeprowadził sondaż w którym respondenci wybierali najbardziej prestiżowy zawód w Polsce. Na pierwszym miejscu znalazł się zawód strażaka, co chyba nikogo nie dziwi. Ciekawostką jest to że na czwartym miejscu był zawód górnika.
Czy zatem górnicy są słusznie oczerniani? Jest to jeszcze zawód prestiżowy? Ciężko ocenić jednoznacznie gdyż ilu ludzi tyle opinii. Jednak jedno jest pewne - nikt nie dopłaca tyle do budżetu co górnicy właśnie. Świetny tekst w którym wszystko zostało wyjaśnione napisał Łukasz Karczmarzyk dziennikarz tygodnika śląsko-dąbrowskiej solidarności (tutaj cały tekst). W swoim tekście Łukasz piszę:
"Łącznie branża górnicza odprowadziła w ubiegłym roku do budżetu państwa 7 mld 152 mln 694 tys. zł. 7 mld zł to jedna czwarta wydatków naszego państwa na obronę narodową czy dwie trzecie wydatków budżetowych na cały wymiar sprawiedliwości...
Bez corocznego zastrzyku gotówki ze spółek węglowych ogromne kłopoty miałby również budżet państwa.
Nadmierne, rozdęte do granic możliwości obciążenie górnictwa różnego rodzaju daninami publicznoprawnymi bezpośrednio przekłada się na konkurencyjność polskiego węgla. Jak wynika z danych Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, opodatkowanie jednej tony węgla w Polsce w 2000 roku wynosiło 35 zł i 45 groszy. W 2013 roku było to już ok. 95 zł i 15 groszy, czyli niemal 3 razy więcej."
Oczywiście trafnie spostrzega również, że najprościej jest stwierdzić, że problemem górnictwa są wynagrodzenia i różnego rodzaju nagrody górników. Weryfikowanie swoich poglądów (jak się okazuje, nie trafnych) wymaga odrobiny czasu czy chęci. Gro ludzi czyta opinie wyssane z palca i sądzi że są one prawdziwe.
Ciekawym stwierdzeniem było również uznanie, że Śląsk zaczął walczyć z resztą polski - zwłaszcza po głośnym tekście o naszych zarobkach na naTemat.pl. Jednak to Śląsk stanął do obrony, nie ataku. Nie twierdzę że wszyscy na śląsku są przychylni górnictwu ale ten właśnie zawód od zawsze był wpisany do tego regionu. Ciężko wyobrazić sobie Śląsk bez kopalń.
