własne

Jak podał wczorajszego dnia Dziennik Zachodni, zarząd Kompanii zdecydował się na obniżenie swojej pensji o 15%. Dotyczy to dokładnie sześciu osób, które wchodzą w skład zarządu. Nie znamy dokładnie wysokości obecnych pensji, nikogo z zarządu KW, jednak nie to jest najważniejsze. Pytanie brzmi, czy następnym krokiem będzie obcięcie pensji pozostałym pracownikom?

REKLAMA
Na swojej pierwszej konferencji prasowej - prezes spółki, Mirosław Taras - powiedział, że wynagrodzenia załogi nie są problemem, lecz niska wydajność. To właśnie z brakiem odpowiednio wysokiej wydajności, chcę sobie poradzić nowy prezes. Zaznaczył również, że regulacja wynagrodzeń, będzie brana pod uwagę w sytuacji, gdy na danej kopalni nie będzie możliwości uzyskania wyższej wydajności.Tylko jak można zrozumieć wydajność?
Wydajność na dole
Obecnie prawie każda kopalnia na Śląsku ma ten sam problem. Wszystkie największe pokłady zostały już zużyte bądź technologia do fedrowania w tych pokładach jest zbyt droga - po prostu nie opłacalna. Większość wyrobisk znajduje się kilka kilometrów od szybu i dostanie się do pola wymaga czasami około godzinnego transportu załogi pod ziemią. Gdy już załoga znajdzie się w polu, musi udać się do przodka, czy ściany aby móc fedrować - a to czasami kolejne cenne minuty. Okazuje się, że na starcie można stracić godzinę czy dwie. Jeżeli jeszcze jest to rejon o dużej wilgotności czy wysokiej temperaturze, szychta górnika powinna trwać maksymalnie sześć godzin. Daje nam to naprawdę mało czasu, a tym samym niską wydajność.
Jednak prezes Mirosław Taras w wywiadzie, którego udzielił Trybunie Górniczej, powiedział jasno i wyraźnie:
"Nie mogę dać gwarancji pracy, tym którzy przychodzą do kopalni de facto po to, aby tam nie pracować. Kompania nie jest i nie będzie instytucją socjalną, która będzie płaciła ciężkie pieniądze za to, że przychodzi się do niej uczyć zawodu lub aby wykonać zapisy umowy gwarantującej pracę."
Będą zwolnienia?
W wywiadzie prezes Kompanii podkreślił również, że jego najważniejszym elementem jest wcielenie w życie porozumienia, które związki zawodowe podpisały z poprzednim tymczasowym zarządem. Chodzi o ograniczenie zatrudnienia do stanu 35 tysięcy pracowników. Przypomnę, że na chwilę obecną jest to około 55 tysięcy. Także mówimy o 20 tysiącach pracowników. Brzmi groźnie? Należy wyjaśnić, że lwią część mają stanowić emeryci, którzy nabywają uprawnień, a z miesiąca na miesiąc jest ich coraz więcej.
Rozkwit górnictwa?
Problemem były nadmierne przyjęcia do spółki, gdy ta generowała jeszcze zyski. W samym 2012 roku Kompania Węglowa zapowiedziała, że chcę przyjąć w swoje szeregi około 5,6 tysiąca osób. Rok wcześniej przyjęła ich nie wiele mniej, bo aż 5,3 tysiąca osób. Nowy prezes mówi także, że w oczy rzuca się struktura zatrudnienia, w której jest ewidentny przerost administracyjny, na niekorzyść pracowników dołowych. W wywiadzie zaznaczył również, że kopalnia to przede wszystkim dół, a cała reszta to dodatki (poza przeróbką). W tamtym okresie, jak grzyby po deszczu, wyrastały szkoły górnicze - niegdyś zamykane, a teraz na nowo otwierane. Szkoły te miały prawdziwe wzięcie, ilość osób chcących ukończyć szkołę górniczą, dającą nie raz szansę zatrudnienia na kopalni, przerastała początkowe założenia. Na dzień dzisiejszy, większość absolwentów tych szkół, nie ma żadnych szans na pracę w wymarzonym zawodzie.

Przywrócenie racjonalnych proporcji będzie wymagało czasu - czasu, którego coraz bardziej brakuje zarówno Kompanii Węglowej jak i innym spółką górniczym. Możemy być pewni jednego, że nadchodzący okres będzie okresem dużych zmian i rewolucji. Nie wszystkim mogą się one podobać, ale stety/niestety są one konieczne.