Chęć zysku, żądza sławy czy reporterska dociekliwość? Po co nam książka o Katarzynie Waśniewskiej? Szukamy prawdy czy sensacji?
REKLAMA
Dwa dni temu ukazała się, napisana przez Izę Bartosz (redaktor naczelna "Gali"), książka pod tytułem "Wybaczcie mi". Już przed wydaniem pozycja ta stała się skandalem sezonu. Autorkę, która próbuje złożyć portret psychologiczny "mamy Madzi", zebrać informacje od osób, które ją znały i opinie psychologów, nazywa się hieną żerującą na śmierci dziecka. Czy słusznie? Czy ktoś, kto pisałby biografię Hitlera (z uznaniem wszystkich proporcji) nazwany byłby faszystą? Czy dotykając "śmierdzących" tematów, dziennikarz też zaczyna śmierdzieć?
Nie chcę być w tej sprawie ani oskarżycielem, ani obrońcą. Ocenią państwo sami po obejrzeniu ostatniego odcinka mojego programu Bez Maski, w którym Iza Bartosz mówi miedzy innymi o tym, co skłoniło ją do napisania tej kontrowersyjnej książki. To nie była miła rozmowa, ale sporo wyjaśniła.
Nie chcę być w tej sprawie ani oskarżycielem, ani obrońcą. Ocenią państwo sami po obejrzeniu ostatniego odcinka mojego programu Bez Maski, w którym Iza Bartosz mówi miedzy innymi o tym, co skłoniło ją do napisania tej kontrowersyjnej książki. To nie była miła rozmowa, ale sporo wyjaśniła.
"Losy Waśniewskiej, jak soczewka, mogą skupiać w sobie losy innych młodych kobiet"
"Nie mam poczucia,że wtargnęłam w jej życie, ani poczucia,ż e ją wybieliłam"
