Pierwsza „jawnogrzesznica” III Rzeczpospolitej, czyli Monika Richardson w szczerej rozmowie z Moniką Jaruzelską.

REKLAMA
Jeszcze do niedawna popularna i ceniona za profesjonalizm dziennikarka. Twarz kojarzona z lubianym przez szeroką publiczność programem „Europa da się lubić”. Wykształcona, elokwentna i atrakcyjna kobieta. Dzięki swojej pracy i małżeństwu z pilotem RAF-u ulubienica kobiecych magazynów. Należała do „celebryckiej elity”. Niektórych (mnie również) drażniła wprawdzie zbytnią pewnością siebie, krzykliwością stroju i sztucznością hollywoodzkiego uśmiechu. Jednak o wielu kobietach show-biznesu można powiedzieć to samo. A braku kompetencji nie mógł zarzucić Jej nikt.
Od kilku miesięcy budzi agresję jako pierwsza jawnogrzesznica III Rzeczpospolitej. Królowa obciachu. Ta, co się obnaża i obraża jednocześnie. Powody są oczywiste. Nie będę pisać o ostentacyjnych pocałunkach z nowym ukochanym, ani o pretensjonalnych wpisach o umierającej miłości i zgasłej świecy. Zrobili to już inni. Stos płonie.

Monika Richardson „Pożegnanie z Anglią”, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, str. 225-226

„…Jamie nie najlepiej skomunikował się z mężczyznami w Polsce. Jego zdaniem wielu cierpi na pantoflarstwo, jeśli nie są kompletnie psychicznie zależni od żony, to od matki, narzeczonej. Patriarchat jest zakorzeniony w angielskiej tradycji, tam mężczyzna jest górą, a w Polsce, mam wrażenie, kobiety naprawdę są gatunkiem silniejszym. Są atrakcyjniejsze, mocniejsze, lepiej wykształcone od facetów, co nie znaczy, że nie ma wyjątków. Niestety to my, kobiety, zdominowałyśmy naszych polskich chłopców, więc teraz nie możemy mieć pretensji, że są tacy, jacy są. „

Monikę Richardson zaprosiłam do programu Bez Maski, bo napisała dobrą książkę. Jeszcze przed epicentrum skandalu. Powiem jednak szczerze, że byłam (mówiąc delikatnie) sceptycznie nastawiona do decyzji jednego z bardziej prestiżowych wydawnictw, że wybrała „taką” autorkę i „taki” moment na publikację. Nie chcę być posądzana o reklamowanie tej pozycji. Muszę być jednak obiektywna. Mam pewne zastrzeżenia do momentami narcystycznej narracji, generalizacji (do której sama się zresztą przyznaje) i nieco infantylnego poruszania się w tematyce emocjonalnej. Nie mogę jednak odmówić Monice Richardson celnych antropologicznych spostrzeżeń, inteligenckiej polszczyzny i wiedzy na temat historii Anglii.
logo
Okładka książki Moniki Richardson Pożegnanie z Anglią Monika Richardson

W swoim programie staram się nie oceniać moich gości. Chcę być otwarta na ich racje i emocje (choć często ich nie podzielam). To nie była łatwa rozmowa. Dla mnie jednym z najważniejszych pytań tego odcinka było: Gdzie jest Zbyszek Zamachowski? Dlaczego milczy? Dlaczego nie stanie obok kobiety, skoro ją wybrał, dla której (jak piszą tabloidy) porzucił rodzinę. Dlaczego ten romans jest wojną kobiet? Czy polski matriarchat, o którym pisze i mówi Richardson nie pokazuje, że dzisiejszy mężczyzna jest jak kluska śląska, którą jedna pani zabiera drugiej z talerza i triumfalnie nabitą na widelec pokazuje światu? Czy dla takiego kochanka warto się miotać, poświęcając karierę i reputację?
Monika wygrała bitwę o Zamachowskiego, jednak paradoksalnie może się okazać, że to Aleksandra Justa odniosła zwycięstwo w tej wojnie.
„There is no such thing as a free lunch – mówi bardzo dobre angielskie przysłowie – darmowy obiad nie istnieje. Za wszystko płacimy, pracą, twarzą, oby nie godnością”. Monika Richardson „Pożegnanie z Anglią”, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, str. 18
P.S. A żeby nie było, że „kobieta kobiecie wilkiem” życzę obu Paniom dużo szczęścia na nowej drodze życia. Pierwszej kolejnej udanej książki, a drugiej wspaniałej roli godnej jej aktorskiego talentu.
A czy Monika da się lubić? Oceńcie Państwo sami.

Rozmowę z Moniką Richardson skomentował na moją prośbę dr Konrad Maj – psycholog społeczny, SWPS:

Erving Goffman twierdził, że przez całe życie jesteśmy aktorami, zakładamy maski, stroje i gramy w Teatrze Życie Codziennego. Wydaje się, że każdy celebryta gra w Narodowym Teatrze Życia Medialnego i to na dużej scenie. W takim Teatrze nawet za kulisami trudno czuć się bezpiecznie, bo każdy chce podejrzeć, sprawdzić jak gwiazda wygląda bez makijażu. Osoba znana przeżywa niewątpliwie konflikt tożsamościowy związany z pytaniem – kim chce być? Gdzie ulokować się na wymiarze Ja jestem – Ja powinienem, tzn. czy mam być taki jaki chce być, czy taki jakim chcą mnie widzieć? Wstając rano pewnie wiele znanych osób zadaje sobie słynne pytanie hodowców papryki „jak żyć”? Stąd jest duży problem czy zachowanie celebrytów, które widzimy na szklanym ekranie, czy też samopis w wywiadach, to pokazanie siebie jakim się JEST czy też jakim CHCE się być widzianym. Część celebrytów lekko się pewnie gubi we własnej prezentacji, czasami monitoring i mechanizmy samokontroli zawodzą – innymi słowy: nerwy puszczają. A o to szczególnie łatwo w stresie, pod presją i na zakręcie życia.